Autor Wątek: Turystyka rowerowa w Niemczech wg ADFC (w 2018)  (Przeczytany 13459 razy)

Offline Mężczyzna RS

  • Wiadomości: 2209
  • Miasto: Częstochowa
  • Na forum od: 17.11.2016
Ja też cenię, tym bardziej, że dorastałem "pod skrzydłami" PTTK, ale w głowie się nie mieści, że takich dinozaurów nie da się zmusić do jakiegoś nawiązania ich działalności z obecną rzeczywistością, a nie tą sprzed ćwierć wieku.
Wielka szkoda, marnuje się ogromny potencjał. Teraz to jest impotencjał.

Offline PABLO

  • Wiadomości: 2742
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 25.03.2011
    • http://www.klub-karpacki.org
mi jest bliżej do tej klasycznej, staromodnej turystyki i korzystania ze szlaków, niż z budowania setek kilometrów nudnych astaltowych dróg rowerowych [...]. Moim zdaniem dobrze wytyczony szlak rowerowy zdecydowanie wygrywa z wybudowanymi trasami rowerowymi. [...]

Moim zdaniem problemem nie jest brak infrastruktury, tylko wygodnictwo ludzi [...]. Nie brakuje u nas dróg i tras które są piękne, a przy tym bezpiecznie.

Olo - poza pasjonatami, ludzie nie potrafią sobie sami znaleźć ciekawych miejsc. Mało kto tak naprawdę zna swój własny kraj - poza oklepanymi miejscami, mało kto wie, czego można się spodziewać po mało popularnych regionach. Coraz większe tłumy pojawiają się w miejscach tzw. "znanych" czy "modnych" - czyli zapotrzebowanie jest. Nawet tutaj na forum - wielu pyta o "ślad" kogoś innego.

Też uważam, że sztuczna infrastruktura rowerowa jest nudna, jak przysłowiowe flaki z olejem. Te wszystkie szlaki "zwiniętych torów", GV, itp. Ciągnące się po horyzont asfalty, często opalikowane, obudowane miejscami postoju, tabliczkami, itp. Ale mimo to ściągają masy ludzi, całe rodziny, itp. Bo są wyznaczone, znane, popularne, "bezpieczne". Bo nie wymagają myślenia. Bo pozwalają pozostać w strefie komfortu. No to ludzie tam jadą. Nawet nie mają pojęcia gdzie są, co jest obok, jak piękne i wyjątkowe miejsca omijają.

Co by nie gadać o PTTK, dawniej zrzeszało pasjonatów. Sam mam odznakę 25 lat w PTTK :-) Ci pasjonaci gwarantowali pewien minimalny poziom krajoznawczy i turystyczny. Kadra składała się m.in z przodowników i przewodników. Szlaki wytyczali też pasjonaci, ludzie znający teren, historię, etnografię, unikalne ciekawostki, itp. Obecnie wiele szlaków wyznaczają gminy. Nie liczyłbym na podejście z pasją. Inna sprawa, że obecnie każdy ma smartfon z dostępem do sieci społecznościowej, nawigację, aplikacje z mapami i ludzie są przekonani, że mają pełnie informacji i nie potrzebują chociażby przewodnika. Tyle, że przewodnik to nie tylko ktoś, kto zaprowadzi z miejsca A do miejsca B, ale także ktoś, kto zadba o to, aby zobaczyć coś ciekawego, coś przeżyć, poznać historię terenu i miejscowych ludzi, żeby było bezpiecznie i wygodnie.

Jak wszystko w dzisiejszych czasach, i ta strona życia staje się coraz bardziej powierzchowna. Trzeba dużo zapału i samozaparcia, aby temu nie ulec. Łatwiej pojechać wygodnym wyznaczonym szlakiem niż napracować się przy wytyczaniu własnej drogi. Tym bardziej, jak się nie wie, że można inaczej ...

Offline Mężczyzna Mariobiker

  • Wiadomości: 785
  • Miasto: Niedrzwica
  • Na forum od: 13.06.2013
Też uważam, że sztuczna infrastruktura rowerowa jest nudna, jak przysłowiowe flaki z olejem. Te wszystkie szlaki "zwiniętych torów", GV, itp. Ciągnące się po horyzont asfalty, często opalikowane, obudowane miejscami postoju, tabliczkami, itp. Ale mimo to ściągają masy ludzi, całe rodziny, itp. Bo są wyznaczone, znane, popularne, "bezpieczne". Bo nie wymagają myślenia. Bo pozwalają pozostać w strefie komfortu. No to ludzie tam jadą. Nawet nie mają pojęcia gdzie są, co jest obok, jak piękne i wyjątkowe miejsca omijają.

Kolego chyba trochę odleciałeś  ;)
Bardzo wiele ciekawych miejsc jest teraz łatwiej dostępnych dzięki nowym DDR.
Nie każdy tak jak Ty lubi jeździć po wertepach i przedzierać się przez krzaczory. Staliśmy się wygodni i nic tego nie zmieni.

Jeśli nie masz pasji ... to znaczy że marnujesz swój czas.

RDK

  • Gość
Ścieżki wolę traktować jako formę spokojnego, bezpiecznego kursu jazdy. Turystyczny aspekt ma dla mnie, przy okazji ich budowy, mniejsze znaczenie - dla tego celu mogę sobie zjechać na jakąś inną, spokojniejszą trasę (czy do lasu, czy przez pola) o niższy natężeniu aut lub praktycznie jego braku - a jeśli ścieżka będzie poprowadzona przez ciekawsze okolice, to też dobrze. Imo, bezpieczniej jest wtedy, kiedy ścieżka trzyma się tylko jednej strony jeśli ma być tylko jedna, a nie dwie, równoległe po obu stronach (i jaka oszczędność czasu). Bardziej wolę te wydzielone, niż wydzielone na jezdni ulicy.
« Ostatnia zmiana: 8 Kwi 2019, 23:41 RDK »

Offline Mężczyzna transatlantyk

  • Moderator Globalny
  • GM 2104
  • Wiadomości: 7031
  • Miasto: Annopol
  • Na forum od: 21.11.2007
Jesteśmy tutaj na forum specyficznym odłamem ludzkości. Lubimy sobie sami zorganizować, przejechać kawał świata, coś ciekawego zobaczyć. Większość ludzi jednak nie wymaga tego, nawet wprost nie chce. Ludzie oczekują ścieżek rowerowych. Co to takiego pytam? Ścieżka kojarzy mi się z miasteczkiem drogowym dla dzieci, gdzie maluchy mogą się uczyć zasad ruchu. Potrzebne są Drogi Dla Rowerów. Drogi po których można bezpiecznie, ale i szybko dojechać rowerem do pracy, do szkoły. One mogą dać szansę na ograniczenie bezsensownego ruchu samochodowego, który przy obecnej infrastrukturze jest po prostu wygodniejszy.
Trzeba te DDR-y budować, niech ludzie o mniejszym niż my zapale do rowerowania też mają szanse jeździć. Trzeba to jednak budować z głową, bo obecne ścieżki rowerowe to bardzo często porażka po prostu, o czym wszyscy tutaj doskonale wiemy.
Moim osobistym marzeniem byłoby, żebym mógł jeździć po normalnych drogach. DDR powinien być przywilejem, a nie obowiązkiem rowerzysty. Nie chcę być zamykany w złotej klatce. Zdaję sobie sprawę, że jest to marzenie ściętej głowy.



Offline PABLO

  • Wiadomości: 2742
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 25.03.2011
    • http://www.klub-karpacki.org
Drogi dla rowerów, komunikacja rowerem, itp. to zupełnie inny temat. W Polsce pod tym względem jest dramat. Dramat zarówno pod względem infrastruktury jak i świadomości zdecydowanej większości ludzi.

Offline Mężczyzna Diver

  • Wiadomości: 1104
  • Miasto:
  • Na forum od: 26.06.2013
Zgodnie z przepisami to po wielu szlakach rowerowych PTTK nie można jeździć rowerem, gdyż biegną chodnikami.
DDR są często tak budowane lub są w takim stanie (klawiszujące płyty chodnikowe), że nie da się na nich jeździć szosowymi rowerami, a z drugiej strony ich budowanie wzdłuż dróg powoduje, że na szosowy nie można jechać po drodze.
Prezydent Komorowski w czasie kampanii wyborczej przeciwko Jarkowi obiecał ścieżkę rowerową wzdłuż Wisły od Wisły do Gdańska. Myślę, że to był dobry pomysł i dla wielu początkujących z wyjazdami rowerowymi osób to byłaby inspiracja tak jak taką inspiracją jest GreenVelo. Niestety jak to Komorowski pogadał, pogadał i przez 5 lat nic nie zrobił.
Co do skuteczności wydzielania pasa dla rowerzystów za pomocą malowania linii na asfalcie. Takie rozwiązanie próbowano w wielu miejscach w Warszawie i takie miejsca zamieniają się w parkingi dla blachosmrodów.
« Ostatnia zmiana: 9 Kwi 2019, 14:00 Diver »

Offline Mężczyzna szy

  • Wiadomości: 2818
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 29.04.2009
Drogi rowerowe to zawsze dobry temat dla polityka:

Morawiecki: Wybudujemy 5 tys. km dróg dla rowerów

Jak nauczyciele skończą strajk, krowy i świnie odbiorą co im się należało, trzeba będzie wziąć się za to 500+ na każdy rower.

A wracając do tematu - w Polsce "wystarczy" 5 tysięcy kilometrów ddr-ów, by zrobić z tego kiełbasę wyborczą. Tymczasem tylko w Brandenburgii jest ponad 7 tys. kilometrów, a w Dolnej Saksonii 13 tys. kilometrów dróg rowerowych. Ot, porównanie.

(tylko te dwa landy pamiętam)

Szy.

rowerowy blog podróżniczy, a w nim:
najlepsze szlaki rowerowe w Polsce, w Niemczech i w Europie

Offline Mężczyzna Diver

  • Wiadomości: 1104
  • Miasto:
  • Na forum od: 26.06.2013
Dobre Szy. Nie wiedziałem, że PiS taki hojny dla cyklistów.

Rowerzystów w stolicy więcej niż rolników. Gdyby się zebrali to szybciej załatwili by rower+ niż świnia+/krowa+.

Offline Mężczyzna szy

  • Wiadomości: 2818
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 29.04.2009
Obejrzałem sobie velomałopolska i nawet tam idą na łatwiznę - zamiast budować mosty nad ujściami do Wisły to... [...]

Idą na łatwiznę czy rozsądnie dysponują budżetem? :)

W tej chwili nad Dunajcem poniżej Krościenka, Łącko i okolice, powstają chyba 3 czy 4 kładki rowerowe.

Szy.

rowerowy blog podróżniczy, a w nim:
najlepsze szlaki rowerowe w Polsce, w Niemczech i w Europie

Offline Mężczyzna Sedymen

  • Wiadomości: 4538
  • Miasto: Pabianice
  • Na forum od: 14.02.2017
Zgodnie z przepisami to po wielu szlakach rowerowych PTTK nie można jeździć rowerem, gdyż biegną chodnikami.
W ramach PTTK szlaki wytyczać i znakować mogli tylko osoby, które posiadały odrębne uprawnienia tzw. znakarza. Wiązały się one z odpowiednim kursem i zdaniem egzaminu. Uprawnienia te trzeba było odnawiać regularnie. Tak jak napisałem dzisiaj znaki informacyjne oznaczające szlak nie są zastrzeżone i teoretycznie każdy, a już w szczególności samorządy wytyczają swoje trasy. Jest w tym bałagan i trudno oddzielić szlaki PTTK-owskie od "samorządowych"
DDR są często tak budowane lub są w takim stanie (klawiszujące płyty chodnikowe), że nie da się na nich jeździć szosowymi rowerami, a z drugiej strony ich budowanie wzdłuż dróg powoduje, że na szosowy nie można jechać po drodze.
I to jest istotny problem, dla szosowców. Tylko odpowiedni lobbing może zmienić tu sytuację prawną. Dzisiaj ścigacze walczą z DDR-ami w terenie bo to blokuje ich szybkie rowerki. Rozbijają też dla własnego interesu jedność środowisk rowerowych i podają paliwo dla głosów wrogich rozbudowie infrastruktury rowerowej. Dla mnie ta grupa, w tym temacie to szkodniki. Zamiast psuć to co ktoś chce zrobić trzeba zebrać siły i lobbować za zmianą KRD.

Nie zgadzam się, że DDR-y wzdłuż dróg, w terenie to coś złego. Ja jeżdżę rowerem pancernym właśnie dlatego, że uwielbiam wszelkie leśne skróty, szutry i generalnie przedzieranie się przez tzw. teren. Jednak z radością przyjmuję sytuację kiedy jadąc drogą mogę to realizować równoległą do niej drogą rowerową, a nie poboczem, którego nie ma. Nie rozumiem co w tym złego? Takie odcinki spotykałem na Kaszubskiej Marszrucie i byłem zadowolony. W Holandii to była norma jak i to, ze jakimś cudem oni potrafią budować DDRy towarzyszące drogom i oddzielone od nich czasami kilkadziesiąt metrów. Dla niewtajemniczonych dodam, ze mają większą gęstość zaludnienia.

Moje spostrzeżenia z Łodzi są takie, że tylko bezpieczna, dobra jakościowo i zintegrowana sieć dróg rowerowych w miastach pozwoli o mówieniu o rowerze jako alternatywnym transporcie w sposób poważny. Ta infrastruktura w mieście nie jest budowana dla rowerzystów. Ona jest budowana dla użytkowników rowerów. I to trzeba rozumieć.

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie!

RDK

  • Gość
A nie mam pewności, czy cała Wisła została zmodernizowana, pewnie mimo dwóch wielkich powodzi nie...
U mnie nie

Offline Mężczyzna maciek70

  • Wiadomości: 263
  • Miasto: Sosnowiec
  • Na forum od: 18.05.2018
Co do skuteczności wydzielania pasa dla rowerzystów za pomocą malowania linii na asfalcie. Takie rozwiązanie próbowano w wielu miejscach w Warszawie i takie miejsca zamieniają się w parkingi dla blachosmrodów.
To może coś takiego: https://kodujdlapolski.pl/projects/uprzejmie-donosze/
Raz, drugi, trzeci - w końcu zadziała. Bez czynnego działania - nigdy.
"Jest tylko cienka czerwona między rozsądkiem a szaleństwem"

RDK

  • Gość
podjazdy - były już jakieś plany, projekty, z wariantem skrócenia - wybudowania nowego, sporego odcinka w głąb lądu. Chyba nawet coś podpisywano, ale prawdopodobnie utknęło gdzieś wyżej. Wysokość niższa. Znają ją uczestniczy RMW

Offline Mężczyzna szy

  • Wiadomości: 2818
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 29.04.2009
A jak ze spaniem na dziko za zachodnią granicą? Jak ze spontanicznością?
Jak dzieci były mały to pare razy byliśmy w Austrii/w Czechach, bardzo mi się wtedy to podobało, ale teraz jak dzieci są wieksze to często rozbijamy się gdzie popadnie, jest ładne jeziorko, to zostajemy na noc nawet po godzinie jazdy. Zresztą na kempingach to się trzeba zachować :-) No i mnie strasznie męczy ta konieczność dojechania gdzieś konkretnego dnia.

To wszystko "zależy" :) - nie da się ukryć, że Niemcy lubią porządek, ale... nasze doświadczenia mówią, że nie bierze się on ze sztywności i braku "czułości" na ludzkie potrzeby, ale że jest wręcz odwrotnie. To właśnie odpowiedzialność za własne dziedzictwo (tu - przyrodnicze) wprowadza pewne ograniczenia. Bo co mi - Polakowi - po polskim lesie, skoro są w nim stosy śmieci, puszcza się psy luzem albo nie dba się o cenny drzewostan? Widząc to tęsknię za tym niemieckim, nawet z ograniczeniami, ale za to czystym i zadbanym, traktowanym z należytym szacunkiem.

No ale - do brzegu. Gdy orientowałem się przy okazji jazdy szlakiem Odra-Nysa w 2018 było tak (cytuję z innego komentarza):

"- nie można spać na dziko na obszarach chronionych,
- nie można spać w lesie - w ogóle - w całych Niemczech,
- niektóre landy pozwalają na spanie na dziko w "otwartej przestrzeni" poza obszarami leśnymi.

Saksonia na tego typu noclegi nie zezwala, a Brandenburgia - owszem, jeśli jesteś turystą. Do tego podobno są wyznaczone niewielkie, niepilnowane miejsca biwakowe, gdzie śpi się na dziko legalnie, jednak nie trafiłem jeszcze na żadne. "

Czy z tak sformułowanymi zasadami da się żyć? Myślę, że tak, choć należy zrezygnować z naszej polskiej wewnętrznej "ułańskiej fantazji" na rzecz ograniczeń w imię wyższego dobra. Choć i tak w tej Saksonii spałem tak:



... czyli jednak Polak ze mnie wyszedł ;) - podobało mi się miejsce, w dodatku jakiś kilometr wcześniej widziałem dwa wilki, które potem przyszły pod mój namiot. Ale pewnie niemiecki strażnik leśny wypomniałby mi, że nocuję na terenie wilczego rewiru - miałby rację? Pewnie tak.


A zachowanie, konieczność dojechania i podobne - ponownie, każdy z nas jest inny. Nam cisza nocna na kempingach akurat bardzo odpowiada i zupełnie nie przeszkadza to np. w jednoczesnym niestronieniu od alkoholu na wyjazdach, co z kolei nie oznacza, że czas spędzony przy szklaneczce, czy nawet pięciu, jakiegoś alkoholu musi przeszkadzać innym.


I jak tam z tłumem na drogach dla rowerów? Nie ma problemów z mijaniem się, z jazdą parami?
Ja uważam, że samochody jak samochody, ale kultura na trasach rowerowych u nas jest tragiczna. My przetaliśmy zupełnie jeżdzić z dziecmi WTRką, bo nie było wyjazdu, żeby któryś nie dostał wiązanki od pana w lajkrze (a raz zdarzył się i kop w oponę). Nie ma opcji jechania obok siebie. Takie wycieczki to dla moich dzieci nie atrakcja, bo oni sobie chcą pogadać, a nie uważać cały czas.
Jakoś z sachomodami jest łatwiej, bo przynajmniej te jadące z naprzeciwka nie spychają:-)

Bardzo dawno nie byłem na WTR - jeśli jest jak piszesz, to bardzo smutne :(

Znowu - kluczem jest porządek i szacunek dla innych, a wszystkiego tego można się uczyć od Niemców. Nie przypominam sobie przykrych zdarzeń z niemieckich dróg rowerowych. Po pierwsze Niemcy jeżdżą tak, by nie generować konfliktów, po drugie - mają dróg rowerowych tyle (Brandenburgia - 7 tysięcy kilometrów, Dolna Saksonia - 13 tysięcy, tyle pamiętam), że całe to niemieckie towarzystwo rowerowe w naturalny sposób się rozjeżdża po nich i rozrzedza. A my - gdzie mamy się rozrzedzić? Na pięciu trasach na krzyż? :(

A jazdę w parze uważam za jedną z najważniejszych spraw w turystyce rowerowej - naprawdę. To przecież jedna z największych zalet wypoczynku z kimś bliskim - spędzenie z nim miło czasu. Więc jadąc tak po prostu często rzucam okiem w lusterko, by ustąpić komuś z tyłu na czas. Gdy czasem się zagapię - słyszę dzwonek, zjeżdżam, podnoszę rękę, uśmiecham się, mówię "sorry" do dzwoniącego i wszystko gra :)

Niemcy to w ogóle inny świat rowerowy - u nas króluje szosa i gravel, ewentualnie MTB, a u nich właśnie turystyka. Ale dzieje się tak właśnie dlatego, bo...

(i tu pomyślałem, że odpowiem w kiedyś rozpoczętym wątku o Niemczech - dobra?)

... Niemcy mają infrastrukturę rowerową w postaci dróg rowerowych. Mają gdzie jeździć. Ktoś kiedyś tam pomyślał, że aby naród był zdrowszy, to musi się ruszać. Jeśli ma się ruszać, musi mieć do tego warunki. Bezpieczne, wygodne i zachęcające. I tak zaczęły powstawać tysiące kilometrów dróg rowerowych. I naprawdę, od pierwszego naszego wyjazdu za każdym razem wracamy do Niemiec z ogromną przyjemnością i właśnie tym poczuciem wygody i bezpieczeństwa, które w Polsce zaczyna raczkować. Podkreślam i "zaczyna", i "raczkować".

:)

Szy.

PS. Naprawiłem wyświetlanie plansz w pierwszym poście w wątku - linkowanie ich z Facebooka nie było dobrym pomysłem.
« Ostatnia zmiana: 5 Sty 2021, 15:20 szy »

rowerowy blog podróżniczy, a w nim:
najlepsze szlaki rowerowe w Polsce, w Niemczech i w Europie

Tagi:
 




Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum