Autor Wątek: Bałtyk-Bieszczady Tour. Trzymamy kciuki za Marka i Michała!  (Przeczytany 14314 razy)

Offline Mężczyzna transatlantyk

  • Moderator Globalny
  • GM 1899
  • Wiadomości: 6226
  • Miasto: Annopol
  • Na forum od: 21.11.2007
Właśnie wróciłem do domu. Bardzo dziękuję licznej rzeszy kibiców - jestem szczerze wzruszony. Jakaś relacja może już jutro po pracy. Generalnie - było trochę łatwiej niż się spodziewałem. Mieliśmy dużo szczęścia do pogody, bo nie lało i były śliczne noce przy księżycu w pełni. Najbardziej dokuczał mi brak snu, no i wiatr w pysk od Rzeszowa gdzieś tak. Ostatnie 10 km miało chyba ze 100 km :D  Pierwsza noc była trochę łatwiejsza, bo cinek88 to może człowieka na śmierć zagadać, ale ponieważ nie przynudza to się spać od tego nie chce :D  No to do jutra - dobrej nocy



Offline Mężczyzna transatlantyk

  • Moderator Globalny
  • GM 1899
  • Wiadomości: 6226
  • Miasto: Annopol
  • Na forum od: 21.11.2007
Muszę koniecznie jeszcze napisać o bardzo sympatycznym wydarzeniu z trasy wyścigu. Jechałem akurat w dziewięcioosobowej grupie zawodników, było to koło Gólczewa, a więc blisko staru jeszcze. Podjeżdża nagle do mnie jakiś nieznany gość na rowerze i mówi : "Witam pana Marka". Musiałem mieć chyba trochę zdziwioną minę, bo natychmiast się przedstawił. A więc słuchajcie - zmaterializował się nam mietek!!! Były już na forum pomysły, że to jakaś abstrakcyjna postać, że może to ktoś się podszywa pod zmyśloną postać - a tu nic z tego. Jest , żyje, mieszka w Gólczewie, widziałem go, ba - dotykałem nawet, bo mimo szalonej ( :D ) prędkości uścisnęliśmy sobie prawice.



Offline Mężczyzna dudi

  • Administrator
  • Wiadomości: 2707
  • Miasto: Wrocław
  • Na forum od: 11.05.2009
No proszę, a więc on jednak istnieje! :D

Offline Mężczyzna Remigiusz

  • Wiadomości: 1969
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 14.06.2007
    • http://www.rowerowarodzinka.pl
No Panie, dla takiego spotkania warto było wystartować na te 1008.

Offline Mężczyzna transatlantyk

  • Moderator Globalny
  • GM 1899
  • Wiadomości: 6226
  • Miasto: Annopol
  • Na forum od: 21.11.2007
Na wyścig Bałtyk-Bieszczady Tour czekałem dwa lata. Dowiedziałem się o nim w 2008 roku gdy właśnie wystartowali ze Świnoujścia. Było już za późno, zresztą – wątpię, czy wtedy byłem na ten wysiłek gotowy. Rok później impreza została z kolei odwołana. Nadszedł jednak sierpień tego roku. Długa podróż koleją żelazną z Ostrowca do Świnoujścia, zakwaterowanie, odprawa, nocleg, poranek – i wreszcie przyszedł wyczekiwany moment. Stoję na rampie promu w Świnoujściu. Sam jestem ciekaw jak to wszystko pójdzie, tak długich przejazdów jeszcze nie miałem do tej pory. Po starcie ostrym odpuściła trochę trema i nerwy – teraz trzeba już było tylko jechać. Tempo w grupce od razu poszło dość ostre. Pierwszych śmiałków puściłem bez żalu do przodu. Jechali około 35 km/godz – dla mnie zdecydowanie za szybko. Zabrałem się z trzema kolarzami z Włocławka. Oni mieli trochę wolniejsze tempo. Nawet trochę na zmiany wychodziłem. W Wolinie doszliśmy jeszcze kilka osób, było już nas dziewięciu. Tak jechaliśmy do pierwszego punktu kontrolnego w Płotach. Wcześniej , w Golczewie niespodziewane spotkanie ze znanym mi już z forum rowerowego Mietkiem. Jechał z nami chyba z dziesięć kilometrów, pogadaliśmy trochę – myślę, że jeszcze się spotkamy. Na punkcie kontrolnym zjadłem trzy banany, uzupełniam wodę w bidonach – wjeżdża następna spora grupa. Wyruszam samotnie, żeby chwilę jechać samemu na luzie, trochę wolniej, pozwolić się dojść grupie. Strażacy wykierowali mnie na drogę wyjazdową – jadę. Jadę już kilkanaście minut i nikogo ani przede mną ani za mną. Sprawdzam mapę – ma być dobrze. Dopiero po następnych piętnastu minutach dogania mnie duża, połączona grupa. Utrzymałem się z nimi gdzieś do 155 km i zrezygnowałem. Jednak za szybko dla mnie – daleko tak nie pociągnę. Samotnie dojeżdżam do Piły. Tam spotkanie z przyjaciółmi od lat –Jolą i Heńkiem. Czekali na mnie, potem kibicowali mi przez internet do samej mety. Do Nakła jechałem trochę sam, trochę w towarzystwie innych zawodników. Stawka już zaczynała się trochę mieszać, układać w kolejności jaka będzie na mecie. W Nakle czekał na mnie Marcin. Przejechaliśmy razem ze czterdzieści kilometrów, posiedzieliśmy z godzinę na punkcie kontrolnym, bo chciałem się trochę zrelaksować i zjeść solidnie. To był jeden z milszych akcentów wyścigu. Rozstaliśmy się już głęboką nocą. Po pół godzinnej samotnej jeździe zaczął morzyć mnie sen. Musiałem przespać się na przystanku autobusowym na ławce. Po piętnastu minutach obudził mnie ziąb straszliwy. Trzęsąc się od chłodu ubierałem cieplejsze ciuchy, które jechały ze mną na bagażniku. Włączając się do ruchu zauważyłem z tyłu światło roweru. Chętnie pozwoliłem się dogonić. Przejechaliśmy razem przez Toruń, do Włocławka, do Kowala i tam kolega o świcie „wygonił” mnie do przodu ponieważ sam już słabł trochę. Przejechaliśmy razem chyba z 80 km, nagadaliśmy się – łatwiej było zwalczyć senność. Samopoczucie miałem doskonałe. Jechałem szybko, w granicach 28-30 km/godz. Za Gąbinem i troszkę za Sannikami minęła mi pierwsza doba od startu. Po raz pierwszy w życiu udało mi się przekroczyć 500 km w czasie 24 godzin. Jakiś już sukces miałem.
Bezproblemowa, szybka jazda trwała mniej więcej do Grójca. Później trzeba było omijać drogę ekspresową jakimiś bocznymi drogami, trochę pobłądziłem, dwukrotnie mimo woli wylądowałem znów na ekspresówce i przenosiłem rower przez barierki i przez rowy. Zacząłem tracić rytm, pojawiło się zmęczenie. Już wiedziałem, że nie dojadę za dnia do Ostrowca, że będę musiał spać we Wsoli. Hotel we Wsoli „znam z widzenia” od lat, przejeżdżałem tamtędy autem dosłownie setki razy…. I jakimś cudem przegapiłem go, ocknąłem się gdy pojawiła się tablica „Radom”. Musiałem wracać trzy kilometry ! Zjadłem rosół, jajecznicę i położyłem się na dwie godziny. Nie spałem za dobrze, przeszkadzał upał i muchy. Ruszyłem dalej. Przez Radom przejechałem jak po sznurku – częściowo znałem przejazd. Niedługo na punkcie kontrolnym pod Iłżą ze zdziwieniem ujrzałem Michała Wolffa. On spał tam właśnie i akurat zbierał się do odjazdu. Zjadłem jeszcze solidny obiad i pojechałem dalej. Już zrobiło się ciemno. W Ostrowcu zatrzymałem się w swoim biurze – powymieniałem baterie w lampkach rowerowych, rozrobiłem dwa bidony napoju izotonicznego i pojechałem dalej. Następny punkt kontrolny – Lipnik. Znowu Michał. Okazało się, że pożyczył komuś swoją zapasową dętkę, potem sam złapał gumę i musiał kleić po ciemku, w nocy. W Ustrzykach zgłosiłem organizatorom jego kandydaturę do nagrody fair play, ale nie wiem czy coś z tego będzie. Jechaliśmy razem z Michałem jakiś czas i w okolicach mostu na Wiśle musiałem odpuścić, bo znowu dokuczała mi wielka senność. Męczyłem się z tym do rana – jeszcze kilka razy kładłem się na piętnaście minut na przystankach. W międzyczasie na punktach kontrolnych wyprzedziłem jednak grupę pięciu zawodników. Dzień zastał mnie w Rzeszowie. Zaczęły się podjazdy, zaczął się wiatr  - tzw. „mordewind”.
Od Domaradza do Sanoka jechałem razem z rowerzystą Kondorem, znanym mi już z internetu. W rzeczywistości okazał się sympatyczny, pomocny, nakręcił mi jakieś filmy, popstrykał trochę zdjęć – no i czas zleciał szybciej. Od Sanoka do mety już samotnie na przekór górom i wiatrom. Strasznie mnie wkurzył podjazd w Ustianowej – jakoś umknął wcześniej mojej uwadze, nie spodziewałem się go nie wiem czemu, a był dość długi. Sama końcówka-ostatnie dziesięć kilometrów-dłużyła mi się niesamowicie. Wiatr robił swoje. Pomimo wysiłku prędkość miałem w granicach 17-18 km/godz. No i wreszcie upragniona meta. Czas : 55 godz 23 min. Lokata : generalnie 28, ale nie ma jeszcze oficjalnych wyników, będzie podział na kategorie itd. Ogólnie z wyniku jestem bardzo zadowolony, jest trochę lepiej niż oczekiwałem. Sama impreza – jednak trochę łatwiejsza niż się spodziewałem. Przypuszczam, że deszcz zmienił by tę ostatnią ocenę. Poza tym jeszcze raz potwierdziło mi się, że niezwykle ważna jest w takich imprezach psychika i mobilizacja. Na mecie po kilkunastu minutach dosłownie słaniałem się na nogach. Już mechanizmy mobilizujące przestały działać. Ledwo dowlokłem się do swego domku kampingowego, zwaliem się na łóżko i spałem dwie godziny jak kamień. Dopiero potem byłem w stanie iść pod prysznic, poszliśmy z Michałem na obiad, na piwo – zeszło przyjemnie do nocy.
Bardzo dziękuję wszystkim kibicom, komentatorom i tym, których mogłem spotkać osobiście za wszelką pomoc, doping i słowa otuchy. Takie wsparcie dodaje sił!



Offline Mężczyzna Remigiusz

  • Wiadomości: 1969
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 14.06.2007
    • http://www.rowerowarodzinka.pl
To teraz na Maraton Rowerowy Dookoła Polski   :)

Offline Mężczyzna transatlantyk

  • Moderator Globalny
  • GM 1899
  • Wiadomości: 6226
  • Miasto: Annopol
  • Na forum od: 21.11.2007
To dopiero za trzy lata Remigiuszu :D  Natomiast BB Tour dał mi 45 nowiutkich gmin i razem mam ich 669 :D



Offline Mężczyzna marek.dembowski

  • Wiadomości: 1275
  • Miasto: Ogrodzieniec
  • Na forum od: 06.04.2007
Przeczytałem obie Wasze relacje z ciekawością i podziwem. Cieszę się, że dopisało Wam zdrowie i obyło się bez kontuzji i że sprzęt też nie zawiódł. Jeszcze raz gratuluję Wam obu ukończenia tego morderczego maratonu (i to w tak dobrym czasie!). To musi być wielka satysfakcja, że jednak dało się radę  :D
...prawie wszyscy pytają: "Ile przejechałeś?" a ja wolałbym usłyszeć np. "Co ciekawego zobaczyłeś?"... - Michał Sitarz

Offline Mężczyzna Remigiusz

  • Wiadomości: 1969
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 14.06.2007
    • http://www.rowerowarodzinka.pl
Poczytałem i ja. Jeszcze raz gratulacje.
A jeżeli MRDP dopiero za 3 lata, to na jesieni kolejny Harpagan  :)  W Kościerzynie tym razem. Zapraszam.

P.S. Marek, może dokręcimy do tego tysiąca.

Offline skolioza

  • Wiadomości: 2559
  • Miasto: kraków
  • Na forum od: 01.04.2009
    • http://www.RetroMTB.pl
z tego co słyszałem i co widać po galeriach to widok nieczęsty ;)

Offline pajak

  • Wiadomości: 1846
  • Miasto: Gdynia
  • Na forum od: 22.06.2010
Ale przynajmniej czytając Wasze relacje w końcu zrozumiałem czemu jechaliście "solo".
Tak w ogóle, to gratulacje za maksymalne przestrzeganie trasy: Michał przejechałeś trasę jako pierwszy (no chyba że coś przegapiłem)!
Trole są samotnikami i unikają słońca.

Offline MaciekPaciek91

  • Wiadomości: 36
  • Miasto: Bolesławiec
  • Na forum od: 02.03.2008
Szkoda, że Słynny Rowerowy Turysta nie znalazł czasu, żeby się wybrać... Ze swoją średnią ponad 30 km/h miałby znakomity wynik :lol: (wybaczcie, ale nie mogłem się oprzeć)
A tak serio, to jestem pełen podziwu. Jak sobie porównam z moim stylem jazdy to widzę jakie to osiągnięcie... 1008km to bym nie dał rady samochodem przejechać :roll:
Każdy człowiek, którego spotykam, jest ode mnie w pewien sposób lepszy. Tak postrzegam ludzi./ Ralph Waldo Emerson

Offline Mężczyzna rafalb

  • Wiadomości: 1998
  • Miasto: Łuków/ Gdynia
  • Na forum od: 26.03.2008
    • Wciąż w drodze...
Wreszcie mogę zasiąść do komputera i wreszcie pogratulować. Zazdroszczę tego wyczynu. Satysfakcja na mecie musi być ogromna! Przejechać całą Polskę za jednym zamachem! Gratulacje!


Offline Mężczyzna aard

  • Wiadomości: 6004
  • Miasto: Łódź
  • Na forum od: 15.08.2007
    • Moje wyprawy
Panowie, raz jeszcze obu Wam serdecznie gratuluję! Wiele tysięcy kilometrów przejechaliśmy razem i od dawna wiedziałem, jak jesteście mocni, ale mimo to podziw, szacunek, ukłony. BRAWO!

Cytat: "transatlantyk"

Od Domaradza do Sanoka jechałem razem z rowerzystą Kondorem, znanym mi już z internetu. W rzeczywistości okazał się sympatyczny [...]

To znana pomyłka. Kondorów jest dwóch! :)
Ten z Podkarpacia zawsze jest sympatyczny, zaś ten z Łodzi bywa w necie różny, ale na żywo jest okej :)
A na rowerze zawsze jest miejsce siedzące...


Tagi:
 




Organizujemy







Partnerzy

Patronat






Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum