Autor Wątek: W marcu jak w garncu, ale nie w Alpach (9-10 dni, marzec 2019)  (Przeczytany 586 razy)

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5526
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
W związku z nadzwyczajną grubością pokrywy śnieżnej i raczej tendencją do jej przybywania, aniżeli ubywania, mam taki plan, aby wybrać się na „szosowy” wyjazd (na kolcach, mtb z amortyzacją oczywiście) w marcu w Alpy. Okolice połowy marca to najbardziej słoneczny okres w Alpach, a jednocześnie dzień już dość długi. Jest też wtedy bardzo dużo śniegu do oglądania/biwakowania, bo temperatury są jeszcze niskie (nocą spadki do -20, w dolinach czasem do -30 ale to rzadkość, w słoneczne dni duży kontrast między dniem a nocą, rzędu 25 stopni). Pokrywa śnieżna na wysokości 2 tys. m wynosi w tym okresie od 1 do 3 m. W dolinach takich jak okolice Bolzano jest zazwyczaj bez śniegu i całkiem ciepło.

Wyjazd będzie dość specyficzny, bo trzeba się liczyć z dość znacznym ograniczeniem co do dostępnych dróg, ich okresowym oblodzeniem rano i wieczorem w razie odwilży w dzień i mrozu w nocy, no a także dość niepewną datą (trudno teraz ustalić sztywny termin wyjazdu, skoro pogoda ma bardzo duże znaczenie – takie zamiecie śnieżne jakie były ostatnio wykluczają wyjazd).

Wstępnie mam plan aby przeciąć masyw między Karyntią a Jeziorem Bodeńskim, ale to zależy od dostępności dróg. Część oczywiście ma zimową przerwę, ale mniej więcej 2 razy tyle ma teraz przerwę techniczną z powodu zagrożenia lawinowego i głębokich zasp do 4-5 metrów. Ta sytuacja w ciągu miesiąca się powinna unormować, bo grubość pokrywy śnieżnej zbliża się już do zimowego maksimum, poza tym luty zwykle już jest bardziej suchy, a w marcu to prawie wcale nie pada (1-2 dni na tydzień po stronie włoskiej). No i odśnieżają non-stop, kiedyś odśnieżą ;) Zima w Alpach jest nietypowa, jedna z bardziej śnieżnych od 1979 roku i warto korzystać. Kto wie, co będzie w kolejnych latach.

Jeszcze nie wiem, czy będę atakował po południowej stronie (przez Dolomity), czy po północnej (przez  okolice Grimsel/Brennero). To zależy do przejezdności kluczowych przełęczy. Prawdopodobnie będzie to wyjazd z planami trasy alternatywnej, aby na ostatnią chwilę po prostu wybrać odpowiedni wariant. Generalnie mają być to zimowe krajobrazy, więc oprócz jazdy dolinami (co oczywiste z racji odśnieżania tylko średnio co drugiej przełęczy) chciałbym także odwiedzić te wysokie przełęcze, które zimą są otwarte i regularnie odśnieżane. Najwięcej ich jest w Szwajcarii i we Włoszech (z tych ładniejszych Julier, Ofen, Lukmanier, Bernina, Maloja, Simplon, Brunig, Ibergeregg, Gardena/warunkowo, Sella/warunkowo, Pordoi/warunkowo, Kreuzberg, Karer, Valparola). W każdym razie kolce są. Części francuskiej nie planuję, bo tam daleko i większość jest zamykana na zimę, a to co otwarte to zwykle tunele z zakazem jazdy rowerów.

Kolejowy dojazd i powrót

– granica państwa/ Jezioro Bodeńskie kolejami regionalnymi na biletach landowych lub weekendowych, nie trzeba rezerwować, ok. 50 euro w wersji solo, 30 euro/os. w wersji 2 osoby, 20 euro/os przy trzech itd. To duża wygoda, że nie trzeba jak samolot kupować wcześniej.

- Villach – Wiedeń – granica państwa kolejami oznaczanymi w rozkładach jako „D” lub „IR” – rower trzeba będzie rozłożyć i opakować folią, aby pełnił funkcję bagażu (może to być gitara, kontrabas, atlas do ćwiczeń itp.). Koszt około 90-100 euro na osobę. Być może da się taniej, jak będzie bliżej wyjazdu to poszukam czegoś atrakcyjnego. – kupno biletu na dzień przed wyjazdem powinno spokojnie wystarczyć. Powrót z Salzburga byłby dużo tańszy, ale przejazd rowerem do Villach z widokiem na Dolomity zdecydowanie wart tej kasy.

Jeśli chodzi o walory widokowe, to w zasadzie wątpliwości co do obecności śniegu w marcu nie ma (był we wszystkie dni wszystkich marców od kiedy mierzą), a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia to będzie go dużo. Takie Alpy w marcu to zupełnie inaczej wyglądają niż latem. Chmury mogą te widoki zabrać, ale kto nie ryzykuje ...

Biwaki raczej w namiocie 2.7 kg z fartuchami śnieżnymi, aby do środka weszły sakwy i buty. Aczkolwiek może w namiocie lżejszym, mniejszym – muszę potestować tej zimy. Jeden lub dwa noclegi pewnie w jakimś pensjonacie itp. aby osuszyć śpiwór. Wbrew pozorom nie jest to wyjazd tani, bo dochodzi jeszcze trochę stołowania się w barach itp. Nie jest to też wyjazd łatwy, bo co prawda prędkości niewielkie, ale warunki dość nietypowe i sporo bagażu zimowego.
Jakby ktoś chciał dołączyć, to musi mieć doświadczenie w rozkładaniu biwaku i nocowaniu przy -15/-20 stopniach, jeździe przy -10/-15 stopniach, umiejętności naprawy zamarzniętej przerzutki czy wymiany dętki na tęgim mrozie. O tak prozaicznych sprawach jak toaleta czy gotowanie na biwaku nie wspomnę. W sumie to nie wiem czy kogoś szukam, czy tylko tak piszę, aby pochwalić się pomysłem. Ale skoro jest pomysł, to będę dążył do realizacji. Alpejska zima 40-lecia nie może mi przejść tak koło nosa.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Wilk

  • Wiadomości: 9000
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Pomysł ciekawy i warty rozważenia, już raz zrealizowałem podobny projekt. Ale odnoszę wrażenie, że przesadzasz z tymi warunkami w marcu. Jak ja tam jechałem to raz ledwie miałem lekki mróz na noclegu i to na 1700m, wtedy też miałem dojazd ze śnieżycą i zamarzającym śniegiem u góry. Moja mama regularnie jeździ w marcu na narty w Alpy, własnie ze względu na temperatury, mróz jest tam już nieczęsto spotykany, a przecież na naratach jeździ się wyżej.
https://get.google.com/albumarchive/112049258709272112752/album/AF1QipOb0V8JDjw77u4Sw2Tv7cHCUUO9gXuo-n3T-D2_
Jeden raz tylko miałem ciężkie warunki, zjazd w padającym i zamarzającym śniegu.

Przy założeniu biwaków w dolinach można uniknąć masy niepotrzebnego sprzętu, przede wszystkim ciężkiego śpiwora, bo osobiście nie dysponuję takim śpiworem, mam jedynie śpiwory letnie i super-pancerny zimowy 1500g puchu, a to już jest ogromna cegła. Nocując w dolinach do góry wjeżdżasz po ewentualnych porannych przymrozkach. Jazda z kolcami na asfaltowej wyprawie to też jest średni pomysł, skoro szansa skorzystania z nich będzie sporadyczna jedynie, bo przy nieodśnieżonej przełęczy i tak nic nie dadzą. A 90-95% trzeba będzie na tym jechać po normalnym asfalcie
„Nic mi po srebrze, nic mi po złocie,
Nic po chudobie —
Niech z głodu zamrę, przy krzywym płocie,
Byle przy tobie!“

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5526
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Jazda z kolcami na asfaltowej wyprawie to też jest średni pomysł, skoro szansa skorzystania z nich będzie sporadyczna jedynie, bo przy nieodśnieżonej przełęczy i tak nic nie dadzą. A 90-95% trzeba będzie na tym jechać po normalnym asfalcie
Dadzą, dadzą - ruch drogowy szybko ubija śnieg na pasek lodu. Decyzję co do opon można podjąć zresztą w ostatnim momencie, zwłaszcza jak się ma w szufladzie kilka wariantów. Co do warunków w marcu 2010 to jechałeś sobie długi dojazd polskimi i czeskimi terenami i gruby śnieg dopiero zobaczyłeś w Alpach na Falzarego, Bernina, to sobie teraz popatrz, że takie przełęcze mogły być codziennie. Sam napisałeś gruby śnieg, 5 metrów etc. No tak, bo to ma być właśnie biwak tam na górze, posmakować trochę tego śniegu, a nie szybko przemknąć dołem.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Wilk

  • Wiadomości: 9000
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Dadzą, dadzą - ruch drogowy szybko ubija śnieg na pasek lodu.
Dadzą tylko jak w międzyczasie spadnie śnieg, jak będzie bez opadów - to nie dadzą nic. W Alpach nawet jak masz 5m zaspy przy drodze - to asfalt na całorocznych przełęczach masz czarny. Bo to są drogi prowadzące do kurortów narciarskich, gdzie często jeżdżą ciężkie autobusy załadowane ludźmi - i odśnieża się tam bardzo dokładnie, bo tego wymaga biznes, całe Alpy żyją z narciarzy. Jedynie sytuacja opadów zmienia sprawę, bo trochę musi potrwać zanim usuną śnieg.

Co do warunków w marcu 2010 to jechałeś sobie długi dojazd polskimi i czeskimi terenami i gruby śnieg dopiero zobaczyłeś w Alpach na Falzarego, Bernina, to sobie teraz popatrz, że takie przełęcze mogły być codziennie.

To akurat nie ma takiego znaczenia. Jak nie ma opadów - to odśnieżane przełęcze są przejezdne bez problemów, dopiero opady robią różnicę.
No tak, bo to ma być właśnie biwak tam na górze, posmakować trochę tego śniegu, a nie szybko przemknąć dołem.

Przemyka się nie dołem, tylko nocuje się niżej, a trasę robisz taką samą, tylko inne miejsca na biwaki wybierasz. Oczywiście jakiś urok biwak zimowy ma, ale nie wiem czy wart takiej szarpaniny ze sprzętem, bo te kilogramy ważą na podjazdach. Miejsce na zimowy biwak też nie tak prosto znaleźć jak latem.

A podstawową zaletą jazdy w tym okresie są zimowe krajobrazy, ale bez zimowej upierdliwości jazdy jak w styczniu/lutym, I niskich dolin wcale nie warto omijać, fenomenalny jest ten kontrast pomiędzy śniegami u góry a soczystą wiosną na dole, lepiej niż w Alpach to chyba tylko w Norwegii może wyglądać, ale tam znacznie mniej dróg odśnieżają.
„Nic mi po srebrze, nic mi po złocie,
Nic po chudobie —
Niech z głodu zamrę, przy krzywym płocie,
Byle przy tobie!“

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5526
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Wschód słońca na tle ośnieżonych turni jest wart targania zimowego sprzętu. Zwłaszcza, gdy można go oglądać jedząc śniadanie.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Wilk

  • Wiadomości: 9000
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Wschód słońca na tle ośnieżonych turni jest wart targania zimowego sprzętu. Zwłaszcza, gdy można go oglądać jedząc śniadanie.

Różne są priorytety, mnie akurat zrywanie się na wschód słońca nie do końca bawi, trochę to przereklamowane IMO, w pełnym słońcu, albo o zachodzie słońca góry wcale wiele gorzej nie wyglądają. Wioząc mniej sprzętu, nie ciągnąc średnio potrzebnych opon kolcowanych i amortyzacji - w tym samym czasie zobaczę po prostu dużo więcej gór. Okazjonalnie taki wschód słońca można zobaczyć dla poczucia klimatu, ale codziennie to się już mocno upierdliwe robi, żeby całą koncepcję jazdy pod to ustawiać. To najzimniejsza część dnia, a składanie zamrożonego namiotu bardzo upierdliwe. A poza tym wymaga odpowiedniego umiejscowienia biwaku, o co zimą jest dużo trudniej. No i tez istotna sprawa - nocowanie wysoko oznacza, że na początek dnia najpewniej będzie od razu w dół, w najzimniejszej porze dnia, więc wytelepie strasznie, z tego właśnie powodu wiele osób jeżdżących po górach takich biwaków unika. Jedynym słowem - kupa zawracania głowy, żeby ten wschód słońca na biwaku obejrzeć. Równie dobrze okazjonalnie można to uzyskać nocując niżej, wstając szybko bez śniadania i wjeżdżając do góry na ten wschód słońca i tam zatrzymać się na śniadanie. Nie jeździsz ultra - to nie wiesz, że równie fajne jak wschód słońca jest patrzenie na ten świat budzący się do życia z poziomu roweru, jedna z najpiękniejszych chwil, która z Alp najbardziej mi zapadła w pamięć - to gdy na TCR nocą wjeżdżałem na Albulę i powoli się to rozjaśniało, by u góry na zupełnie pustym, bez jednego samochodu  płaskowyżu uderzyć pełnym słońcem w twarz. I przejazd rowerem po tym zalanym słońcem płaskowyżu koło przełęczy - to dla mnie wart był wielu wschodów słońca. A z kolei na tym marcowym właśnie wyjeździe też miałem niezwykły spektakl, gdy kończyłem jazdę już nocą i świecił tak mocny księżyc, że nocą było całkiem nieźle widać góry, niesamowicie to wyglądało, również coś dużo mniej standardowego od wschodu słońca.

Jednym słowem co kto lubi, Ty niejako wymagasz pełnego dostosowania się do Twojej wizji jazdy, a w ten sposób znaleźć osobę na taki wyjazd będzie trudno, bo osoby co podołają takiemu projektowi najczęściej są na tyle doświadczone, że mają własne wizje wyjazdów i odmienny styl jazdy, bo bardzo mało osób dostosowuje cała koncepcję wypraw pod oglądanie wschodów słońca.
„Nic mi po srebrze, nic mi po złocie,
Nic po chudobie —
Niech z głodu zamrę, przy krzywym płocie,
Byle przy tobie!“

Offline Mężczyzna Piotrek333

  • Wiadomości: 7
  • Miasto:
  • Na forum od: 03.07.2017
W sumie to nie wiem czy kogoś szukam, czy tylko tak piszę, aby pochwalić się pomysłem. Ale skoro jest pomysł, to będę dążył do realizacji. Alpejska zima 40-lecia nie może mi przejść tak koło nosa.

Nawet jeżeli nie znajdziesz chętnych na ten wyjazd, to świetnie, że piszesz o swych "szalonych" pomysłach, bo są one inspiracją dla innych. Ja się na taki wyjazd nie zapiszę, ale Twoje relacje z offroad wycieczek alpejskich zainspirowały mnie do kupna roweru mtb, by w tym roku zwiedzić alpy z dala od szos.

Czekam na kolejną świetną fotorelację.

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5526
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
ale Twoje relacje z offroad wycieczek alpejskich zainspirowały mnie do kupna roweru mtb, by w tym roku zwiedzić alpy z dala od szos.
No tylko nie wybierz się zbyt wcześnie, bo pewnie sezon mtb zacznie się nieco później niż zwykle, skoro mamy śnieżną zimę w Alpach. Na Rudolfshütte (2310 m) już ponad 360 cm śniegu. Na razie bardzo mało śniegu jest po południowej stronie Alp - taka Paganella (2129m) ma tylko 13 cm. To jak zupełnie dwie krainy :)
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Tagi:
 




Organizujemy







Partnerzy

Patronat






Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum