Masakra, Jako tako wiem, jak dojechac w okolice Hendaye na granicy FR/ES, ale w Hiszpanii w ogóle nie wiem jak z przewozem rowerów w pociągach dalekobieżnych i nie znam tamtejszego systemu, ale podobno nie za fajnie.
Na pociągi dalekobieżne rower trzeba poskładać do rozmiarów gitary, jest to opisane, ale to nie problem - gravela da się tak złożyć, skoro ja FULLA złożyłem. Problem jest inny - cały bagaż przechodzi przez skaner i jak w samolocie - żadnych ostrych narzędzi. Wszelkie multitoole, klucze z nożami, scyzoryki - do kosza. Butle gazowe - do kosza. A co gorsze, na pociągi regio express i media distancia, którymi można wozić rowery normalnie, bilety tylko w kasie. Jechałem tak w Pireneje pociągami z Girony. Niezły cyrk, ale wtedy jeszcze na regio expresy sprzedawali online. Teraz już zupełna kaplica jest.
Czyli jak myślałem. Zaliczanko krajów zrobić sobie w najbliższych kilkunastu latach do Pirenejów, bo dalej to lipa. Poza tym nuda. Wybrzeże Morza Śródziemnego i tam mam w zasadzie całe i tam było dość nudno to co dopiero ta pustynia w środku. Niech się Hiszpanią jarają jacyś stanowscy albo studentki na orgazmusie. Nie ja
Podjazdy mocno przesadza. Takie ograniczenia dotyczą jedynie niektórych, szybszych typów pociągów, na większość (a już na pewno te regionalne) można kupić normalnie bilety na rower i nie trzeba go składać
Zresztą ja sam planuję jechać hiszpańskimi kolejami Renfe część odcinka do Santiago - i na stronie można normalnie kupić bilety na rower.
Renfe zmienił przepisy dotyczące transportu rowerów, aby ułatwić intermodalność pociąg+rower. Środek został wprowadzony w sposób pionierski w serwisie Avant pomiędzy Ourense-Santiago-A Coruña i będzie stopniowo rozszerzony na usługi Avant na pozostałych terytoriach.
Środek został wprowadzony w sposób pionierski w serwisie Avant pomiędzy Ourense-Santiago-A Coruña i będzie stopniowo rozszerzony na usługi Avant na pozostałych terytoriach.
Natomiast nie daje się pomiędzy Porto a Vigo, ale to już jest pociąg międzynarodowy i tam trzeba by rzeźbić ze składaniem roweru, więc ten kawałek planuję zrobić na kołach.
I jeszcze odnośnie samowystarczalności. Warto tu zrobić językowe rozróżnienie, taki kluczowy niuans, którego język polski nie oddaje. W języku angielskim (w którym te reguły samowystarczalności zostały sformułowane) występują dwa pojęcia: self-sufficent i self-supported, natomiast w języku polskim oba tłumaczymy jako "samowystarczalny". I te ciągłe pretensje jakimi Pablo nas raczy przy okazji każdego wyścigu ultra wynikają z niezrozumienia czym się różni jazda typu self-sufficient od jazdy typu self-supported.Jazda typu self-sufficient jest właśnie jazdą o jakiej Pablo pisze - bierzemy bagaż i prowiant na cały czas trwania wyjazdu i z tym sobie radzimy, bez żadnego korzystania z cywilizacji. Natomiast jazda typu self-supported to jest jazda, gdzie jak sama nazwa wskazuje jesteśmy sami dla siebie supportem, czyli sami sobie ogarniamy całą logistykę. To jest niejako kontra do jazdy typu "supported", czyli z bezpośrednim wsparciem innych ludzi, którzy odpowiadają za logistykę, a zawodnik tylko jedzie. I Pablo zna to rozróżnienie, bo już mu kiedyś to wyjaśniałem, ale dalej co wyścig to złośliwie dogaduje w tym temacie, próbując dezawuować jazdę wyścigów ultra. A jakie są realia wyjazdów rowerowych? Kto tak naprawdę jeździ w stylu self-sufficient? Praktycznie nikt, to jest forma stosowana właściwie tylko do wypraw stricte eksploracyjnych, przede wszystkim polarnych. Gdzie nie ma innej opcji niż wiezienie całości ekwipunku i prowiantu. Natomiast nie słyszałem by na rowerze ktokolwiek w tym stylu podróżował. Jedyna taka jazda, którą znam to wyścig ultra z czasów covida, gdzie z racji ograniczeń był zakaz korzystania z jakichkolwiek sklepów. Formuła bardzo specyficzna, ale całkowicie sztuczna, wymuszona prawnymi ograniczeniami tamtego czasu. A sztuczna - bo jak wspomniałem w realnym życiu tak nikt nie jeździ. I w żadnym razie tak nie jeździ Pablo, którego zakres aktywności rowerowej idealnie wpisuje się w self-supported. Kiedyś jeździł z ciężkimi sakwami, obecnie jeździ na lekko i w pełni korzysta z wszystkich zdobyczy cywilizacji. Tak patrząc pod katem tego w jakim stylu jeżdżą rozmaici ludzie na forum - to Pablo, wraz z Rufiano i mną jest tu głównym przedstawicielem nurtu self-supported. I jego wyjazdy nie mają nic wspólnego z nurtem self-sufficient. Te gadki o tej jeździe w terenie bez cywilizacji - to są opowieści z mchu i paproci. W Europie nigdzie takie warunki nie występują, to by trzeba bardzo rzeźbić przy planowaniu trasy by być w stanie uniknąć miejsc ze sklepami. Jazda typu self-sufficient w terenie to jest możliwa jedynie pod kątem oddania 70-80% frajdy z rowerowania. Bo duży bagaż z zapasami na 1-2 tygodnie to w terenie potężnie ogranicza, oznacza pchanie niemal każdego solidniejszego podjazdu, a i na zjazdach to porażka kosztująca masę funu. I właśnie dlatego Pablo rzucił w diabły wielkie sakwy i ciężki rower z jakimi kiedyś jeździł, a przesiadł się na bikepacking i leciutkie rowery.Jednym słowem Pablo w tych swoich nieustannych gadkach o "prawdziwej samowystarczalności" tworzy tu całkowicie sztuczną i nieistniejącą w realnym świecie rzeczywistość. To jest niejako wymaganie od innych by realizowali jego oderwane od życia ideały samowystarczalności. Powtarzam - ideały! Bo sam Pablo się do nich nie zbliża. Jeśli miałbym ocenić skąd notorycznie wyjeżdża z takimi tekstami - to w mojej ocenie to jest gloryfikowanie czasów własnej młodości, gdy za czasów PRL wielu ludzi rzeczywiście podróżowało (przede wszystkim pieszo) w stylu self-sufficient. Ale wtedy tak się podróżowało przede wszystkim z powodów finansowych. Do tego zaplecze gastronomiczno-sklepowe w górach było minimalne, więc to była niejako konieczność. I jak to bywa ze wspomnieniami z młodości - często je gloryfikujemy, a wszystko to co było w tym negatywne wypieramy ze świadomości. Do tego Pablo bardzo źle psychicznie się czuje będąc częścią jakiegokolwiek mainstreamu, on musi być "Ten niepokorny" . Dlatego to wieczne kontestowanie rozwiązań mainstreamowych. Dlatego nawet jeżdżąc w stylu bikepackingowym wiecznie tu wyśmiewa jazdę bez bagażnika, jakby to wiele w temacie zmieniało. Dlatego to wieczne narzekanie na uzależnienie od elektroniki. I to wszystko się robi zabawne, gdy okazało się, że mocno korzysta z GPS, choć przysięgał na forum na wszystkie świętości, że po GPS nigdy nie sięgnie. Wyśmiewa się z obcisłych strojów rowerowych - ale sam w nich jeździ. Wyśmiewa się z ludzi na Gassach co onanizują się sprzętem - a sam ma z 10 rowerów i tyle części rowerowych, że mógłby sklep rowerowy otworzyć. I tak można długo wymieniać.Jednym słowem Pablo - jesteś przedstawicielem rowerowego mainstreamu. Tylko takim, który z tym się nie potrafi pogodzić. Jak śpiewał nieodżałowany Jacek Kaczmarski o szwoleżerach, którzy szarżowali pod Somosierrą:"Potem twarz z ognia jeszcze nieobeschłąBędą musieli w szczere giąć uśmiechyZ oczu wymazać swoją hardą przeszłośćUszy nastawić na szeptów oddechy"I tak jest właśnie z Tobą Pablo, zostawiłeś swoją hardą przeszłość prawdziwie samowystarczalnego rowerzysty daleko za sobą, teraz jesteś zwykłym miękkim siusiakiem jak ja i wielu innych jeżdżących w stylu self-supported
Jedyną prawdziwą samowystarczalność to ma osadnik jedzący to co zasiał i upolował