Autor Wątek: Green Velo Przemyśl - Końskie 10-19 sierpnia 2020  (Przeczytany 3458 razy)

Offline Mężczyzna el_miszel

  • Wiadomości: 27
  • Miasto: Pomorze
  • Na forum od: 30.07.2012
Cześć,

Chciałbym w sierpniu zrobić ostatni dla mnie (a dla kogoś być może może pierwszy) odcinek głównej trasy Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo. Szlak kończy się w miejscowości Końskie, ale zamierzam dojechać do najbliższej stacji kolejowej - Opoczno Południe. Całkowitą odległość szacuję na ok. 600 km. Na tym odcinku szlaku jest sporo przewyższeń. Nocuję pod namiotem - jeśli się trafi, to na polu namiotowym. Start 10.08 rano w Przemyślu. Gdyby ktoś zechciał dołączyć, to zapraszam :-).
« Ostatnia zmiana: 30 Lip 2020, 07:56 el_miszel »

Offline Mężczyzna wallie

  • Wiadomości: 9
  • Miasto: Kraków
  • Na forum od: 19.02.2020
Cześć el_miszel.

10 sierpnia wyjeżdżam na Green Velo z Przemyśla w stronę Suwałk. Nie planowałem się z nikim zgadywać, bo to jest mój pierwszy w życiu taki wyjazd, w dodatku bez żadnego przygotowania kondycyjnego. Mam naprawdę ogromną ochotę zmierzenia się z tym odcinkiem, ale mówiąc krótko - prawie na pewno będę blokerem dla kogoś, kto lubi poczuć wiatr we włosach i kilometry w nogach ;) Niemniej, fajnie wiedzieć, że ktoś jeszcze wybiera się w tę samą trasę i w tym samym czasie. Może nawet będzie okazja spotkać się gdzieś na drodze :)

Offline Mężczyzna el_miszel

  • Wiadomości: 27
  • Miasto: Pomorze
  • Na forum od: 30.07.2012
Cześć wallie,

Szlak ten sam, tylko kierunki przeciwne :). Zamierzasz za jednym zamachem (w trakcie jednej wycieczki) przejechać z Przemyśla do Suwałk? Jeżeli w Przemyślu będziesz 10 sierpnia rano, to daj znać.

Offline Mężczyzna wallie

  • Wiadomości: 9
  • Miasto: Kraków
  • Na forum od: 19.02.2020
:D Tak, o 3 nad ranem często nie rozpoznaję już kierunków. Wziąłem na zapas 3 tyg urlopu i chcę spróbować, tak bez spiny, swoim tempem zrobić cały odcinek na raz. Do Przemyśla planuję dotrzeć w niedzielę popołudniu/wieczorem i przenocować w PTSM "Matecznik"

Offline Mężczyzna el_miszel

  • Wiadomości: 27
  • Miasto: Pomorze
  • Na forum od: 30.07.2012
No to zapowiada się niezła wycieczka. Ja odcinek z Elbląga do Przemyśla robiłem w sumie w czterech wycieczkach.
Powinienem być kilka minut po 9-ej w Przemyślu Głównym. Pokręcę się z godzinę po mieście, jakieś zakupy i będę ruszał. Jeśli o tej porze będziesz już na mieście, to moźemy się spotkać.
Pozdrawiam

Offline Mężczyzna wallie

  • Wiadomości: 9
  • Miasto: Kraków
  • Na forum od: 19.02.2020
U mnie niestety start przesunął się na wtorek, bo okazało się, że w poniedziałek rano muszę być w Krakowie. Podział na mniejsze odcinki brzmi rozsądnie, ale ja zbyt długo już nigdzie nie byłem i nie mogę się teraz rozdrabniać ;) Ale też zamierzam podejść do tego tak, żeby niczego sobie nie narzucać i nie robić planów. Zakładam, że będzie to taki aktywny, rowerowy łomżing :) Także, szerokości i udanej wyprawy w drugą stronę!

Offline Mężczyzna el_miszel

  • Wiadomości: 27
  • Miasto: Pomorze
  • Na forum od: 30.07.2012
No to w tej sytuacji nie zobaczymy się w Przemyślu. Za Przemyślem warto zobaczyć fort San Rideau (da się wiejść do środka, ale trzeba wziąć latarkę) i arboretum w Bolestraszycach (dla GreenVelowców mają specjalną księgę wpisów). Na Podlasiu w okolicach miejscowości Nurzec jest dosyć trudny piaszczysty odcinek, niektórzy go omijają. W Lidzbarku Warmińskim, przy wyjściu z rynku na zamek jest fajny sklep rowerowy (przed Lidzbarkiem padł mi suport i naprawili od ręki).
Również życzę szerokości, żebyśmy w sumie zrobili cały szlak, i żeby żubr czekał na polanie :).

Offline Mężczyzna el_miszel

  • Wiadomości: 27
  • Miasto: Pomorze
  • Na forum od: 30.07.2012
Ja już wróciłem. Ogólne wrażenia pozytywne, jedynie odcinek przed Sandomierzem mało przyjemny. A jakie są Twoje wrażenia? Napisz po powrocie.

Offline Mężczyzna wallie

  • Wiadomości: 9
  • Miasto: Kraków
  • Na forum od: 19.02.2020
Wróciłem już ponad tydzień temu, ale nie miałem głowy, żeby siąść i odpisać. W ciągu 14 dni dojechałem z Przemyśla do Suwałk. Łącznie 1116 km. Nie trzymałem się kurczowo szlaku, bo mój rower słabo radził sobie z gorszym terenem, jak zniszczona kostka brukowa, piaszczyste ścieżki (sztywna rama i cienkie opony, prawie bez bieżnika). Kilka razy zrobiłem skok w bok, żeby zobaczyć coś poza szlakiem. Kilka razy zjechałem z GV niechcący :)

Szlak prowadzi przez przepiękne tereny. Ogółem cały mi się podobał, ale chyba najbardziej odcinek między Białymstokiem a Suwałkami. Większość noclegów pod namiotem (na dziko i na polach namiotowych/campingach), część pod dachem. Raz nocowałem w pustej sali weselnej :) Szlak bardzo uczęszczany. Każdego dnia mijałem kilku-kilkunastu rowerzystów z sakwami, czasem całe grupy. Ludzie (poza miejscowościami typowo turystycznymi) bardzo ciekawi, pomocni i przyjaźnie nastawieni. Często podchodzili, zagadywali.

Jak to bywa, najbardziej zawiodłem się na miejscach turystycznych, obleganych (w tym roku wyjątkowo bardzo) przez przyjezdnych oraz na jednym MPR-rze, w którym rowerzyści nie byli mile widziani. Ale w tym roku, bez zrobienia wcześniejszych rezerwacji, w ogóle było bardzo trudno. A już nie daj Boże na jedną noc. Mnie ratował namiot.

Trochę zawiodłem się na samym szlaku, ale głównie w jego technicznych aspektach. Nie chcę się tu rozwodzić. Może jedynie tyle, że miejscami był wyznakowany lepiej, a miejscami tragicznie. Nie mając ze sobą przynajmniej mapy, a najlepiej też nawigacji, można było się czasami naprawdę zdenerwować.

Ale mimo to super i polecam tym, którzy jeszcze nie jechali.

Sam siebie też pozytywnie zaskoczyłem. Pomimo kompletnego braku przygotowania kondycyjnego (ostatnimi czasy prowadziłem wyjątkowo mało ruchawy tryb życia), byłem w stanie bez problemu przejeżdżać mniej więcej 80 km dziennie. Najwięcej w ciągu dnia zrobiłem 99 km ;) a najmniej 38 (jeden dzień laby na regenerację). Miałem w sakwach 30 kg bagażu ;) Oczywiście część rzeczy zabrałem zupenie niepotrzebnie. Następnym razem będzie lepiej.

Na szczęście po drodze nie zaliczyłem ani jednej awarii i ani jednego kapcia. Dwa razy przeczyściłem napędy i raz naoliwiłem łańcuch, ale jechałem na funkel-nówce zakupionej tuż przed wyjazdem.

Myślę już o kontynuacji :)

Offline Mężczyzna docent161

  • Wiadomości: 618
  • Miasto: KWA ....
  • Na forum od: 06.05.2018
Super wyprawa na przyszłość zainwestuj w opony  ;D

Offline Dream Maker

  • Wiadomości: 2142
  • Miasto: Ballymahon
  • Na forum od: 11.06.2011
sztywna rama

To żadna wymówka ;)
Ja na sztywniaku zaliczam wszystko jak idzie :D





Pomimo kompletnego braku przygotowania kondycyjnego (ostatnimi czasy prowadziłem wyjątkowo mało ruchawy tryb życia), byłem w stanie bez problemu przejeżdżać mniej więcej 80 km dziennie.

Do jazdy turystycznej nie trzeba żadnego przygotowania.
W tym roku mając w nogach 170 km wybrałem się w Alpy. Nie miałem żadnych problemów zdrowotno-kondycyjnych.

Będą jakieś foty?
Do you have a dream? I'll make this dream come true. I'm... the Dream Maker

Offline Wilk

  • Użytkownik forum
  • Wiadomości: 13489
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
To żadna wymówka ;)
Ja na sztywniaku zaliczam wszystko jak idzie :D

A ja byłem z szosówką na Rysach  ;)
Tylko jazdą ciężko to nazwać, jak się nie ma roweru nadającego się na daną nawierzchnię to o prawdziwej jeździe raczej nie ma mowy, trzeba się przebijać, a to już nie każdego bawi
"Miałem krewnego, który studiował trygonometrię, aż mu wąsy odpadły, a kiedy już się wszystkiego nauczył, przyszła jakaś Buka i go zjadła. No i leżał potem w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością!"
http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

Offline Mężczyzna Sedymen

  • Wiadomości: 4198
  • Miasto: Pabianice
  • Na forum od: 14.02.2017
Sztywna rama i 2", otwieracz do Świata

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie!

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 9522
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Ja na sztywniaku zaliczam wszystko jak idzie
Tak, ale na pieszo. A rower służy do jazdy.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Dream Maker

  • Wiadomości: 2142
  • Miasto: Ballymahon
  • Na forum od: 11.06.2011
jak się nie ma roweru nadającego się na daną nawierzchnię to o prawdziwej jeździe raczej nie ma mowy, trzeba się przebijać, a to już nie każdego bawi

Zgadza się.
Tylko problem pojawia się gdy trasa jest mieszana. Wówczas trzeba iść na kompromis.

Ja na sztywniaku zaliczam wszystko jak idzie
Tak, ale na pieszo. A rower służy do jazdy.

Gdy planuję swoje trasy to jedyne kryterium jakim się kieruje to to czy da się to przejechać/przejść z rowerem. Francuskim pieskiem nie jestem i pchania/wnoszenia roweru się nie boję.
Tam gdzie Ty wjedziesz fullem tam i ja dam radę sztywniakiem. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Na trasę mocno terenową sztywniakiem bym się nie pchał.
Do you have a dream? I'll make this dream come true. I'm... the Dream Maker

Tagi:
 




Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum