Autor Wątek: Ladakh rowerem?  (Przeczytany 2251 razy)

Offline miki150

  • morsung
  • Wiadomości: 5164
  • Miasto: wejherowo
  • Na forum od: 05.07.2010
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 21:09 »
Wpisz sobie w wyszukiwarkę "styl alpejski w himalaiźmie".

Styl alpejski nie zmienia zbyt wiele jeśli chodzi aklimatyzację. Oznacza tylko nie zostawianie obozów, i lin poręczowych na górze. Jeśli się mylę to podaj jakiś link. Tylko nie "wpisz w google" albo "poczytaj sobie o...", proszę.

Możesz wejść bez aklimatyzacji na każdy szczyt, w tym 8 tysięcznik, pod warunkiem, że zrobisz to odpowiednio szybko.

Przypuszczam, że musiałbyś obrócić z bazy na szczyt i z powrotem w kilka lub kilkanaście minut. Tak zgaduje na podstawie czasu jaki mają piloci śmigłowców poza maszyną podczas akcji ratowniczych na wysokości. Liczy się go w minutach.

To tyczy się wspinaczki, rowery tam nie wjeżdżają zatem ryzyka na wysokości 4k  dla zdrowego człowieka to realnie tylko ból głowy, spadek wydolności i brak snu, no chyba, ze akurat ON jest tym wyjątkiem

4k to już jest wysokość na której można w skrajnych przypadkach umrzeć. Słyszałem o pracownikach kopalni w Chile na tej wysokości, którzy musieli być ewakuowani. Oczywiście większości rowerzystom to nie grozi, bo zaklimatyzują się samym podjeżdżaniem tak wysoko. Chyba, że ktoś wystartuje z La Paz.

Offline Mężczyzna Sedymen

  • Wiadomości: 1802
  • Miasto: Pabianice
  • Na forum od: 14.02.2017
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 21:33 »
Styl alpejski nie zmienia zbyt wiele jeśli chodzi aklimatyzację. Oznacza tylko nie zostawianie obozów, i lin poręczowych na górze.
Masz rację co do filozofii, ale nie co do aklimatyzacji. Tam idzie się non stop w górę bez zdobywania i wycofywania się z wysokości jak w tradycyjnej aklimatyzacji. Definicja
Przypuszczam, że musiałbyś obrócić z bazy na szczyt i z powrotem w kilka lub kilkanaście minut. Tak zgaduje na podstawie czasu jaki mają piloci śmigłowców poza maszyną podczas akcji ratowniczych na wysokości. Liczy się go w minutach.
Pilot wysiada z helikoptera, gdzie korzystał z maski tlenowej i nagle trafia w rozrzedzone, zubożone powietrze. Szok jest dla niego ogromny. Wspinacz jednak idzie na tą wysokość i następują mechanizmy adaptacyjne. Inne też jest wytrenowanie organizmu. Przeważnie ataki szczytowe trwają kilka dni w Himalajach ale w strefie śmierci przebywają maksymalnie krótko.

Praktycznie wyprawy himalajskie ma charakter mieszany. Aklimatyzują się do pewnej wysokości a tylko atak szczytowy jest prowadzony w mniej lub bardziej czystym stylu alpejskim.


A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie! - L. Staff

Offline tater

  • Wiadomości: 137
  • Miasto: Przyrów
  • Na forum od: 13.09.2009
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 21:37 »
Jednak "no risk no fun" zamiast szukać dziury w cały trzeba po prostu pojechać i zobaczyć co się będzie działo.
Znam to z doświadczenia - Andy, Alpy, Himalaje reszty nie będę wymieniał bo i po co.
Marek

Offline Wilk

  • Wiadomości: 8526
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 21:48 »
Styl alpejski nie zmienia zbyt wiele jeśli chodzi aklimatyzację. Oznacza tylko nie zostawianie obozów, i lin poręczowych na górze. Jeśli się mylę to podaj jakiś link. Tylko nie "wpisz w google" albo "poczytaj sobie o...", proszę.

Zmienia kluczową sprawę - czyli czas przez jaki organizm jest wyeksponowany na dużą wysokość. Jak przebywasz powyżej 7000m 10h to jest zupełnie inna rozmowa niż jak przebywasz 3-4 dni. Ci co wchodzą w stylu alpejskim na tak duże wysokości - też przecież cierpią, tylko że znacznie krócej. A czas spędzony w rozrzedzonym powietrzu odgrywa w tej sprawie duża rolę. Człowiek ze słabą aklimatyzacją, ale dzięki swojej sile idący bardzo szybko  może mniej ucierpieć od wysokości niż człowiek dobrze się aklimatyzujący, ale za dużo czasu spędzający bardzo wysoko.

I to niejako widać na trasie TransAm, tam góry mają taki charakter - że zawodnicy długo są powyżej 2000m. A to daje się organizmowi dużo bardziej we znaki niż np. wjazd na wiele przełęczy alpejskich rzędu 2700-3000m. Bo w Alpach jest to ostry podjazd, wysokość zdobywamy szybko i szybko z niej uciekamy. A w USA trzeba jechać na sporej wysokości parę dni. I pomimo że nie jest to wysokość specjalnie ekstremalna - to czas ekspozycji na nią jest długi, co powoduje że niektóre organizmy zaczynają już mocno cierpieć.
„Nic mi po srebrze, nic mi po złocie,
Nic po chudobie —
Niech z głodu zamrę, przy krzywym płocie,
Byle przy tobie!“

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5403
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 23:11 »
Ja mam w Alpach styl odwrotny - biwakuję wysoko, a zjeżdżam w doliny na kolejną przełęcz na biwak. To jednak nadal są koty rzędu 2000-3000 m, a nie 4000-5200 m.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna Robert!

  • buc bez szosy
  • Wiadomości: 4625
  • Miasto: Konin
  • Na forum od: 03.12.2007
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 23:44 »
A ma ktoś z was tak, że dłużej się zbiera z biwaków na pewnych wysokościach? Przy czym pisząc dłużej nie mam na myśli kilkudziesięciu minut, a kilka godzin? :P
U mnie biwak na wys. >1800 wywołuje duże rozleniwienie i przykładowo raz na 3200 (samopoczucie ok) zebrałem się dopiero o 16. Innym razem... a, szkoda gadać ;)

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5403
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Ladakh rowerem?
« 29 Gru 2018, 00:25 »
U mnie biwak na wys. >1800 wywołuje duże rozleniwienie i przykładowo raz na 3200 (samopoczucie ok) zebrałem się dopiero o 16. Innym razem... a, szkoda gadać ;)
Nie, wręcz przeciwnie. Wynika to z panoramy. Nie testowałem jednak biwaku w dolinie na 3 tys. m.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna wojtek

  • Użytkownik forum
  • Wiadomości: 2772
  • Miasto:
  • Na forum od: 02.03.2010
    • Pokój z Tobą
Odp: Ladakh rowerem?
« 29 Gru 2018, 23:22 »
U mnie biwak na wys. >1800 wywołuje duże rozleniwienie i przykładowo raz na 3200 (samopoczucie ok) zebrałem się dopiero o 16. Innym razem... a, szkoda gadać ;)
Jakieś minimum przyzwoitości wypada jednak zachować, dlatego nawet na nieco większych wysokościach jazdę zaczynaliśmy nie później, niż o 9. I tak do 15... No przynajmniej raz się tak zdarzyło, że popołudniowa drzemka skończyła się rano.

No i Łatośłętka może conieco powiedzieć o dobowej szarży z wysokości 1600 metrów na 3900 (bez 8 metrów) ;)

Offline Kobieta martwawiewiórka

  • Użytkownik forum
  • Wiadomości: 5825
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 17.08.2009
Odp: Ladakh rowerem?
« 30 Gru 2018, 10:01 »
dobowej szarży z wysokości 1600 metrów na 3900 (bez 8 metrów

No, Jacek tez może, o dziwo, mi nic nie było a Jackowi bardzo było

Co do biwaków, to pierwszy biwak na trochę mniej niż 4000 m n.p.m. zaskutkował łupaniem w głowie, kiepskim snem, waleniem serca, jednak trochę pospaliśmy. Rozleniwienia poza standardowym jak zawsze nie zauważyłam.
Jakiś Ty społecznie dojrzały! Mogę sobie zsynchronizować z Tobą te dane?

Offline Lester

  • Wiadomości: 578
  • Miasto: Białystok
  • Na forum od: 06.09.2010
    • Moje podróże rowerowe
Odp: Ladakh rowerem?
« 30 Gru 2018, 10:34 »
Parę lat temu wjechaliśmy w 8 osób kolejką linową z Chamonix na Aiguille du Midi. W ciągu 20 minut z 1030 m n.p.m. znaleźliśmy się na wysokości 3800 m n.p.m. Troje z nas przypłaciło to różnymi objawami, których wspólnym mianownikiem były zawroty głowy. Najbardziej ucierpiał mój syn, który dodatkowo dostał krwotoku z nosa. Parę lat potem byłem z synem w Kirgistanie i wjechaliśmy rowerami na podobną wysokość. Nie miał wtedy żadnych objawów choroby wysokościowej. Nie wiem czy większa w tym była zasługa właściwej aklimatyzacji, czy też może diuramidu, który wtedy mu podawałem.

Online Mężczyzna łatośłętka

  • Skup i ubój. Rozbiór.
  • Wiadomości: 4580
  • Miasto: nie, wioska
  • Na forum od: 21.03.2013
Odp: Ladakh rowerem?
« 30 Gru 2018, 10:53 »
/.../

No i Łatośłętka może /.../

No, był to mój ten 1wszy raz - wiocha.pl/kapilatus.
Stromo wiodło, dzień długi, świat wydawał się być mój (ja -sobie- gwiazdą).
Do tego ten już kilkudniowy, wyniszczający głód.

Wysotę - o ile rozum chodzi - idzie podzielić.
Głodu czasem nie nasycisz.


(Korzystając z tej okazji jeszcze raz w imieniu żony, własnym dziękuję skuteczną pomoc mi niosącym ratowniczkom i ratownikom - na wszystkich drogach-celach po wsze czasy God Wam bless!)
tutaj jestem łatoś, odtąd łętka ... łatośłętka!

Offline tater

  • Wiadomości: 137
  • Miasto: Przyrów
  • Na forum od: 13.09.2009
Odp: Ladakh rowerem?
« 30 Gru 2018, 13:39 »
Parę lat potem byłem z synem w Kirgistanie i wjechaliśmy rowerami na podobną wysokość. Nie miał wtedy żadnych objawów choroby wysokościowej. Nie wiem czy większa w tym była zasługa właściwej aklimatyzacji, czy też może diuramidu, który wtedy mu podawałem.

Zapewne była to zasługa właściwej aklimatyzacji jak i również pamięć organizmu ( po każdym następnym wejściu na daną wysokość jest łatwiej ). Sam diuramid nie rozwiązuje sprawy więc z diuramidem należy być ostrożnym powyżej pewnej wysokości w niesprzyjających warunkach można zrobić więcej szkody niż dobrego ( przy minusowych temperaturach i powyżej 4500 m.n.p.m).
Marek

Offline Kobieta marg

  • Wiadomości: 771
  • Miasto: Tychy
  • Na forum od: 01.01.2012
    • gdzie mnie nosi
Odp: Ladakh rowerem?
« 30 Gru 2018, 20:48 »
a może poczekaMY na Marysię i Wojtka ;) widzę, że Marg też się łamie :D

marg się nie łamie :P
nie musi ;D

Offline Mężczyzna wojtek

  • Użytkownik forum
  • Wiadomości: 2772
  • Miasto:
  • Na forum od: 02.03.2010
    • Pokój z Tobą
Odp: Ladakh rowerem?
« 30 Gru 2018, 21:17 »
Nie musi, bo na fejsiku odzew na ogłoszenie może mniejszy, ale bardziej konkretny.

Tak, pamiętamy, że byłaś tam tuż po potyczce z jakimś wyrostkiem :)

Tagi:
 




Organizujemy







Partnerzy

Patronat






Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum