No i mamy Annopol. Konie poszły i doszły, pętla trasy zamknięta. Finał!
Jest w wątku dużo wpisów, pochwalnych, życzliwych, jeden jednak zwrócił mą uwagę trafnością.
Brawo. Witaj w świecie wolnych ludzi
No żebyś wiedział. Zafiksowany byłem na te gminy niesamowicie. Ciągła pogoń, częste przeszkody, więc jeszcze nie dzisiaj, jeszcze nie w tym roku… Może nie obsesja, ale cały czas to pod czaszką siedziało. Bo plan był jasny: mają być wszystkie. Pamiętam rok 2011. Wtedy mnóstwo jeździłem, chwytałem tych gmin po czterysta rocznie. Jesienią wracałem z wyprawki w Rudawy Janowickie, wstąpiłem do Świerzawy na proszone śniadanie do Anuszki i Robba. Śniadanie składało się z dwóch dań:
1. Niepowtarzalnej atmosfery stworzonej przez gospodarzy,
2. Jedzenia, też świetnego.
Robb był na etapie tworzenia „Podręcznika przygody rowerowej”. Rozmawialiśmy o książce, wyprawach w świat, a ja ciągle te gminy i gminy, że to u mnie aktualnie priorytet, że jak zakończę temat to wtedy może gdzieś w świat, albo trochę bliżej. Nie wyobrażałem sobie, że to może potrwać tak długo. Trochę nie dziwota skoro po czterysta rocznie kosiłem. Wszyscy wiemy, że życie jest pełne niespodzianek. Ta liczba czterysta nie utrzymała się długo. Gdzieś tak od roku 2016 zacząłem sobie organizować dedykowane zdobywaniu gmin wyjazdy z zacieraniem białych plan na gminnej mapie.
Nawet zlot w lubuskiem próbowałem zrobić, bo tam gminną białą plamę miałem, ale przegrałem ten zlot. No i tak to biegło latami. Była okazja do wielu, wielu fajnych wyjazdów. Była okazja jechać w miejsca do których nigdy by się nie pojechało, bo po co? No i rzeczywiście, od drugiego lipca czuję się w jakiś sposób wolny.
No i jeszcze o tym, co nazwane tutaj zostało moim stylem zdobywania gmin, czyli wyjazd rowerem z domu i powrót rowerem do domu. Po pierwsze primo to nie przepadam za wożeniem roweru pociągiem. Coraz większe problemy z biletami, konduktorami… Po drugie apogeum mojego zdobywania miało miejsce gdy mieszkałem w Ostrowcu Św. Miałem o rzut beretem woj. świętokrzyskie, lubelskie, podkarpackie, mazowieckie, łódzkie. To było blisko, nie było sensu wsiadać do pociągu. W piątek przyjeżdżałem do pracy spakowanym biwakowo rowerem, o czternastej wyruszałem w świat do niedzielnego wieczoru. Z czasem przyjąłem to za metodę. Ja, podróżnik rowerowy z tak zacnego forum, ja będę rowerem to wszystko robił. Oczywiście zdarzały się odstępstwa. Z wyprawki „No logo” jesienią 2012 wróciłem pociągiem, bo achilles któryś bolał mocno. Na BBTour jechałem pociągiem, żeby jednak ciut energii na ściganie zostawić, a gminy zaznaczyłem. Moje pierwsze spotkanie i jazda z wilkiem (2008), to też powrót pociągiem, choć wtedy jeszcze nie zbierałem gmin.