Autor Wątek: Ladakh rowerem?  (Przeczytany 4625 razy)

Offline tater

  • Wiadomości: 153
  • Miasto: Jura Krakowsko - Częstochowska
  • Na forum od: 13.09.2009
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 11:34 »
A kiedy są tam statystycznie najlepsze warunki pogodowe, bo nie chce mi się przeglądać wyników ze stacji meteo, temat już masz pewnie rozeznany? To bardzo przekłada się na termin wyjazdu, we wszystkich znanych mi górach są lepsze i gorsze terminy w tak zwanym "sezonie".

Tak zwany sezon na odcinku Manali-Leh to od czerwca do września, ale i w tym okresie zdarzają się nieprzejezdne przełęcze :)

Marek

Offline Mężczyzna globalbus

  • Wiadomości: 5790
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 03.05.2011
    • blog podróżniczy
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 12:20 »
Generalnie im wyżej tym lepiej się czuję, ale kto to wie co będzie powyżej 4 tysięcy metrów.
Do 3500 to luzik kompletny z wydolnością, schody zaczynają się potem. U mnie w okolicach 5000 to już jest zdychanie, a nie jazda.

My home is where my bike is.

Offline Wilk

  • Wiadomości: 9370
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 14:27 »
Do 3500 to luzik kompletny z wydolnością, schody zaczynają się potem. U mnie w okolicach 5000 to już jest zdychanie, a nie jazda.

To dla każdego wygląda inaczej. Marzena na TransAm miała duże problemy już na 3000m, jedna z najmocniejszych zawodniczek ultra na świecie Sarah Hammond - z powodu choroby wysokościowej cały wyścig przegrała. Wszystko zależy od osobistych predyspozycji do jazdy na wysokości, przy czym niekoniecznie są one powiązane z realną siłą rowerzysty, jak przykład Hammond będącej w stanie jechać po 350km na dobę wskazuje. A sprawdzić inaczej niż doświadczalnie się tego nie da, tak więc pierwszy wyjazd w tak wysokie góry zawsze będzie niewiadomą.
"Najmarniejszy kot jest arcydziełem"
Leonardo da Vinci

Offline Mężczyzna globalbus

  • Wiadomości: 5790
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 03.05.2011
    • blog podróżniczy
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 15:16 »
A sprawdzić inaczej niż doświadczalnie się tego nie da, tak więc pierwszy wyjazd w tak wysokie góry zawsze będzie niewiadomą.
Pewnie, ale przydaje się pojechać w taki rejon, gdzie można uciec niżej, gdy dopadną nas objawy.

My home is where my bike is.

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5751
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 15:41 »
Pewnie, ale przydaje się pojechać w taki rejon, gdzie można uciec niżej, gdy dopadną nas objawy.
Ale mało jest takich regionów, żeby mieć duże wahania wysokości między powiedzmy 2,5 tys. m n.p.m. a 5 tys. m n.p.m. W USA jest kilkanaście dróg powyżej 4 tys. m, w tym dwie nadające się do czegokolwiek na wysokość rzędu 4300 m.

W Ameryce Południowej da się znaleźć takie podjazdy od strony morza, ale to do poziomu 4200-4400 m n.p.m., bo żeby wjechać wyżej to trzeba sporo po płaskowyżu, więc i tak nie ma gdzie uciec.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline miki150

  • morsung
  • Wiadomości: 5301
  • Miasto: Melbournowo
  • Na forum od: 05.07.2010
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 16:02 »
Nie są potrzebne duże wahania wysokości, tylko trzeba jej nabierać powoli. Powyżej 2000 m powiedzmy 1000 m na tydzień. Wtedy większość ludzi nie powinna mieć problemów z wjazdem na z 4500 m, poza spadkiem wydolności.

Marzena na TransAm

Przy jeździe sportowej sprawa wygląda inaczej, bo organizm już pracuje w granicach możliwości.

Offline Wilk

  • Wiadomości: 9370
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 09.07.2006
    • Wyprawy Rowerowe
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 16:12 »
Przy jeździe sportowej sprawa wygląda inaczej, bo organizm już pracuje w granicach możliwości.

Ciężko to oceniać czy jazda sportowa ma tu znaczenie czy nie. Stosunkowo niewielki procent ludzi jadących ten wyścig notuje takie problemy, więc raczej nie do końca. Sportowość jazdy to ma bardziej o tyle znaczenie, że jak jedziesz szybciej to szybciej zyskujesz wysokość, ale też krócej na niej przebywasz, jadąc wolniej zyskujesz wysokość wolniej, ale dłużej na nas oddziałuje.

Dlatego IMO większe znaczenie mają osobiste preferencje do jazdy na wysokości, niektóre osoby wysokość po prostu dotyka mocniej, taka uroda ich organizmów, bo nie ma to wiele wspólnego z czyjąś siłą lub jej brakiem, bardzo mocne osoby też to potrafi złapać jak pokazują przykłady Sary Hammond czy Marzeny.
"Najmarniejszy kot jest arcydziełem"
Leonardo da Vinci

Offline Mężczyzna globalbus

  • Wiadomości: 5790
  • Miasto: Warszawa
  • Na forum od: 03.05.2011
    • blog podróżniczy
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 16:14 »
W Ameryce Południowej da się znaleźć takie podjazdy od strony morza, ale to do poziomu 4200-4400 m n.p.m., bo żeby wjechać wyżej to trzeba sporo po płaskowyżu, więc i tak nie ma gdzie uciec.
Ja sobie wjechałem z poziomu morza na te 4 tys z kawałkiem, w dwa dni. Głupi pomysł, nie powtarzać. Następne 2 dni turlałem się po płaskowyżu jakbym miał ciężkiego kaca.

My home is where my bike is.

Offline tater

  • Wiadomości: 153
  • Miasto: Jura Krakowsko - Częstochowska
  • Na forum od: 13.09.2009
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 18:10 »
W zdobywaniu wysokości w górach wysokich najważniejsze jest aby dać sobie czas, jeśli tego czynnika nie uwzględnimy to można źle skończyć zwłaszcza powyżej 4000 m.n.p.m. . W internecie bez problemu można znaleźć artykuły na temat prawidłowej aklimatyzacji i konsekwencji jej braku. Każdy kto wybiera się w wysokie góry powinien choć w minimalnym stopniu "liznąć" temat, aby uniknąć kłopotów zdrowotnych.
Marek

Offline Mężczyzna Sedymen

  • Wiadomości: 2312
  • Miasto: Pabianice
  • Na forum od: 14.02.2017
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 18:14 »
Aklimatyzacja nie jest konieczna jeżeli musimy tylko zdobyć wysokość i następnie ją zaraz tracimy. Styl alpejski wspinaczki wysokogórskiej. Na tym przejechał się m.in Tomasz Mackiewicz. Nie był dostatecznie szybki.

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie! - L. Staff

Offline tater

  • Wiadomości: 153
  • Miasto: Jura Krakowsko - Częstochowska
  • Na forum od: 13.09.2009
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 19:47 »
Na tym przejechał się m.in Tomasz Mackiewicz. Nie był dostatecznie szybki.
Inna kategoria, inny temat do dyskusji.
Marek

Offline Mężczyzna podjazdy

  • niech tak się stanie
  • Wiadomości: 5751
  • Miasto: Poznań
  • Na forum od: 01.02.2011
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 19:56 »
Inna kategoria, inny temat do dyskusji.
Dokładnie. Na rowerze musiałaby nastąpić jakaś totalna katastrofa, aby nie dało się zorganizować jakiegoś transportu w dolinę zanim objawy będą już groźne dla życia. Wszak mówimy cały czas o jeździe po trasie, na wysokościach, gdzie jest normalny ruch drogowy, mogą oczywiście akurat nastąpić osuwiska na obu przełęczach a pośrodku osoba na rowerze z nagłą chorobą wysokościową itp., ale nawet w takiej sytuacji nadal jeszcze jest możliwość transportu śmigłowcem. Zupełnie inna skala. No i ryzyko objawów śmiertelnie niebezpiecznych jest nieporównywalnie mniejsze na 4500 m niż na 7500-8000 m n.p.m.... Trochę  jak porównać potknięcie się o krawężnik do odpadnięcia od ściany podczas ataku szczytowego na K2. Mechanizm bardzo podobny, ale jednak skala inna.
"Mogło być gorzej. Twój wróg mógł być twoim przyjacielem." Stanisław Jerzy Lec.

Offline Mężczyzna Sedymen

  • Wiadomości: 2312
  • Miasto: Pabianice
  • Na forum od: 14.02.2017
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 20:27 »
Tylko napisałem, że aklimatyzacja nie jest potrzebna przy szybkim zdobyciu i straceniu wysokości.
Prawdopodobieństwo jest małe powikłań śmiertelnych ale jest. Najczęściej kończy się tak jak napisał Globalbus "kacem" wysokościowym. Jednak "no risk no fun" zamiast szukać dziury w cały trzeba po prostu pojechać i zobaczyć co się będzie działo.

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie! - L. Staff

Offline miki150

  • morsung
  • Wiadomości: 5301
  • Miasto: Melbournowo
  • Na forum od: 05.07.2010
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 20:32 »
Nie wiem za bardzo, co próbujesz napisać, Sedymen. W ekstremalnej sytuacji, kiedy np. wylatujesz na dużą wysokość helikopterem, aklimatyzacja nie jest potrzebna, ale bez maski tlenowej masz najwyżej kilkadziesiąt minut życia. Jeśli poruszasz się rowerem albo piechotą, aklimatyzacja jest zawsze konieczna. Jeśli się mylę, to podaj link do jakiejś wiedzy na ten temat.

Offline Mężczyzna Sedymen

  • Wiadomości: 2312
  • Miasto: Pabianice
  • Na forum od: 14.02.2017
Odp: Ladakh rowerem?
« 28 Gru 2018, 20:42 »
No i znów wychodzi ciężka dyskusja. Wpisz sobie w wyszukiwarkę "styl alpejski w himalaiźmie".
Możesz wejść bez aklimatyzacji na każdy szczyt, w tym 8 tysięcznik, pod warunkiem, że zrobisz to odpowiednio szybko. Tak abyś miał czas jeszcze zejść na bezpieczną wysokość zanim organizm odczuje dług tlenowy.
Jak wchodziłem na Mont Blanc to się aklimatyzowaliśmy klasycznie, ale harpagany startują od podstawy idą na szczyt i wracają jednym ciągiem. Siła do tego jest potrzebna a nie aklimatyzacja. Teraz jest modne atakowanie w tym stylu "na lekko" również szczytów himalajskich w tym tych najwyższych. Problem, ze jak przeliczysz się i nie wycofasz w odpowiednim momencie to po tobie. Stąd takie zespoły, lub wspinacze ustawiają sztywno czas marszu w górę. Jeżeli go przekroczą wracają, nawet jeżeli szczyt jest w zasięgu. Przekroczenie czasu jest śmiertelnie niebezpieczne.
W tym stylu atakował też Mackiewicz z partnerką. Oboje przesadzili. Nie wycofali się w czasie. Ona była silniejsza, lepiej to zniosła ale i tak by umarła bez pomocy z zewnątrz. W tej metodzie chodzi jednak o samodzielny powrót.
W Polsce był słynny też przypadek identycznej co do mechanizmu śmierci na Annapurnie. Na tej wyprawie był mój dobry kumpel i wielokrotnie słyszałem jego opowieść jak do tego doszło. Inny kolega z którym byłem na Mont Blanc, zdobył Elburs a ścieło go na trekingu w Himalajach na znacznie mniejszej wysokości. Skończyło się ewakuacją helikopterem, ryzykiem bankructwa cywilnego i kilkoma latami procesów z firmą ubezpieczeniową.
To tyczy się wspinaczki, rowery tam nie wjeżdżają zatem ryzyka na wysokości 4k  dla zdrowego człowieka to realnie tylko ból głowy, spadek wydolności i brak snu, no chyba, ze akurat ON jest tym wyjątkiem :)
« Ostatnia zmiana: 28 Gru 2018, 20:56 Sedymen »

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie! - L. Staff

Tagi:
 




Organizujemy








Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum