Autor Wątek: Transcontinental Race No11  (Przeczytany 22891 razy)

Offline Mężczyzna Cokeman

  • Wiadomości: 818
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 24.05.2013
Odp: Transcontinental Race No11
« 19 Sie 2025, 07:06 »
Jeździ sobie głównie na Śluńsku, głównie z jakąś panienką. Znaczy znormalniał

https://www.strava.com/athletes/8081128?oq=gus

Panienki to masz w burdelu ;) Aga to jego żona ;)

no to elegancko, to znacznie dłuższa podróż niż jakieś krótkie 1400km :)

Offline Mężczyzna łatośłętka

  • Skup i ubój. Rozbiór.
  • Wiadomości: 9177
  • Miasto: nie, wioska
  • Na forum od: 21.03.2013
Odp: Transcontinental Race No11
« 19 Sie 2025, 08:59 »
/.../

Bo tak naprawdę to ja jestem pogodzony z nudą, smutkiem i bezsensem tego cholernego świata i jeśli miałoby mnie cokolwiek w nim przerażać to to, ze jego ewentualne piękno ma jakiś sens.
tutaj jestem łatoś, odtąd łętka ... łatośłętka!

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 19 Sie 2025, 14:40 »
Well done, Wilku. Gratulacje.
Czekam na relację, bo ciekawi mnie, jak to "spokojnie" podchodziłeś do kolejnych awarii i przeszkód.  ;D

Dzień przed startem dostałem tak silny, emocjonalny cios w potylicę od osoby, kóra nie musiała, ale mi dojebała, że po tym to poradzenie sobie z awariami na trasie to był pikuś. Znam się nieźle na rowerze, sam serwisuję swój sprzęt, więc wiele jestem w stanie ogarnąć samemu. Dlatego (choć mnie to oczywiście irytowało i bez solidnego klnięcia się nie obeszło) to kolejne problemy ze sprzętem przyjmowałem ze spokojem, czy wręcz humorystycznie, po prostu metodycznie podchodziłem do ich usuwania, nie biorąc pod uwagę wycofu jako opcji.

Natomiast po tym wyścigu nabrałem głębokiego urazu psychicznego do odwiedzania sklepów rowerowych :P. Ile ja czasu na to zmarnowałem na tym wyścigu to głowa mała. Takie sklepy rzadko kiedy były przy samej trasie wyścigu, więc wymagało to zjechania głębiej w mijane miasta, wpakowanie się w ruch miejski. Część tych wyglądających ze zdjęć na Google całkiem sensownie okazywało się jakimiś małymi norami z byle jakim sprzętem, a w innych z kolei następowała taka mniej więcej gadka:

- I am looking for a front derailleur Ultega Di2
- Yyy, yyy
Gościu woła sklepowego speca od angielskiego
- I am looking for a front derailleur Ultega Di2
- "pomroczność jasna"  ;)

A paru osobom tutaj się wydawało, że wystarczy napisać maila do sklepu z pytaniem czy mają dany asortyment  ;)

I teraz jesli trafimy na osobę obeznaną ze współczesnymi technologiami zaczyna się najlepsza część rozmowy, czyli "pogawędka" za pomocą automatycznego tłumacza w telefonie (a nie ma szans, zeby telefon poprawnie odczytał z mowy słowo "derailleur"), do tego południowcy są znani z tego, że zrobią wiele by sie oderwać od roboty. Tracisz kolejne 10min na całkowicie bezproduktywną "rozmowę" i w końcu dowiadujesz się tego czego szukasz nie ma  ;)

Żeby to do mnie dotarło na samym początku wyścigu to bym nie stracił masy czasu na szukanie przerzutki, kóra była nie od dostania. To był model 11-rzędowy, sprzed dobrych paru lat, w tych najbardziej wypasionych sklepach (np. w Pirenejach w rejonie wysokich przełęczy) były przerzutki Di2, ale tylko nowy, 12-rzędowy model, niekompatybilny z moim. A i później sensowną oponę szosową już we Włoszech też wcale tak łatwo nie było namierzyć.

A odnośnie tych rad, które tu na forum widziałem, żeby sobie zamówić coś w sieci i np. do paczkomatu we Francji. To tak fajnie jak u nas niestety nie działa. Hiszpański InPost to jest dramat, nawet strony internetowej nie mają w języku innym niż hiszpański. Wysyłałem tym paczkomatem do domu rzeczy ze startu, których nie zabierałem ze sobą na wyścig - do dzisiaj tej paczki nie dostałem, wg monitoringu od końca lipca tkwi w jakimś centrum logistycznym w Hiszpanii. Złożyłem zapytanie o paczkę, złożyłem reklamację - i dalej ani słowa ze strony InPostu, najpewniej paczka wyparaowała i trzeba się będzie pogodzić z jej stratą, a miałem tam ileś fajnych rzeczy.

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 20 Sie 2025, 01:47 »
Teraz na przełącz Bulquize i dalej tylko zjazdy/płasko do Debaru.
Tak patrzę, sporo osób jedzie podjazd nową drogą (SH61 z Klos do Bulquize) - to się nie opłaca - duży ruch, tunele, no i trzeba sie najpierw wdrapać na nią z miasteczka.
Lepiej starą krajówką (SH6) w bardzo dobrym stanie, jest zupełnie pusta i widokowa (zwłaszcza końcowy odcinek) :)
Na 12km podjazdu minęło mnie może 5 aut.

Tak z czystej ciekawości to sobie porównałem jak czasowo wypadają te warianty. I deczko szybsza to jest jednak nowa droga, nad zawodnikami jadącymi moim tempem nadrobiłem tam z 10min. RWPS na tym kawałku pokazuje głupoty z przewyższeniami, bo są tam tunele, ale generalnie droga była wysokiej klasy i warto ją było zobaczyć, choćby z tego powodu, że tak wypasione tunele jakich tam było kilka to my w Polsce mamy może 2-3. Albania strasznie mocno poszła do przodu z jakością dróg, to jest zupełnie inny kraj niż w ten w którym byłem 15-20 lat temu.

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 21 Sie 2025, 20:41 »
Wygląda na to że w limicie, w kategorii SOLO zmieściło się 41% procent uczestników. To podobnie jak zazwyczaj a jeszcze parę osób na pewno wyleci z tej klasyfikacji, jak co roku. Dla porównania, oficjalny procent ukończenia dla poprzednich edycji w kategorii SOLO:
no10 - 39%
no9 - 37%
no8 - 41%
no7 - 43%

Także poziom startujących rośnie wraz ze wzrostem trudności imprezy.

A i ten Fin, Mikko Mäkipää, co ukończył wszystkie, zmieścił się w limicie.

Tak jeszcze z ciekawości podliczyłem sobie jak wyglądał ten procent ukończenia TCR wśród kobiet, bo na tegorocznym TCR jechała rekordowa liczba kobiet.

W kategorii Solo wystartowało ostatecznie 61 zawodniczek, z czego w limicie dojechały 22, co daje  poziom 36% ukończenia wśród kobiet. A więc poziom bardzo zbliżony do ogólnego i pokazujący, że te różnice pomiędzy płciami na ultra mniej znaczą niż w tradycyjnym kolarstwie. Im dłuższy dystans tym różnice mięśniowe mniejszą rolę odgrywają, a wchodzą w grę inne czynniki (jak wytrzymałość, odporność na brak snu, ogólna organizacja jazdy). A tu kobiety niczym mężczyznom nie ustępują.

Offline Mężczyzna axs

  • Wiadomości: 43
  • Miasto: Myślibórz
  • Na forum od: 20.02.2025
Odp: Transcontinental Race No11
« 22 Sie 2025, 10:16 »
W parach trochę lepiej to wypadło. Tak czy tak ciężkie ultra.

Online Wilk

  • Wiadomości: 20839
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Transcontinental Race No11
« 22 Sie 2025, 14:44 »
W parach trochę lepiej to wypadło. Tak czy tak ciężkie ultra.

Dlaczego lepiej?
W parach z tego co widzę wystartowało 16 kobiet, a ukończyły tylko 3, więc zaledwie 18,8%. Ale generalnie w parach zawsze jest słabszy poziom, bo jak pisałem to jest najczęściej kumulacja słabości, a nie kumulacja zysków. Więc sumarycznie w parach jest więcej ludzi co nie dają rady, więc przestawiają się na jazdę turystyczną, bo realia wyścigu okazały się dla nich sporo za trudne. I część z nich, żeby podpompować ego po porażce później dorabia różne uzasadnienia, zawsze lubię czytać czego to ludzie nie wymyślą, żeby się nie przyznać do porażki ;)

Ale też warto zauważyć, że spośród trzech par na podium TCR - aż dwie to pary mieszane, a nie męskie. Więc są i pary, gdzie ta współpraca świetnie się układała

Tagi:
 









Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum