Dziękuję za wiele miłych słów.
Trochę wyjaśnię, jak to było z tymi awariami.
Przed wyjazdem dałem rower do serwisu, w którym jestem stałym klientem od lat. Wyjaśniłem, co zamierzam i poprosiłem o kompleksowe przygotowanie roweru. Uznałem, że oni to lepiej ogarną niż gdybym ja wyliczał wszystko po kolei. Prosiłem też o komplet kluczy do podstawowych napraw, w tym wymiany koła. Niestety i tego nie sprawdziłem. I nawalili na całej linii. A ja mam do tych rzeczy dwie lewe ręce i bardzo nie lubię tego robić. Trochę za to płacę, jak w tym przypadku.
To jednak nie wyjaśnia tej serii kapci w Niemczech. Oponę w tylnym kole wymieniłem na Łotwie, taką ze średniej półki, bo lepszej nie mieli. W każdym razie stara nie była. O tej w przednim kole wypowiadali się w kolejnych warsztatach pozytywnie: dobrej firmy, w dobrym stanie. Rzeczywiście po wymianie tylnego koła nic się więcej nie działo - ale także z tym przednim, więc trudno to tak wytłumaczyć. Widzę w tym przede wszystkim czynnik losowy.
Gdy jechałem dwa lata wcześniej z Polski do Hiszpanii nie miałem ani jednego kapcia. Raz połamałem szprychy wjeżdżając w krawężnik, poza tym żadnej awarii, a mniej się przygotowywałem i miałem dzienne trasy po 180 km z równie ciężkim bagażem. I widocznie dużo farta.
Pisałem dużo o trudnościach, bo były i łatwo się o nich pisze. Opisy piękna krajobrazu i przyjemności z wiatru na twarzy trudno powtarzać każdego dnia. A tego było najwięcej. Na pewno nie żałuję, że się wybrałem, to była przygoda warta przeżycia. I w sumie dobry wypoczynek.
Na koniec: udało się zebrać ekipę na Alpe Adria w sierpniu tego roku (wrzucałem to w którymś wątku), taką mieszankę jazdy i łażenia po górach. Wygląda na to, że tym razem będzie jeszcze przyjemniej.