Mają te kraje jak Rumunia właśnie swój genialny klimacik i to dobrze widać na tych zdjęciach. Pamiętam jaką wielką frajdę miałem jak wyjechałem z promu w Durres i jechałem pierwsze kilometry po Albanii, po wielu dniach jazdy po krajach typowego Zachodu. Ten kapitalny chaos, ten luz, to po prostu wygląda zupełnie inaczej niż Zachód. A już dobrze to było widać i na promie, gdzie było mnóstwo Albańczyków. I nikomu nie szkodziło, że w głównej sali na kanapach ludzie co nie mieli kajut normalnie się do kimania układali, w ogóle spali gdzie popadnie

Jest oczywiście biedniej, ale to na rowerze dla mnie zaleta nie wada. Bo z kolei na Zachodzie coś takiego jak małe sklepiki własciwie już nie istnieje, są tylko duże markety i sklepy specjalistyczne typu kawiarnie, cukiernie itd. A w tej Albanii bajunia - w każdej, najmniejszej dziurze, nawet gdzieś w górach jest sklepik i to czynny gdzieś do 19-20, nawet i w niedzielę, a nawet jak zamknięty, to wystarczy postukać i zaraz właściciel pewnie przyjdzie. Są przydrożne stragany, jak tam jechałem to był okres zbiorów kukurydzy, więc przy drogach były liczne miejscówki, gdzie lokalsi palili ogniska i oferowali świeżo prażoną kukurydzę. Czy ten albański znak firmowy, czyli genialne butelki PET z wachą na straganach, które wielu zachodnich kolarzy myliło z napojami, bo część paliw ma całkiem apetyczne kolory

. A obrazu dopełnił taki karaluch na dopalaczach, parocentymetrowe bydlę jakie trafiłem w 4-gwiazdkowym hotelu Rostov w Plewnie

To jest prawdziwe podróżowanie, a nie świat dla paniczyków i grzecznych dziewczynek
