Autor Wątek: Góry Sokole, Rudawy, Góry Wałbrzyskie, Sowie, Stołowe, Orlickie i Bystrzyckie  (Przeczytany 608 razy)

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 8610
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
To była kolejna wypasiona terenowa wycieczka na fullu w systemie bikepacking. Rekordowo ciepła końcówka października pozwoliła nacieszyć się jazdą na krótko przez większą część dnia. Lasy liściaste zapewniły piękne barwy jesieni, zaś słoneczna pogoda dostarczyła niebieskie niebo na zdjęciach. Może to być fajna podstawa do planowania wakacji (pierwszych 3-4 dni).

Pociągiem dojechałem do Trzcińska, a stamtąd już na rowerze prosto w góry. Wpierw Góry Sokole, z dwiema platformami widokowymi – na Sokoliku i na Krzyżnej Górze. Wspaniałe widoki na Góry Kaczawskie, Izerskie i Karkonosze. Potem Rudawy Janowickie i szutrówka na Lwią Górę, skąd fantastyczna panorama uzupełniona o, widziane tym razem u moich stóp, Góry Sokole. Dopełnieniem tej części trasy była panorama z Przełęczy Rędzińskiej, znanej z jednej z wyprawek dolnośląskich. Na pierwszy biwak obrałem wieżę na Trójgarbie, co było strzałem w dziesiątkę. Jakże malowniczo prezentuje się stąd Wałbrzych nocną porą, jak światło gra na Karkonoskich graniach. Przede mną rysuje się zębaty horyzont Gór Wałbrzyskich, ale to na jutro. Radośnie skaczący na ognichu płomieniaszek dopełnia ten wieczór, aczkolwiek gotowanie odbywa się na maszynce. Biwak o północy zakłóca wizyta sebków na dwóch quadach, ale na minutę, bo orientują się, że im woda z chłodnicy zeszła. Zjeżdżają więc póki się da na dół do szosy, aby nie wzywać lawety na górę. Język był kwiecisty jak się zorientowali po zgaszeniu silników, że ta „woda” co tryska, to nie strumyk. Fuks z tą chłodnicą, bo jeszcze by ognisko zaczęli palić i do rana chlać...

Rano szlakiem w dół. Długo, ale widokowo. Przecinam dolinę, po drodze Szyb Witold przypomina o górniczej historii tego regionu. To już przeszłość – węgiel poczeka na lepsze czasy. Zamknięcie w latach 90. wszystkich kopalń w całym zagłębiu (w ciągu 2-3 lat) spowodowało ogromny kryzys ekonomiczny, z którego okolica jeszcze się w pełni nie podniosła. Pomimo różnych działań zastępczych, np. utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej itd. Odradza się turystyka, może sezon 2020 będzie udany? (już wiemy, że raczej nie...). Od rana na korbę nawijam Pasmo Lesistej, a de facto Dzikowiec. Niezwykle widokowy grzbiet, zupełnie niedoceniany przez turystów. Miejscami czuję się jak na połoninie, tylko widok na miasta (Boguszów-Gorce i Wałbrzych) przypomina mi, że to jednak Sudety. Z wieży widokowej panorama pogłębia się, wzrok sięga aż po Wrocław.

Potem grzbietem na Borową, najwyższe wzniesienie Gór Wałbrzyskich. Wybieram szybki, ale stromy szlak pieszy zawierający odcinek wypychu. Trud ten jest jednak stukrotnie wynagrodzony walorami widokowymi wieży. Wałbrzych stąd wygląda jak zielone miasto. Hałdy i tereny pokopalniane porosły już roślinnością, więc nieco surrealistycznie wyglądają bloki wystające wprost z lasu. A do tego te niezliczone łańcuchy górskie, od Karkonoszy aż po Ślężę. Niewątpliwie jest na czym oko zawiesić. Dalsza część pasma to poezja, przejazd przez Jałowiec przypomina najlepsze sekcje w Beskidach. Szkoda, że taki krótki. Obiecuję sobie, że na platformie na górze spędzę kiedyś noc pod gwiazdami.
W Głuszycy mijam rozbierane budynki zakładu Arthur Gläser Spulenfabrik, niegdyś największego w Europie. Wszystko przemija. Góry jednak zostaną, przynajmniej na razie. Drogą dojazdową do kompleksu Riese osiągam grzbiet Gór Sowich na Grządkach. Stąd już wygodnie i w siodle docieram na Wielką Sowę. W samą porę – właśnie zamknęli wieżę widokową. Dlatego preferuję obiekty czynne 24 h, bo te biletowane są zwykle zamykane na klucz w momencie, gdy są najlepsze warunki oświetleniowe. Cóż, w planie biwak na Kalenicy, więc nic straconego. Zjazd z Wielkiej Sowy o dziwo udaje się zrobić bez podpórki, widocznie tym razem kamienie lepiej ułożone. O szarówce zerkam jeszcze na Dzierżoniów i Ślężę z platformy widokowej pod Kozią Równią. Trzeba korzystać, zanim las urośnie i zasłoni krajobraz, co nastąpi za 2-3 lata.

Na Kalenicy jest super warun, Wrocław wyłożony jak na dłoni. Siedzę dobre trzy godziny na wieży i nie mogę się nasycić widokami. W końcu schodzę, trzeba rozpalić ognicho i się rozgrzać. Drewno już przygotowane, krąg z kamieni też. Tylko nagarnąć suchych bukowych liści i przyłożyć zapalniczkę... Następnego dnia eleganckie mgły w dolinach, aparat i lornetka pracują na pełnych obrotach. Jest bezwietrznie. Siadam na schodach, odkładając aparat na środek platformy. Gdy sięgam po bidon, zrywa się nagły podmuch, bez mała 80 km/h. Ja utrzymuję równowagę, ale wiatr przesuwa aparat dwa metry po platformie i strąca go z wieży na betonowy podest pod spodem. Roztrzaskuje się, składam do kupy resztki i kończę część fotograficzną wyjazdu (-2000 zł, Canon G9X Mark II).
Pstrykam szoty telefonem i schodzę na dół. Aby zużyć trochę energii znoszę z okolicy zużyte w nocy gałęzie na ognisko. W końcu przyjechałem na gotowe. Co do aparatu, to mówi się trudno. Gdybym wiedział, że stracę aparat, to bym zabrał ładowarkę do telefonu, albo chociaż kabelek i powerbanka. 50% baterii musi wystarczyć na 2 dni fotografowania. Zjeżdżam do  Nowej Rudy, gdzie uroczyście wyrzucam złom, wyjmując wcześniej baterię i kartę pamięci. Nie było pojemnika na odpady elektroniczne, ale był na metale. W sumie korpus metalowy, więc wszystko się zgadza. Napisane było złom, a to przecież złom! Jakże przyjemnie było rzucić z impetem i słyszeć jak się odbija od dna, bębniąc pustym echem po całym kontenerze.
Od razu lżej się jedzie, jak balast zrzucony! A jest co jechać, bo to szosa na Górę Świętej Anny, jeden z najtrudniejszych podjazdów w okolicy. Do Karkonoskiej jednak się ani trochę nie umywa. Na szczycie wieża widokowa, wyciągam telefon... Nie aparat, lecz kalkulator. No cóż, takie życie. Masyw Śnieżnika, Góry Orlickie, Góry Stołowe, a z drugiej strony Góry Sowie. Panorama 360 stopni, wieża czynna 24 h, dobra miejscówa na płachtę biwakową zimą, byle nie w sylwestra i inne popularne dni, bo dojazd samochodem jest.

Przecinam dolinę (77 km/h) i udaję się na Szosę Stu Zakrętów. Teraz, poza sezonem, to przyjemna droga z miernym ruchem samochodowym. Można się zatrzymać, popatrzeć na monumentalne kolumny. Wiejący znad Czech gorący wiatr fenowy całymi chmarami strąca kolorowe liście. Tak, to już będzie koniec złotej jesieni. Po osiągnięciu Lisiej Przełęczy wchodzę na Narożnik, aby obejrzeć okolicę z innej perspektywy. Wspaniała miejscówka, szkoda, że w środku parku narodowego. Widok o świcie byłby zacny. Przed zmianą grzbietu górskiego podjeżdżam jeszcze na Fort Karola. Teoretycznie to szlak pieszy, ale przecież kiedyś jeździły tędy powozy. Z fortu szoty Szczelińca i Gór Sowich. Widzialność petarda.
Na wieczorną porę zostawiłem sobie Góry Orlickie. Wpierw główną szosą na Przełęcz Polskie Wrota (ruch jak cholera, ale chodziło o burgera na dole w Dusznikach, bardzo smaczny), potem już mniej ruchliwą szosą na Zieleniec. Po drodze punkt widokowy na Góry Stołowe i Bystrzyckie. Ładne miejsce, ale za dużo ludzi, dzieci, gwaru. Wiem, że to jednak zaraz zostanie daleko w tyle, bo jeszcze przed Zieleńcem odbijam na szlak na Orlicę i Wielką Desztną. Na szlaku fura błota, bo trwają prace leśne. Mówi się trudno, buty wyschną w pociągu.

Na Wielkiej Desztnej było dzisiaj otwarcie wieży widokowej, więc jest jeszcze czynny bar. Mają klasyczne czeskie piwo (Holba, biorę dwa). Wieża wysoka, pozwala cieszyć się dalekimi widokami. Dzisiaj widzialność dochodzi do 100 km, więc zoom ma co robić. Wyjmując telefon z zazdrością spoglądam na lufy fotografów. Niestety, mój zoom już gnije w śmietniku. Wysyłam sms i chowam telefon do kieszeni, strzelając szybkie szoty. Nie ma się co ośmieszać z takim sprzętem.

O świcie widok jeszcze lepszy, szczególnie fajnie prezentuje się Śnieżka nad chmurami oraz morze chmur nad Pardubicami. Co tu wiele gadać, jak nie ma czym focić. No dobra, co się zobaczyło, to moje. Takie gadanie - jadę dalej grzbietowymi drogami Gór Orlickich. Po prawej lśni w słońcu tafla morza chmur. Mijam kolejne řopíki czeskiej linii fortyfikacji. Jak ci ludzie mogli w takich warunkach być skoszarowani. Katastrofa. Co innego jeden biwak, a co innego kilka miesięcy na służbie. Szkoda, że turyści srają do środka – trudno znaleźć řopík bez ekskrementów lub chociażby poprzyklejanej na podłodze zawilgłej srajtaśmy.
Na południowym krańcu Gór Orlickich wznosi się Anenský vrch, który też ma wieżę widokową. To super miejsce na biwak, sam korzystałem i teraz też widziałem namioty, płachty itp. Wieża ma widok częściowo okrojony przez drzewa, ale dzięki temu jest trochę inaczej. Na stronę czeską jednak nic nie zasłania panoramy. Za nią (wieżą, a przed panoramą) już długi i szybki zjazd w dolinę Dzikiej Orlicy. Tu definitywnie opuszczam Góry Orlickie i mostem przejeżdżam na polską stronę. Dolina jest rajem dla nartorolkarzy, ze względu na znikomy ruch drogowy i wyśmienite asfalty. Mnie jednak bardziej fascynują góry i rower, więc szybko ewakuuję się na grzbiet Gór Bystrzyckich, skąd już szutrówką wygodnie wjeżdżam na Czerniec. Tu będzie niedługo kolejna wieża widokowa, ale i bez wieży – dzięki wiatrołomom – jest teraz szeroki widok na Kotlinę Kłodzką. Po wybudowaniu wieży panorama poszerzy się nieznacznie, bo przecież drugą stronę horyzontu zasłaniają Góry Orlickie, które są znacznie wyższe od Czerńca. No, ale skoro dają kasę, to niech budują. Trochę drogi statyw. Taka wieża dużo lepiej by „pracowała” na Górze Świętej Anny lub na Farnej Górze (Wzgórza Trzebnickie), gdzie podniesienie obserwatora o 20 metrów potrafi przedłużyć horyzont o 100 km, bo las zasłania.

Zjazd z Czerńca przez łąki na Jedlnik to poezja. Rower płynie, a dzięki pełnej amortyzacji można po prostu jechać i patrzeć na widoki. Przedni widelec i damper wybiorą wszystko jak leci. Szkoda, ze ten full już trup. Na Jedlniku jest szosa (Autostrada Sudecka), ale na szczęście ruch znikomy, a widoki ponadprzeciętne. To właśnie tędy armia Jana III Sobieskiego szła z odsieczą wiedeńską wyzwalać Europę spod jarzma islamskiego. Dzisiaj zdaje się, że większe jarzmo mamy wewnątrz kraju, niż poza jego granicami...
Autostrada Sudecka jest stopniowo remontowana, więc przejazd na Spaloną już nie boli tak jak kilka lat temu. Nadal jednak był kilkukilometrowy odcinek zachowany w nawierzchni „klasycznej”, gdzie na szosie to mało przyjemne byłoby jechać. Na jednej z dziur damper niemal cały się schował; widziałem to po o-ringu, który mam nałożony aby kontrolować ugięcie, a który przesunąłem po wjechaniu na szosę. Taka to szosa na kolarzówki z damperem :D
Od Spalonej miodzio, bo jest nowy asfalt aż do Bystrzycy. Możemy urządzać zawody na toczenie jednogroszówek. Rower sunie szybko, jednak na zakrętach jeszcze sporo żwiru z pobocza. Takie to uroki jazdy po świeżo zrobionej szosie. To się jednak szybko ubije jak samochody będą ścinać zakręty. Widoki fenomenalne i żal wracać. +25 stopni na zjeździe 27 października to rzadkość.

Z Bystrzycy powrót pociągami. Adrenaliny dodaje awaria systemu sterowania we Wrocławiu i opóźnienia rzędu 300 minut. Mam o tyle szczęście, że załapuję się na koniec tej awarii i wdrażanie ruchu kolejowego. Pociąg na trasie do Poznania przez Oleśnicę i Jarocin nadrabia prawie całe 40 minut opóźnienia...

Nie daję zajawki fotograficznej w wątku, aby nie było rozczarowania. Góry jak góry, liście jak liście. Jak ktoś chce obejrzeć zdjęcia, to galeria jest tutaj:
https://photos.app.goo.gl/YUmG8HCgBffM7xaW9

Uprzedzam, że od zdjęcia nr 133 zmienia się urządzenie rejestrujące obraz oraz rozmiar i jakość matrycy.

W załączniku plik gpx

No i gwoli informacji dla nowych odwiedzających, w celu uzyskania informacji o podpisach (a podpisałem wszystkie) trzeba wybrać ikonę "i". Wtedy uzyskuje się taki widok:


W trybie pełnoekranowego pokazu slajdów podpisów niestety nie widać.
« Ostatnia zmiana: 14 Cze 2020, 23:42 podjazdy »
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna qbotcenko

  • Wiadomości: 1184
  • Miasto: Tomprofa Gbórnicza
  • Na forum od: 17.03.2018
    • http://qbot.pro/
Paaanie, coś się formatowanie tekstu zepsuło <br> zabrakło ;P

Czemu właściwie rozkłądałeś namiot pod wiatą? Przecież w takich miejscach jest twardo, już lepsze runo leśne, czy listowie jesienią, które nieco izoluje i amortyzuje.

Przydało się to pełne zawieszenie do czegoś? W sensie tam gdzie pchałeś zjeżdżałeś mimo wszystko?

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 8610
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Czemu właściwie rozkłądałeś namiot pod wiatą? Przecież w takich miejscach jest twardo, już lepsze runo leśne, czy listowie jesienią, które nieco izoluje i amortyzuje.
Na karimacie thermarest jest tak miękko, że mi to różnicy nie robi, a wygodniej jest na drewnie (gotowanie itd.), poza tym było mocno osłonięte od wiatru, a poza wiatą to rower przewracało. O dziwo wieża miała drgania na tyle niewielkie, że nocne foty wyszły.  No i drewno dobrze izoluje, sprawdź sobie zimą.

Formatowanie próbowałem to justowanie forumowe, ale jak widzisz nie działa. Zmieniłem na domyślne.

Zawieszenie się bardzo przydało, bo bardzo pomogło na podjazdach (tego pchania było dużo mniej, bo się rower nie klinował na korzeniach z powodu ciężkiej dupy z sakwami), no i był flow na zjazdach. To jest zupełnie inna jazda, zwłaszcza na kamieniach. Fakt, że ta trasa akurat dość łatwa, ale to się tak kumuluje - tu jedna sekcja, tam druga i potem z hardtailem człowiek zaczyna omijać ładne miejsca, bo jest niewygodnie.

Nowy full też będzie karbonowy, ale jeszcze się zastanawiam. W 29" jest mniej miejsca na sakwy, to jest pewien problem. Drugi to dość duży rozrzut cenowy, jednak poza wyjątkami są to sprzęty powyżej 11k.
« Ostatnia zmiana: 14 Cze 2020, 23:16 podjazdy »
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna qbotcenko

  • Wiadomości: 1184
  • Miasto: Tomprofa Gbórnicza
  • Na forum od: 17.03.2018
    • http://qbot.pro/
Brak miejsca na framebag to jednak spora utrata przestrzeni - gdzie wtedy najcięższe graty wsadzisz? na widelec?

Tej jesieni musisz powtórzyć trasę z nowym aparatem ;P Albo zmienić jej przebieg na skalne grzyby ;)

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 8610
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Tej jesieni musisz powtórzyć trasę z nowym aparatem ;P
Tereny często odwiedzam. Co będzie na jesień, kto to wie.

Brak miejsca na framebag to jednak spora utrata przestrzeni - gdzie wtedy najcięższe graty wsadzisz? na widelec?
No, to właśnie jest problem. Drugi problem to mniejszy prześwit między tylną sakwą a kołem 29 cali. Różnica względem Jamisa 26 cali wynosi 7-8 cm, ale to bardzo dużo. Ja przy kiepskim zapakowaniu (mało ubita tylna sakwa w stożku przy sztycy) potrafiłem złapać otarcie na zjazdach, gdy damper wybrał całą swoją długość. Rozważam sprzęt 120 mm x 120 mm (Jamis miał 100 mm x 100 mm), to daje więcej swobody, ale kto wie, czy nie trzeba będzie wziąć 140 mm skoku. Przy 140 mm skoku odpada problem ocierania obu sakw (przedniej i tylnej), jest duża swoboda. Framebag od jakiegoś czasu służy głównie do wody, a to można rozwiązać dedykowanymi koszykami mocowanymi do ramy.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna Połciu

  • Wiadomości: 128
  • Miasto: Gdynia
  • Na forum od: 19.05.2017
Trochę pod górę miałeś, ale dla tych widoków warto. Fajne zdjęcia i okolica zachęca do penetracji.
Dziękuję.

Offline Kobieta magda

  • Wiadomości: 2996
  • Miasto: Tröjmiasto
  • Na forum od: 19.12.2011
    • Przejażdżkowe zapiski
Szkoda że nie zajechałeś w Rudawach pod skalny most i piec - najpiękniejsze skały. No chyba, że już tam byłeś.


Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 8610
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Byłem już tam, z Pieca taki sobie widok, dużo gorszy niż z tych skałek, które tym razem były. Może jak się patrzy pod kątem wspinaczki to jest inaczej  ;)
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna dzesio

  • Wiadomości: 115
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 11.02.2014
Racja - "wypasiona" wycieczka. Super się czytało i oglądało, tym bardziej, że po części znane mi miejsca. Sudety są w pytę!



Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 8610
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Trochę pod górę miałeś, ale dla tych widoków warto. Fajne zdjęcia i okolica zachęca do penetracji.
Tak, naprawdę warto. Poza tym Sudety są relatywnie przyjemne, mało jest tam takiego gnoju jak bywa jesienią w Beskidzie.

Racja - "wypasiona" wycieczka. Super się czytało i oglądało, tym bardziej, że po części znane mi miejsca. Sudety są w pytę!
Potwierdzam, warto się wybrać w Sudety. To była wszak tylko część gór, zresztą relatywnie niewielka.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Kobieta magda

  • Wiadomości: 2996
  • Miasto: Tröjmiasto
  • Na forum od: 19.12.2011
    • Przejażdżkowe zapiski
Bardziej chodzi mi o sam kształt tych skał. I most i piec robią wrażenie. Piec i z góry i z dołu polecam.


Offline Mężczyzna MCsubi

  • Wiadomości: 1589
  • Miasto: Bezdomny menel rowerowy
  • Na forum od: 13.05.2018
Takich mostów jest w Sudetach masa, ale piaskowcowych. A ten jest granitowy.

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 8610
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Bardziej chodzi mi o sam kształt tych skał. I most i piec robią wrażenie. Piec i z góry i z dołu polecam.
Most i Piec już oglądałem nie raz, tym razem przejechałem obok, przy Piecu nawet zwolniłem ;-) Po 16 latach bardziej cieszy mnie renowacja tej drogi szutrowej na Przełęcz Mniszkowską niż same skały ;)
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Tagi:
 




Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum