Autor Wątek: Transcontinental Race No11  (Przeczytany 22890 razy)

Offline Mężczyzna łatośłętka

  • Skup i ubój. Rozbiór.
  • Wiadomości: 9177
  • Miasto: nie, wioska
  • Na forum od: 21.03.2013
Odp: Transcontinental Race No11
« 22 Lip 2025, 20:40 »

Zdecydowałeś się na opony konkretnie jakie, na kasetę konkretnie jaką?
tutaj jestem łatoś, odtąd łętka ... łatośłętka!

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5263
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Transcontinental Race No11
« 22 Lip 2025, 21:31 »
Masakra, Jako tako wiem, jak dojechac w okolice Hendaye na granicy FR/ES, ale w Hiszpanii w ogóle nie wiem jak z przewozem rowerów w pociągach dalekobieżnych i nie znam tamtejszego systemu, ale podobno nie za fajnie.
Na pociągi dalekobieżne rower trzeba poskładać do rozmiarów gitary, jest to opisane, ale to nie problem - gravela da się tak złożyć, skoro ja FULLA złożyłem. Problem jest inny - cały bagaż przechodzi przez skaner i jak w samolocie - żadnych ostrych narzędzi. Wszelkie multitoole, klucze z nożami, scyzoryki - do kosza. Butle gazowe - do kosza. A co gorsze, na pociągi regio express i media distancia, którymi można wozić rowery normalnie, bilety tylko w kasie.

Jechałem tak w Pireneje pociągami z Girony. Niezły cyrk, ale wtedy jeszcze na regio expresy sprzedawali online. Teraz już zupełna kaplica jest.



https://photos.app.goo.gl/s1Ft4tJmw3rBNJU18
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna rufiano

  • Wiadomości: 2196
  • Miasto:
  • Na forum od: 03.02.2014
Odp: Transcontinental Race No11
« 22 Lip 2025, 22:06 »
to świetna zmiana Wilk ! oczywiście będę śledził i kibicował..
swoją drogą to ja szczerze podziwiam .. nie dość że srogi dystans , to jeszcze w trybie wyścigowym..
i sam zaplanuj ! a daj pan spokój !

na samą myśl to ciarki , Powodzenia

Offline Mężczyzna Cokeman

  • Wiadomości: 818
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 24.05.2013
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 09:43 »

Na pociągi dalekobieżne rower trzeba poskładać do rozmiarów gitary, jest to opisane, ale to nie problem - gravela da się tak złożyć, skoro ja FULLA złożyłem. Problem jest inny - cały bagaż przechodzi przez skaner i jak w samolocie - żadnych ostrych narzędzi. Wszelkie multitoole, klucze z nożami, scyzoryki - do kosza. Butle gazowe - do kosza. A co gorsze, na pociągi regio express i media distancia, którymi można wozić rowery normalnie, bilety tylko w kasie.

Jechałem tak w Pireneje pociągami z Girony. Niezły cyrk, ale wtedy jeszcze na regio expresy sprzedawali online. Teraz już zupełna kaplica jest.


Czyli jak myślałem. Zaliczanko krajów zrobić sobie w najbliższych kilkunastu latach do Pirenejów, bo dalej to lipa. Poza tym nuda. Wybrzeże Morza Śródziemnego i tam mam w zasadzie całe i tam było dość nudno to co dopiero ta pustynia w środku. Niech się Hiszpanią jarają jacyś stanowscy albo studentki na orgazmusie. Nie ja  ;D

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 10:54 »
Podjazdy mocno przesadza. Takie ograniczenia dotyczą jedynie niektórych, szybszych typów pociągów, na większość (a już na pewno te regionalne) można kupić normalnie bilety na rower i nie trzeba go składać:
https://www.renfe.com/es/en/travel/informacion-util/luggage/bicycles-and-kick-scooters-_non-electric_

Na grupie TCR trochę ludzi z Hiszpanii pisało o tych realiach, przecież widać ilu ludzi korzysta z tego Green Leaderboard, jeśli to byłaby taka rzeźba, że w każdym pociągu trzeba rower składać to niewielu by się na to pisało, Hiszpania to kraj, gdzie rower jest bardzo popularny, więc niemożliwe, żeby aż takie absurdy z przewozem roweru były. Zresztą ja sam planuję jechać hiszpańskimi kolejami Renfe część odcinka do Santiago - i na stronie można normalnie kupić bilety na rower.

Czyli jak myślałem. Zaliczanko krajów zrobić sobie w najbliższych kilkunastu latach do Pirenejów, bo dalej to lipa. Poza tym nuda. Wybrzeże Morza Śródziemnego i tam mam w zasadzie całe i tam było dość nudno to co dopiero ta pustynia w środku. Niech się Hiszpanią jarają jacyś stanowscy albo studentki na orgazmusie. Nie ja  ;D

Hiszpania to jest bardzo ciekawy kraj i na pewno warto go zobaczyć, także i interior, któy jest zupełnie inny niż bardzo skomercjalizowane wybrzeże, gdzie jest wielki ruch. Natomiast już ze względu na samą odległość do Polski pociąg większego sensu nie ma (ani czasowo, ani finansowo), to już trzeba lecieć samolotem.

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 11:41 »
I jeszcze odnośnie samowystarczalności. Warto tu zrobić językowe rozróżnienie, taki kluczowy niuans, którego język polski nie oddaje. W języku angielskim (w którym te reguły samowystarczalności zostały sformułowane) występują dwa pojęcia: self-sufficent i self-supported, natomiast w języku polskim oba tłumaczymy jako "samowystarczalny". I te ciągłe pretensje jakimi Pablo nas raczy przy okazji każdego wyścigu ultra wynikają z niezrozumienia czym się różni jazda typu self-sufficient od jazdy typu self-supported.


Jazda typu self-sufficient jest właśnie jazdą o jakiej Pablo pisze - bierzemy bagaż i prowiant na cały czas trwania wyjazdu i z tym sobie radzimy, bez żadnego korzystania z cywilizacji. Natomiast jazda typu self-supported to jest jazda, gdzie jak sama nazwa wskazuje jesteśmy sami dla siebie supportem, czyli sami sobie ogarniamy całą logistykę. To jest niejako kontra do jazdy typu "supported", czyli z bezpośrednim wsparciem innych ludzi, którzy odpowiadają za logistykę, a zawodnik tylko jedzie.

I Pablo zna to rozróżnienie, bo już mu kiedyś to wyjaśniałem, ale dalej co wyścig to złośliwie dogaduje w tym temacie, próbując dezawuować jazdę wyścigów ultra. A jakie są realia wyjazdów rowerowych? Kto tak naprawdę jeździ w stylu self-sufficient? Praktycznie nikt, to jest forma stosowana właściwie tylko do wypraw stricte eksploracyjnych, przede wszystkim polarnych. Gdzie nie ma innej opcji niż wiezienie całości ekwipunku i prowiantu. Natomiast nie słyszałem by na rowerze ktokolwiek w tym stylu podróżował. Jedyna taka jazda, którą znam to wyścig ultra z czasów covida, gdzie z racji ograniczeń był zakaz korzystania z jakichkolwiek sklepów. Formuła bardzo specyficzna, ale całkowicie sztuczna, wymuszona prawnymi ograniczeniami tamtego czasu. A sztuczna - bo jak wspomniałem w realnym życiu tak nikt nie jeździ.

I w żadnym razie tak nie jeździ Pablo, którego zakres aktywności rowerowej idealnie wpisuje się w self-supported. Kiedyś jeździł z ciężkimi sakwami, obecnie jeździ na lekko i w pełni korzysta z wszystkich zdobyczy cywilizacji. Tak patrząc pod katem tego w jakim stylu jeżdżą rozmaici ludzie na forum - to Pablo, wraz z Rufiano i mną jest tu głównym przedstawicielem nurtu self-supported. I jego wyjazdy nie mają nic wspólnego z nurtem self-sufficient.

Te gadki o tej jeździe w terenie bez cywilizacji - to są opowieści z mchu i paproci. W Europie nigdzie takie warunki nie występują, to by trzeba bardzo rzeźbić przy planowaniu trasy by być w stanie uniknąć miejsc ze sklepami. Jazda typu self-sufficient w terenie to jest możliwa jedynie pod kątem oddania 70-80% frajdy z rowerowania. Bo duży bagaż z zapasami na 1-2 tygodnie to w terenie potężnie ogranicza, oznacza pchanie niemal każdego solidniejszego podjazdu, a i na zjazdach to porażka kosztująca masę funu. I właśnie dlatego Pablo rzucił w diabły wielkie sakwy i ciężki rower z jakimi kiedyś jeździł, a przesiadł się na bikepacking i leciutkie rowery.


Jednym słowem Pablo w tych swoich nieustannych gadkach o "prawdziwej samowystarczalności" tworzy tu całkowicie sztuczną i nieistniejącą w realnym świecie rzeczywistość. To jest niejako wymaganie od innych by realizowali jego oderwane od życia ideały samowystarczalności. Powtarzam - ideały! Bo sam Pablo się do nich nie zbliża. Jeśli miałbym ocenić skąd notorycznie wyjeżdża z takimi tekstami - to w mojej ocenie to jest gloryfikowanie czasów własnej młodości, gdy za czasów PRL wielu ludzi rzeczywiście podróżowało (przede wszystkim pieszo) w stylu self-sufficient. Ale wtedy tak się podróżowało przede wszystkim z powodów finansowych. Do tego zaplecze gastronomiczno-sklepowe w górach było minimalne, więc to była niejako konieczność. I jak to bywa ze wspomnieniami z młodości - często je gloryfikujemy, a wszystko to co było w tym negatywne wypieramy ze świadomości.

Do tego Pablo bardzo źle psychicznie się czuje będąc częścią jakiegokolwiek mainstreamu, on musi być "Ten niepokorny" :P. Dlatego to wieczne kontestowanie rozwiązań mainstreamowych. Dlatego nawet jeżdżąc w stylu bikepackingowym wiecznie tu wyśmiewa jazdę bez bagażnika, jakby to wiele w temacie zmieniało. Dlatego to wieczne narzekanie na uzależnienie od elektroniki. I to wszystko się robi zabawne, gdy okazało się, że mocno korzysta z GPS, choć przysięgał na forum na wszystkie świętości, że po GPS nigdy nie sięgnie. Wyśmiewa się z obcisłych strojów rowerowych - ale sam w nich jeździ. Wyśmiewa się z ludzi na Gassach co onanizują się sprzętem - a sam ma z 10 rowerów i tyle części rowerowych, że mógłby sklep rowerowy otworzyć. I tak można długo wymieniać.

Jednym słowem Pablo - jesteś przedstawicielem rowerowego mainstreamu. Tylko takim, który z tym się nie potrafi pogodzić. Jak śpiewał nieodżałowany Jacek Kaczmarski o szwoleżerach, którzy szarżowali pod Somosierrą:

"Potem twarz z ognia jeszcze nieobeschłą
Będą musieli w szczere giąć uśmiechy
Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość
Uszy nastawić na szeptów oddechy"

I tak jest właśnie z Tobą Pablo, zostawiłeś swoją hardą przeszłość prawdziwie samowystarczalnego rowerzysty daleko za sobą, teraz jesteś zwykłym miękkim siusiakiem jak ja i wielu innych jeżdżących w stylu self-supported
 :lol: :lol: :lol:
« Ostatnia zmiana: 23 Lip 2025, 11:48 Wilk »

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5263
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 16:10 »
Podjazdy mocno przesadza. Takie ograniczenia dotyczą jedynie niektórych, szybszych typów pociągów, na większość (a już na pewno te regionalne) można kupić normalnie bilety na rower i nie trzeba go składać
No własnie nie można kupić tych biletów on-line wbrew temu co pisze renfe, oni kłamią wprost o własnym systemie sprzedaży. Oto dowód, prosta trasa Girona-Barcelona. Wszystkie pociągi "normalne" mają komunikat, że bilety do kupienia tylko w kasie. No i teraz ryzykuj, że pojedziesz i akurat będą wykupione. A żeby przejechać z Girony do Pamplony to trzeba mieć takich pociągów z pięć.



Ten jeden pociąg co widzisz to właśnie szybki pociąg gdzie rower trzeba złożyć jak gitarę, a na pozostałe bilety tylko w kasie.

Co z tego, że odcinek koło Santiago możesz kupić, jak do Barcelony nie możesz kupić i całe połączenie w Pireneje udupione.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5263
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 16:24 »
Zresztą ja sam planuję jechać hiszpańskimi kolejami Renfe część odcinka do Santiago - i na stronie można normalnie kupić bilety na rower.
Tak, bo:

Cytuj
Renfe zmienił przepisy dotyczące transportu rowerów, aby ułatwić intermodalność pociąg+rower. Środek został wprowadzony w sposób pionierski w serwisie Avant pomiędzy Ourense-Santiago-A Coruña i będzie stopniowo rozszerzony na usługi Avant na pozostałych terytoriach.

Czyli trafiłeś w jeden jedyny odcinek pro rowerowy.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 18:58 »
Środek został wprowadzony w sposób pionierski w serwisie Avant pomiędzy Ourense-Santiago-A Coruña i będzie stopniowo rozszerzony na usługi Avant na pozostałych terytoriach.

Ja planuję jechać z kierunku  Vigo, a to nie jest na linii Ourense-Santiago-La Coruna, to osobna linia kolejowa. I tam też się daje w sieci normalnie kupić bilety na rowery. Natomiast nie daje się pomiędzy Porto a Vigo, ale to już jest pociąg międzynarodowy i tam trzeba by rzeźbić ze składaniem roweru, więc ten kawałek planuję zrobić na kołach.

Ale nie będę się spierać, bo nie mam znajomości tematu, interesowałem się tylko tym kawałkiem na którym planuję jechać. Całkiem możliwe, że jest jak piszesz, że ten rejon to akurat wyjątek jak na Hiszpanię, nie reguła.

Offline Mężczyzna axs

  • Wiadomości: 43
  • Miasto: Myślibórz
  • Na forum od: 20.02.2025
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 19:51 »
Jakby nie było trochę was tam Polaków będzie, to pokażcie moc!!
Widzę, też dwie pary mixowe. Będzie się działo.

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5263
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 21:14 »
Natomiast nie daje się pomiędzy Porto a Vigo, ale to już jest pociąg międzynarodowy i tam trzeba by rzeźbić ze składaniem roweru, więc ten kawałek planuję zrobić na kołach.
Do Valence normalnie da się wozić rowery za darmo z Porto Campanha pociągami InterRegional (jedzie 2 godziny), a z Valence to już kawałek tylko.

https://www.cp.pt/passageiros/en/how-to-travel/Useful-information/bike-transport
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna rufiano

  • Wiadomości: 2196
  • Miasto:
  • Na forum od: 03.02.2014
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 22:17 »
I jeszcze odnośnie samowystarczalności. Warto tu zrobić językowe rozróżnienie, taki kluczowy niuans, którego język polski nie oddaje. W języku angielskim (w którym te reguły samowystarczalności zostały sformułowane) występują dwa pojęcia: self-sufficent i self-supported, natomiast w języku polskim oba tłumaczymy jako "samowystarczalny". I te ciągłe pretensje jakimi Pablo nas raczy przy okazji każdego wyścigu ultra wynikają z niezrozumienia czym się różni jazda typu self-sufficient od jazdy typu self-supported.


Jazda typu self-sufficient jest właśnie jazdą o jakiej Pablo pisze - bierzemy bagaż i prowiant na cały czas trwania wyjazdu i z tym sobie radzimy, bez żadnego korzystania z cywilizacji. Natomiast jazda typu self-supported to jest jazda, gdzie jak sama nazwa wskazuje jesteśmy sami dla siebie supportem, czyli sami sobie ogarniamy całą logistykę. To jest niejako kontra do jazdy typu "supported", czyli z bezpośrednim wsparciem innych ludzi, którzy odpowiadają za logistykę, a zawodnik tylko jedzie.

I Pablo zna to rozróżnienie, bo już mu kiedyś to wyjaśniałem, ale dalej co wyścig to złośliwie dogaduje w tym temacie, próbując dezawuować jazdę wyścigów ultra. A jakie są realia wyjazdów rowerowych? Kto tak naprawdę jeździ w stylu self-sufficient? Praktycznie nikt, to jest forma stosowana właściwie tylko do wypraw stricte eksploracyjnych, przede wszystkim polarnych. Gdzie nie ma innej opcji niż wiezienie całości ekwipunku i prowiantu. Natomiast nie słyszałem by na rowerze ktokolwiek w tym stylu podróżował. Jedyna taka jazda, którą znam to wyścig ultra z czasów covida, gdzie z racji ograniczeń był zakaz korzystania z jakichkolwiek sklepów. Formuła bardzo specyficzna, ale całkowicie sztuczna, wymuszona prawnymi ograniczeniami tamtego czasu. A sztuczna - bo jak wspomniałem w realnym życiu tak nikt nie jeździ.

I w żadnym razie tak nie jeździ Pablo, którego zakres aktywności rowerowej idealnie wpisuje się w self-supported. Kiedyś jeździł z ciężkimi sakwami, obecnie jeździ na lekko i w pełni korzysta z wszystkich zdobyczy cywilizacji. Tak patrząc pod katem tego w jakim stylu jeżdżą rozmaici ludzie na forum - to Pablo, wraz z Rufiano i mną jest tu głównym przedstawicielem nurtu self-supported. I jego wyjazdy nie mają nic wspólnego z nurtem self-sufficient.

Te gadki o tej jeździe w terenie bez cywilizacji - to są opowieści z mchu i paproci. W Europie nigdzie takie warunki nie występują, to by trzeba bardzo rzeźbić przy planowaniu trasy by być w stanie uniknąć miejsc ze sklepami. Jazda typu self-sufficient w terenie to jest możliwa jedynie pod kątem oddania 70-80% frajdy z rowerowania. Bo duży bagaż z zapasami na 1-2 tygodnie to w terenie potężnie ogranicza, oznacza pchanie niemal każdego solidniejszego podjazdu, a i na zjazdach to porażka kosztująca masę funu. I właśnie dlatego Pablo rzucił w diabły wielkie sakwy i ciężki rower z jakimi kiedyś jeździł, a przesiadł się na bikepacking i leciutkie rowery.


Jednym słowem Pablo w tych swoich nieustannych gadkach o "prawdziwej samowystarczalności" tworzy tu całkowicie sztuczną i nieistniejącą w realnym świecie rzeczywistość. To jest niejako wymaganie od innych by realizowali jego oderwane od życia ideały samowystarczalności. Powtarzam - ideały! Bo sam Pablo się do nich nie zbliża. Jeśli miałbym ocenić skąd notorycznie wyjeżdża z takimi tekstami - to w mojej ocenie to jest gloryfikowanie czasów własnej młodości, gdy za czasów PRL wielu ludzi rzeczywiście podróżowało (przede wszystkim pieszo) w stylu self-sufficient. Ale wtedy tak się podróżowało przede wszystkim z powodów finansowych. Do tego zaplecze gastronomiczno-sklepowe w górach było minimalne, więc to była niejako konieczność. I jak to bywa ze wspomnieniami z młodości - często je gloryfikujemy, a wszystko to co było w tym negatywne wypieramy ze świadomości.

Do tego Pablo bardzo źle psychicznie się czuje będąc częścią jakiegokolwiek mainstreamu, on musi być "Ten niepokorny" :P. Dlatego to wieczne kontestowanie rozwiązań mainstreamowych. Dlatego nawet jeżdżąc w stylu bikepackingowym wiecznie tu wyśmiewa jazdę bez bagażnika, jakby to wiele w temacie zmieniało. Dlatego to wieczne narzekanie na uzależnienie od elektroniki. I to wszystko się robi zabawne, gdy okazało się, że mocno korzysta z GPS, choć przysięgał na forum na wszystkie świętości, że po GPS nigdy nie sięgnie. Wyśmiewa się z obcisłych strojów rowerowych - ale sam w nich jeździ. Wyśmiewa się z ludzi na Gassach co onanizują się sprzętem - a sam ma z 10 rowerów i tyle części rowerowych, że mógłby sklep rowerowy otworzyć. I tak można długo wymieniać.

Jednym słowem Pablo - jesteś przedstawicielem rowerowego mainstreamu. Tylko takim, który z tym się nie potrafi pogodzić. Jak śpiewał nieodżałowany Jacek Kaczmarski o szwoleżerach, którzy szarżowali pod Somosierrą:

"Potem twarz z ognia jeszcze nieobeschłą
Będą musieli w szczere giąć uśmiechy
Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość
Uszy nastawić na szeptów oddechy"

I tak jest właśnie z Tobą Pablo, zostawiłeś swoją hardą przeszłość prawdziwie samowystarczalnego rowerzysty daleko za sobą, teraz jesteś zwykłym miękkim siusiakiem jak ja i wielu innych jeżdżących w stylu self-supported
 :lol: :lol: :lol:
a do jakiej kategorii można to zaliczyć ?




Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

Offline Mężczyzna MaciekK

  • Wiadomości: 2011
  • Miasto: Kraków
  • Na forum od: 14.07.2017
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 22:45 »
Raczej bardziej jak ze wspomaganiem niż bez. Przecież nie nabrał zapasów na 27 lat, tylko kradł. Co ma życie w krzakach do samowystarczalności w podróży?

Też uważam, że samowystarczalność w znaczeniu posiadania wszystkiego ze sobą to marnowanie przewagi roweru nad pieszym. Rower to zasięg, pozwalający rozluźnić kryteria samowystarczalności. Ogranicza oczywiście też teren w którym można się poruszać. Zwykly deal. Dla przykładu widziałem w zimie w arktyce ludzi na fatbajkach, ktorzy trasę trzydniową robili w jeden, ale tylko dlatego, że jechali po śladzie ubitym przez skutery i zakładali, że dotrą do ogrzewanej chatki. Metr od śladu grzeźli po osie, gdyby pogoda się załamała byli by w dupie i przez InReach wzywali by pomoc (wcześniej umówioną). W tym wypadku, uważam, ze udawanie samowystarczalności to głupi fetysz. Jedyną  prawdziwą  samowystarczalność  to ma osadnik jedzący to co zasiał i upolował  ;D

Offline Mężczyzna rufiano

  • Wiadomości: 2196
  • Miasto:
  • Na forum od: 03.02.2014
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 23:00 »
żart , chyba nieudany 😉😁

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5263
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Transcontinental Race No11
« 23 Lip 2025, 23:12 »
Jedyną  prawdziwą  samowystarczalność  to ma osadnik jedzący to co zasiał i upolował
Polował, czyli okradał. Ogrodzenie i zakładamy własne stado, jeśli chcemy jeść mięso. A zabijamy przy użyciu własnoręcznie wykonanej broni. Utrzymujemy zawsze co najmniej tyle żywych sztuk, ile pobraliśmy do założenia stada, żeby bilans był dodatni!!!
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Tagi:
 









Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum