Autor Wątek: Rowerowe imprezy na orientację  (Przeczytany 35011 razy)

Offline Mężczyzna jedrek85

  • własne słabości są po to, by je pokonywać.
  • Wiadomości: 8
  • Miasto: Sosnowiec
  • Na forum od: 18.08.2014
    • Podróże Małe i Duże
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 18 Wrz 2014, 19:41 »
11.10.2014 kolejna impreza z cyklu KoRNO, tym razem nie pucharowa - Jesienne Beskidzkie KoRNO 2 w Porąbce. Zapowiada się miło, startuję tak jak w poprzednim na rekreacyjnej, po drodze jeszcze 26.09.2014 VII Dąbrowski Alleycat.
Ktoś z forum wybiera się na którąś z tych imprez?


Offline Mężczyzna Turysta

  • Kapituła MP-P 2017
  • Wiadomości: 5321
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 15.06.2011
    • Rowerowy turysta
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 18 Wrz 2014, 19:48 »
KoRNO, niestety, trochę za daleko.

Ale wcześniej, w ostatni weekend września, można wystartować na 200-kilometrowej trasie w Trudach (dawniej: Jesienne trudy) - tym razem z bazą w Bornem Sulinowie.

Offline vooy.maciej

  • Wiadomości: 2436
  • Miasto: Pogórze Wielickie
  • Na forum od: 04.07.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 20 Wrz 2014, 22:54 »
Pozwolę sobie zmieścić relację z sobotniego Mordownika w Beskidzie Niskim:

Ponieważ nie jadę sam zgodnie z decyzją grupy wyjeżdżamy z Krakowa już w piątek wieczorem. Po drodze trochę podsypiam, bo trasa Krosno-Kraków w piątki jest lekko dramatyczna i wycieczka trwa z godzinę dłużej niż normalnie.

O dziwo nawet jakoś spałem w tym tłumie na sali gimnastycznej, niestety o 5:30 budzą mnie uczestnicy trasy pieszej, którzy za 1,5 godziny startują.
Start trasy  rowerowej jest o 8,w między czasie jestem w stanie zaobserwować, że chyba mam "najgorszy" rower w stawce, do tego jedyny na nie górskich oponach. Trochę się dygam czy ta taktyczna zagrywka przyniesie efekt czy też będę pchał przez pół dnia po błocie.
Do tego mam plan jechać sam(na KORNO też tak było ale szybko utworzyłem z jednym gościem grupę nawigator-on- rozbijacz wiatru- ja- i dojechaliśmy razem). Cele:
- mordownikowy tytuł immortal (wszystkie punty)
- kontemplacja Niskiego

Na odprawie schodzi ze mnie ciśnienie: podobno tylko jeden odcinek leśny jest trudny do objechania drogą, a poza tym będzie mało lasu bo jest straszne błoto na szlakach. Gęba mi się już śmieje jak widzę te opony 2.2 czy 2.4 na ciężki teren:)
Pamiątkowe zdjęcie (jak zawsze jestem w centrum ;)
i dostajemy Mapy

Szybki rzut okiem na mapę, nie widzę optymalnego wariantu wiec rysuję od środka gdzie przebieg jest oczywisty. Zostaje mi 4 i 7 -  wpasowuję i wypada mi jeden przejazd przez teren. A 7 widzę że albo na początku/końcu albo idealnie w środku. Decyduję że na początku bo może pozwoli mi to na uniknięcie tłumów które pojadą na 1 lub 10. Co ciekawe z bazy ruszam jako drugi lub trzeci- zawsze jestem prawie ostatni,aż się dziwnie czuje widząc większość zawodników nad mapami

PK7
W bazie mgła ale widać, ze słońce tuż tuż, na 7(wieża komórkowa) wspinam się ponad chmury i mam pierwszy piękny widok:

Punktu nie mogę znaleźć bo obiegam wieżę, a punkt jest w krzakach po drugiej stronie. Dojeżdża inny zawodnik- Krzysiek - będziemy się mijać aż do mety kilka razy bo wybierze trasę w ósemkę. On jedzie dalej wzgórzem, ja wracam do Jaślisk. (po drodze mijam dwóch zawodników jadących na 7
Przez centrum wsi jadę do Lipowca- cieszy mnie ta droga bo miałem tu kiedyś być a nie dotarłem- czekam więc na znak do Babadag, jest:

Do tego jada Bikeholicy z 1
Chwilę potem od razu pomyłka po zjeździe z drogi: przejeżdżam ze złej strony stawu  i wale prosto na południe- ponieważ jadę bez zastanowienia wyciągam kompas, znajduję błąd na mapie i powrót jakieś 300-400m. Na punkt trafiam bez problemu, akurat rozkładany jest punkt żywieniowy wiec rozmawiam o pogodzie i Beskidzie,z jadam banana i jadę na
PK 5
Moja taktyka z zachodnia częścią trasy najpierw była prosta: żeby zaliczyć wszystko będę pewnie jechał do nocy, wiec najpierw jadę do lasu, za dnia i nie zmęczony,a potem będę pykał po asfalcie i szutrówkach.
Szlak koński jest śliski i stromy, w zasadzie nie mogę jechać, więc biegnę na górę. potem już raczej jadę niż pcham choć jest trochę błota. Łatwo znajduje punkt przy okazji wyprzedzam 3 zawodników którzy chyba trochę błądzą. Droga przez las momentami piękna:

momentami błotny, ale w większości jadę bo mam z góry. W okolicach przełęczy spotykam pieszych, którzy mi mówią ze dalej dramat i będę niósł rower.
Tym Bardziej cisnę ile fabryka dała dopóki się "da" i zaliczam dwie gleby w trakcie jednej but zostaje w błocie.
Jakoś w
80-90% jadę pogłoski o błocie uważam za przesadzone (pamiętajcie ze na Marathonach)
PK 2 Znajduje łatwo, a zaraz dojeżdża Krzysiek robiący ósemkę- mówi że na zielonym jest dramat nie da się w ogóle jechać.
Niestety ma rację jadę może 40%(a mam z góry), raz nawet prawie gubię szlak- nogi zapadają się w błoto po kostki.
Robi się lepiej na zjeździe mijam kolejnych zawodników robiących ósemkę.
PK13ładnie schowany pod mostkiem, ale przoczyc mostek nei sposób. Teraz mam najszybszy obcinek na trasie:asfalt w dół a potem krajówką do Zawadki.
PK15Róg polany.....taaaaa
Od początku mi ten punkt śmierdział bo nie było drogi do niego na mapie. Niestety zamiast patrzeć na mapę szukam "rogu" . Polana w rzeczywistości ma ich ze 6 większość zarośniętych pokrzywami i haszczami- moje nogi dostają niezłą kurację. Punktu oczywiście nie ma. Wracam na asfalt by nabrać perspektywy, dojeżdża inny zawodnik którego minąłem na początku i ciśnie na koniec polany. ja się wracam i jadę powoli- punkt jest idealnie jak na mapie tyle ze nei w rogu a na skraju polany w zagajniku :/ 15 min stracone.
Potem ostry podjazd asfaltem pod PGR i zjazd do cmentarza gdzie jest widoczny z daleka PK14okolica sympatyczna
Ze względu na ten barszcz nie jadę prosto na przełęcz (bo wygląda,że droga jest przez krzaki ) a prosto na szczyt i potem zjazd na przełęcz. dalej kolejny wierzchołek i zjazd na przełęcz na asfalcie- jestem może kilometr od punktu nr 7 i widzę, że  optymalnie byłoby zaliczyć go teraz a nie na początku - po postu stąd jest mniejsze przewyższenie do zrobienia.
Zjeżdżam do Królika Polskiego mijając zwycięzców robiących odwrotną pętlę do mojej i koszmarnym wąwozem podchodzę na
PK8
Tam punkt żywieniowy i sporo zawodników- część ukończy zawody przede mną część za mną wszyscy jadą w przeciwnym kierunku.
Jest już połowa trasy a pora wczesna- nie mam wątpliwości że jak się nic nie wydarzy to na mecie będę między 17 a 18:30 ze sporym zapasem do limitu czasu (22)
Czyżby ten Immortal był tak łatwy do zdobycia?

Szybki zjazd do Wisłoczka, podjazd do Puław Górnych i banalny PK11
Potem ciekawy odcinek nową drogą lasów państwowych


mówiąc szczerze to jakaś paranoja- miliony wywalone w budowanie autostrady w lesie. Droga na przełęcz bardzo stroma miejscami na pewno ponad 10%. Już widzę ze PK4h(przepust) będzie na zjeździe i liczę dokładnie kilometry żeby go nie przegapić. Coś mi się nie zgadza ale staje na dole siodła, choć mnie korciło żeby cisnąc dalej, schodzę z drogi i jest- a to perfidny punkt- no korciło żeby jechać.
Kawałek dalej mijam Bikeholików- jeden zmienia gumę- bez względu na to czy mają 7 czy nie jestem teraz na 100% przed nimi i wyznaczam sobie cel- nie dać się im wyprzedzić.
Droga wiedzie wzdłuż dopływu Wisłoka na którym jest 5-10 brodów. NIektóra tak głebokie że moczę nogi powyżej kostek siedząc na rowerze. Dojżdzam do asfaltu a tam Krzysiek domyka swoją 8. Widzę że jedziemy podobnie - on ma więcej punktów ale i więcej km do końca - mam szansę z nim wygrać- wymieniamy uwagi co do dalszej drogi i jazda na
PK6 który jest bez historii poza tym, że Bikeholicy jada tuż za mną jak z niego wracam.
Potem przelot do Moszczenicy - pgrowskie wiochy na drodze wojewódzkiej. Tam cisnę na Komańcze i nie zauważam skrętu.
Zawracam i już jadę z Bikeholikami - może to i lepiej niż im uciekać o te parę minut.
Nie są chyba zbyt szczęśliwi z mojego towarzystwa wypytuje ich o trasę udzielają sprzecznych odpowiedzi ale 7 nie mają- no to mam ponad 20 minut przewagi ;)
Jedziemy pod góre ale łańcuch mi tak rzęzi ze musze stanąc na oliwienie - odjeżdżają mi.
Doganiam ich na PK3- zaraz jak ruszają miejscowy(?) atakuje siekierą turystów(?) bo zabronili mu bić konia (takiego konia co rży). Stoję z 20m od akcji siekiera w górę i w dół, groźby że zajebie itp. No cóż czekam- dziewczyna uspokaja sytuację- chyba mogę jechać wszyscy żyją, krew się nie leje.

Ruszam dalej, Bikeholików widze jak poodjeżdżają pod PK12, punkt łatwy, zawrtoka na główną drogę i jadę. Zaczynają mi się małe nerwy: dwa punkty do końca, mam jakąś przewagę nad kolegami przede mną, ale koniec bliski- zwalniam trochę i ślęczę nad mapą żeby nic nie przeoczyć

Ostatni mocny podjazd po asfalcie  LP do PK9 który widać na zjeździe z daleka. Cisnę do wojewódzkiej a tam się już serio stresuje jadę powolutku, znajduję szutrówkę wyjeżdżam na wzgórze a tam zupełni inny układ dróg niż na mapie....na 90% jestem pewny ze się nie pomyliłem widzę za kilkaset metrów krzaki przy rzece w których jest pewnie punkt, ale nadmiar innych dróg i brak drogi którą chciałem jechać powoduje że się wycofuję, bo widzę z wojewódzkiej inną opcję dojazdu. Powrót chwila zjazdu, skręt i dziesiątki śladów rowerowych- no tak większość podjeżdżała tędy- droga lepsza, znów dużo innych dróg których nie ma na mapie, ale mam nie skręcać na początku więc luz.
Po chwili z góry jada Bikeholicy- nadrobili parę minut, ale to ciągle za mało dla nich. Do punktu dojeżdżam bez problemu, droga łatwa



No to mam! Tytuł Immortal i ze 2-3 km do mety, teraz już na luzie to zapierdzielam jak dziki.

Wpadam na metę, a tu kartę oddaje... Krzysiek- a jednak 2 minuty - zabrakło mi trochę jaj i wiary w siebie żeby jechać szybciej końcówkę  starałem się nie popełnić błędu i pilnować mapy.

No ale medal dostałem i zająłem 10 miejsce (niecałe 20 minut przed Bikeholikami ;):



Nie wiem co miał znaczyć ten płód na medalu, ale z zadowoleniem czekałem na pana Staszka który przyjechał godzinę później, a potem na pieszą część naszego samochodu.

A za 2 tyg  dwudniowy Galicja Orient pod Trzebinią - będzie pewnie trudniej nawigacyjnie, łatwiej terenowo  i krótki limit czasowy czyli ogólnie gorzej dla mnie - ALE będzie walka, zapraszam do rywalizacji :)

Offline Mężczyzna michał

  • z kropką
  • Wiadomości: 1064
  • Miasto: Gdynia
  • Na forum od: 10.06.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 23 Wrz 2014, 18:51 »
Kto jeszcze poza nami jedzie?
Nie chcę przeszkadzać w rodzinnej jeździe więc może jakiś forumowicz by się skusił na wspólną jazdę?

Offline Mężczyzna aard

  • Wiadomości: 5981
  • Miasto: Łódź
  • Na forum od: 15.08.2007
    • Moje wyprawy
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 24 Wrz 2014, 21:04 »
może jakiś forumowicz by się skusił na wspólną jazdę?


Zaciekawilo mnie to. Gdzie i kiedy?
A na rowerze zawsze jest miejsce siedzące...


Offline Mężczyzna michał

  • z kropką
  • Wiadomości: 1064
  • Miasto: Gdynia
  • Na forum od: 10.06.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 24 Wrz 2014, 21:22 »
W Bornym Sulinowie w najbliższy weekend. Wbijaj:)

Offline Mężczyzna aard

  • Wiadomości: 5981
  • Miasto: Łódź
  • Na forum od: 15.08.2007
    • Moje wyprawy
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 24 Wrz 2014, 22:45 »
Uuu, dalej już nie było?!  :o
Sorry, nie chce mi się dymać taki kawał cholera wie jakim środkiem transportu, bo chyba nie rowerem odpowiednim do rajdu na orientację ;)
A na rowerze zawsze jest miejsce siedzące...


Offline Mężczyzna szczepan

  • Wiadomości: 279
  • Miasto: Tychy
  • Na forum od: 27.12.2011
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 25 Wrz 2014, 14:52 »
11.10.2014 kolejna impreza z cyklu KoRNO, tym razem nie pucharowa - Jesienne Beskidzkie KoRNO 2 w Porąbce. Zapowiada się miło, startuję tak jak w poprzednim na rekreacyjnej, po drodze jeszcze 26.09.2014 VII Dąbrowski Alleycat.
Ktoś z forum wybiera się na którąś z tych imprez?
napisz coś więcej o tej imprezie.
Nigdy nie startowałem w tego typu wydarzeniu. Jak to w ogóle wygląda? jaki jest stopie trudności.
Może się wybiorę :)
pesymista to ten, który z dwojga złego wybiera oba...

www.halawojtowicz.pl

Offline vooy.maciej

  • Wiadomości: 2436
  • Miasto: Pogórze Wielickie
  • Na forum od: 04.07.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 25 Wrz 2014, 19:55 »
KORNO są ogólnie jednymi z łatwiejszych zawodów- w sam raz na 1 raz - ja byłem na Beskidzkim rok  temu i było fajnie.
Trasy krótkie są bardziej na luzie, dłuższe to już raczej ściganie ale wszystko zależy od ciebie.

Do dyspozycji masz mapę z punktami(najczęściej dobrze oznaczonymi) oraz kompas jeśli sobie weźmiesz, przydałby się też licznik żeby odmierzać odległości z mapy.

Zasady są różne, najczęściej masz dowolność w zaliczaniu punktów i jakaś niewielka ich liczbę by zostać sklasyfikowanym.
Ogólna klasyfikacja tez zależy od zawodów: albo sa minuty karne za brak punktu albo po prostu klasyfikacja jest na zasadzie:liczba punktów, potem czas.


Offline Mężczyzna michał

  • z kropką
  • Wiadomości: 1064
  • Miasto: Gdynia
  • Na forum od: 10.06.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 28 Wrz 2014, 15:45 »
No i wróciliśmy.
Impreza ciekawa krajoznawczo (okolice Bornego) ale trochę niedopracowana trasa.
Ja jak zwykle w ogonku. Muszę popracować jeszcze nad paroma rzeczami (trochę przydługie postoje, dwie wpadki nawigacyjne i mimo głodu nie mogłem już patrzeć na kabanosy i batoniki z Lidla:):)  ).
Jechałem cały czas samotnie. Zaliczyłem 16/24 PK i przejechałem równe 200km. Dla porównania Turysta zaliczył 19 PK i przejechał tylko 170 km (przepaść..).

 Może uda mi się po raz pierwszy napisać jakąś relację niedługo:)
« Ostatnia zmiana: 29 Wrz 2014, 13:53 michał »

Offline vooy.maciej

  • Wiadomości: 2436
  • Miasto: Pogórze Wielickie
  • Na forum od: 04.07.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 29 Wrz 2014, 13:29 »
wow różnica faktycznie kolosalna, ale mogą być trasy kiedy jazda dookoła i tak będzie szybsza.
Wasza różnica przypomina mi zeszłoroczny Funex: zrobiłem ok 160km i brakło mi dwóch punktów a na ich zaliczenie potrzebowałbym 40-50km.  Zwycięzca miał 181km, wszystkie punkty  i był godzine przede mną na mecie :)


Offline Mężczyzna Turysta

  • Kapituła MP-P 2017
  • Wiadomości: 5321
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 15.06.2011
    • Rowerowy turysta
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 29 Wrz 2014, 19:33 »
Mi też się podobało - tereny świetne do jeżdżenia (w przeciwieństwie do Grassora prawie zupełnie bez pchania roweru). Wyników nie widziałem, ale chyba wyszło nam całkiem nieźle. Sporo dały nam dwie wcześniejsze wizyty na tym terenie - kilku punktów nawet nie musieliśmy specjalnie szukać.
W bazie spotkaliśmy jeszcze jednego (nieujawnionego w tym wątku) forumowicza - CRL. ;)

Szczegóły w --> relacji.



Offline Mężczyzna michał

  • z kropką
  • Wiadomości: 1064
  • Miasto: Gdynia
  • Na forum od: 10.06.2008
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 30 Wrz 2014, 14:46 »
Moja wymęczona relacja  ;D
Trzy zdjęcia będą później jak dogadam się z telefonem :D

Wyjeżdżamy z domu jak zwykle w piątek. Tym razem jednak nie od razu po pracy a dopiero po 20 bo jeden z uczestników naszej „wycieczki”  chciał zostać do końca dyskoteki z okazji rozpoczęcia gimnazjum ;) . Do bazy dojeżdżamy przed północą. Tam cisza i spokój. Większość ludzi już śpi co chyba jest efektem kategorycznego zakazu spożywania alkoholu na terenie i w obrębie bazy. To dobrze, bo można się wyspać a nie słuchać dyskusji do późnej nocy. Szczęśliwie udaje nam się jeszcze zalogować i otrzymać numery startowe.

Rano dostajemy mapy i w drogę. Postanowiłem jechać sam żeby nie opóźniać Turysty i Kuby (jego syna). Zaczynam pętlę od strony zachodniej z mniejszym zagęszczeniem PK.
Ruszam z dość mocną 5-cio osobową grupą i w kilkanaście minut jesteśmy na PK1. Zaraz po starcie zauważam że licznik nie liczy ale postanawiam zająć się tym na PK.

PK1
„Wschodni koniec mostu lewa strona podkładu”. Przejeżdżamy przez most drogowy wdrapujemy się na nasyp kolejowy i okazuje się że znaleźliśmy się po stronie zachodniej :D. Pozostaje przejście na drugą stronę mostu po podkładach lub wzdłuż poręczy. Z moim nabytym z wiekiem lękiem wysokości nie jest to łatwe bo most jest całkowicie niekompletny i dość wysoki (7-8 m) . Wszyscy wracają tą samą drogą ale ja miękki jestem. Schodzę z mostu dochodzę przez sitowie do drogi i wracam do roweru okrężną drogą. Naprawiam licznik (przesunięty magnes). Tracę kontakt wzrokowy z grupą i od tej pory jadę dalej sam asfaltem do Łubowa skąd przyjemną leśną drogą do PK 7.

PK7
„Pod mostkiem, OSTROŻNIE”. Na punkcie doganiam grupę i wyruszam stamtąd jako pierwszy bo miałem plan dojazdu do następnego punktu już ułożony w głowie. Mapa okazuje się dość mocno nieaktualna. Droga którą wybrałem kończy się w polu trochę pcham gdzie doganiają mnie dwie osoby z pierwotnej grupki. Trochę wspólnie błądzimy ale jakoś udaje się zlokalizować kolejny punkt.

PK 24
„Północno wschodni koniec polany, obok lizawki”. Polana okazała się stołówką dla dziczyzny. Cała zaorana i rozryta przez dziki z rozsypanymi ziemniakami. Tam żegnam się z dwoma towarzyszami mówiąc że odpuszczam „czwórkę” i jadę od razu do „trójki”. Tak też robię . 5 kilometrów asfaltem z zerowym ruchem. W Łysinie mylę drogi i jadę za bardzo na południe. Na leśnym skrzyżowaniu coś mi się nie zgadza i chwilę stoję nad mapą. Dojeżdża do mnie Jerzy Ścibisz. Jemu też się nie zgadza. Postanawia jechać na czwórkę drogą na chybił – trafił, a ja jednak kieruję się na północ do „trójki”. Droga leśna komfortowa. Prędkość w granicach 23-25 da się utrzymać. Szybko dojeżdżam do PK3.

PK3
„Drzewo obok niebieskiego kontenera”. Podbijam punkt, zjadam dwa przeklęte batony musli z Lidla. Dojeżdża trójka z pierwszej grupy z którą zaczynałem. Dziewczyna, facet i drugi gość w długich bojówkach i glanach (podziwiam). Po nocnym deszczu leśne drogi na szczęście nie obfitują w kopne piachy więc jedzie się całkiem fajnie. Kałuże nie przeszkadzają. Po około 35 km jazdy sprawdzam średnią prędkość pokonanego dystansu. 22,5. Nie jest źle a nawet całkiem dobrze . Tereny piękne. Za Czochryniem przecinam Piławę i wjeżdżam na asfalt biegnący wzdłuż rzeki. Ustępuję pierwszeństwa pojazdowi znajdującemu się na drodze nadrzędnej. Tym pojazdem był rower Pawła Brudły wraz z jeźdźcem  ;) . Próbuję go gonić pod górę. Jakoś udaje mi się trzymać dystans 100-200 metrów ale tylko przez chwilę. Potem Paweł odjeżdża ale mam Go czasem w zasięgu wzroku. Skręcam na teren ośrodka wczasowego na terenie którego nocowaliśmy podczas wrześniowej wyprawki. Lawiruję wzdłuż zalewu między domkami i przyczepami a równolegle do mnie jedzie Paweł. Spotykamy się przy PK 5.

PK5
„Grupa 5-ciu olsz czarnych, w środku”. Szukamy chwilę tych pięciu olsz a okazuje się że to nie pięć olsz a jedna z pięcioma konarami. Kręciliśmy się wokół nich jakieś 3 minuty. Paweł odjechał, ja podbiłem, dojechał inny zawodnik, podbił. I nagle spod drzewa zerwała się i uciekła sarna. Cierpliwa była. Tyle czasu się wokół niej kręciliśmy a ona cierpliwie tam siedziała. Kolejny punkt niedaleko i następny też. Plan jasny. Dojazd asfaltem do Nadarzyc. Z Nadarzyc szybciutko do punktu w opuszczonym osiedlu które na mapie oznaczone było jako Gródek a w rzeczywistości nazywa się chyba Kłomino. Bez problemu odnajduję ten punkt bo przecież gościłem tam niedawno w posiadłości Cinka  ;D na samym dojeździe do punktu spotykam jeszcze znajomą twarz jadącą z przeciwnego kierunku (Jacek, kim jest gość z którym rozmawialiśmy chwilę przed startem?).
 
PK 21
„Były plac apelowy, południowo wschodni narożnik”. Podbijam, wracam tą samą drogą do asfaltu żeby zaraz skręcić na południe do Sypniewka. Za wioską już na polno leśnej drodze zatrzymuję się na moment żeby popatrzeć na mapę. Szybko docieram do PK 8 gdzie robię sobie 15 minutową przerwę. I nawet zdjęcie robię :D. Całkiem dobrze mi idzie bo jest dopiero 13.15 a już 7 punktów zaliczonych i ok 70 km za mną. Zbieram się z tego sielskiego miejsca po zjedzeniu kilku batonów i kabanosów i w perspektywie mam bardzo prosty dojazd do punktu przy silosie na głowicę jądrową. Znam to miejsce doskonale więc z trafieniem nie będzie problemu. Wracam do mostku nad Pytnicą i nie zastanawiając się wcale odbijam  na wschód. Jedzie się doskonale bo droga choć miejscami usiana kałużami to dość „szybka”. Utrzymuję nadal średnią w okolicach 21. Wyjeżdżam z lasu i coś mi się zaczyna nie zgadzać. Wg licznika już powinienem być w okolicach „silosów” a tymczasem las się skończył. Okazało się że na moście nad Pytnicą nie zauważyłem drogi i pojechałem na pewniaka inną. Złą. Odbijającą dość mocno na północ. W tym miejscu, po tak idiotycznej pomyłce , poczułem się źle i nawet pomyślałem żeby sobie odpuścić. Ale dojechałem do silosów przez Sypniewo nadrabiając 10 km… i tracąc sporo czasu.

PK 9
„Silos na głowicę jądrową, południowo wschodni wjazd”. Koło hangaru spotykam Daniela. Chwilę rozmawiamy, Daniel odjeżdża a ja chwilkę stoję nad mapą zbierając myśli i starając się zmobilizować do dalszej jazdy. Za chwilę dojeżdżają „glanowcy” więc uciekam. Szybki powrót na asfalt i długaśny przelot do Samborska. Jadę z wiatrem więc z licznika nie schodzi 28-30. Za Samborskiem dogania mnie Paweł B. i zaraz znika rzucając tylko przez ramię krótkie „hej”. Dalej jak po sznurku brukowaną aleją (z wąskim poboczem na szczęście) do PK 11.

PK 11
„Narożnik leśnej łączki”. Podbijam, wpadam na krajówkę (na szczęście ruch jest niewielki) i pędzę do Jastrowia. W mieście spotykam jadącą z przeciwka grupkę z Krzyśkiem (CRL). Bardzo sprawnie docieram na PK 14. Jedzie mi się na tym odcinku doskonale.

PK 14
„Pod mostem kolejowym na zachodnim brzegu”. Zostawiam rower na dole i biegusiem idę podbić punkt. Spotykam tam kilku zawodników i odbijam perforator nie w tym miejscu co trzeba. Szybko się orientuję i poprawiam. Powrót do Jastrowia tą samą drogą i dalej na północny wschód przez Podgaje do PK 15 w okolicach tamy. Okolica znana mi z Leśnych Duktów. Na parkingu gdzie zostawiam rower znajduję dwa dorodne koźlaki. Chowam je szybko do plecaka :) i w drogę. Do zmierzchu już tuż tuż ale przed nim mam w planie zaliczyć jeszcze dwa a może nawet trzy punkty. Wygodną szutrówką docieram z powrotem do krajówki którą przecinam i ląduję w okolicach PK 16.

PK 16
„Brzoza przy suchym bajorku”. No i tu spędzam dobre pół godziny. W okolicach punktu w środku lasu stoi auto a koło niego człowiek który pyta co tu robię. Jestem przekonany że robi sobie jaja, że to ktoś z obsługi. Mówię że szukam drzewa z pomarańczową pieczątką i przyklejonym biało czerwonym rąbem. Po pytaniu z Jego strony czy chcę kupić drewno upewniam się że gość mi nie pomoże :). Obszedłem okolicę w promieniu 200-300 metrów dość dokładnie. Wyschniętych jeziorek było kilka ale punktu nie znalazłem. Znalazłem za to kolejne trzy grzyby. Odpuściłem. Przede mną kilka łatwiejszych nawigacyjnie więc postanowiłem nie tracić czasu. W Okonku zatrzymuję się na moment w sklepie po wodę. Wypijam jeszcze na miejscu Kubusia. Butelkę z wodą umieszczam w koszyku a z bukłaka upuszczam połowę jego zawartości żeby grzyby mi się nie pogniotły :). Bez żadnych problemów dojeżdżam do PK 23 .

PK 23
„Stacja transformatorowa”. Tam robię krótką przerwę na założenie wiatrówki, rękawiczek (których nie chciałem brać na trasę ale bez nich byłoby krucho) i wymianę baterii w czołówce. Powrót do Okonka i lokalnym asfaltem dość wolnym tempem docieram do Borucina skąd płytami w okolice PK 22.

PK 22
„Drzewo na brzegu oczka wodnego”. „Oczko wodne”…upiorne bajoro na obrzeżach dawno już opuszczonego gospodarstwa znajduję po kilku minutach poszukiwań. Na szczęście mam świeżo naładowaną bocialarkę bez której nocne poszukiwania punktów nie miałyby sensu. Piszę sms do Turysty z pytaniem czy po ciemku dam radę znaleźć „szóstkę”. Odpisuje że bez problemu. Na skróty przez pola dojeżdżam do Pniewa. Czeka mnie kilka km przelotu asfaltem do Ciosańca a stamtąd muszę dojechać do jeziorka z kładką wędkarską. Wygląda na to że plan zdobycia jeszcze trzech punktów się powiedzie bo nie wyglądają na trudne.Za Pniewem mruga przede mną jakieś nikłe światełko. Po chwili doganiam dziewczynę na rowerze oświetlającą sobie drogę telefonem. Postanawiam poświecić Jej żeby bezpiecznie dojechała do domu. Jadę z Nią jakieś 5 kilometrów wesoło gaworząc ;). Żegnamy się w Ciosańcu. Dziurawą mokrą drogą leśną docieram w okolice PK 10.

PK 10
„Kładka wędkarska”. Chwilę jej szukam bo kładka okazała się dwoma deskami przybitymi do zwalonego w sitowiu drzewa. Z punktu już tak na spokojnie jadę sobie strasznie dziurawym asfaltem na PK 13. Nie spieszę się. Wiem że dojadę przed północą zaliczając jeszcze dwa PK. Zmieniam akumulator w bocialarce bo jest tyle dziur i są tak ogromne że trochę więcej światła nie zaszkodzi. W sumie więcej dziur niż asfaltu. Droga się dłuży, ja już trochę głodny jestem ( a nawet bardzo) ale na myśl o batonikach musli czy kabanosach których mam jeszcze mały zapas robi mi się niedobrze, więc jadę gnany perspektywą ciepłej grochówki w bazie :).

PK 13
„Drzewo przy kładce”. Parę minut krążę wzdłuż brzegu jeziora szukając zejścia i kładki.  Znajduję, podbijam i wśród ryków jeleni czy innych szatanów docieram do PK 6.

PK 6
„Suche drzewo. Uwaga bagno”. Punkt i kolejne dwa grzyby znajduję bez najmniejszych trudności. Odjeżdżając z punktu mijają mnie „glaniarze”. Pytają gdzie punkt, coś tam odpowiadam ale nie wiem czy usłyszeli, i wracam szaleńczym tempem do bazy.

Ogólnie impreza udana. Mimo kilku pomyłem jestem zadowolony z wyniku. To moja czwarta pucharowa impreza w tym sezonie. Przede mną jeszcze trzy, więc jest szansa na pierwszą 30-stkę w klasyfikacji generalnej :).

Offline Kobieta Kot

  • Wiadomości: 758
  • Miasto: Blisko Poznania
  • Na forum od: 29.08.2013
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 30 Wrz 2014, 21:38 »
Turysta (i Kuba), michał - gratulacje! Obie relacje fajnie się czytało.
michał - Twoja relacja z całą pewnością nie jest wymęczona - wymęczone utwory czyta się ciężko, a to czytało się leciutko. Sformułowanie „Oczko wodne”…upiorne bajoro - świetne. Zapamiętam i kiedyś użyję (gdy przypasuje) w którejś swojej relacji - jeśli pozwolisz :).
Ég hjóla oftast nær í vinnua.
www.kot.bikestats.pl

Offline Mężczyzna Turysta

  • Kapituła MP-P 2017
  • Wiadomości: 5321
  • Miasto: Gdańsk
  • Na forum od: 15.06.2011
    • Rowerowy turysta
Odp: Rowerowe imprezy na orientację
« 30 Wrz 2014, 21:54 »
Dzięki, Kocie. (Zdziwiłem się, że Cię nie ma, ale widzę, że wybrałaś asfalt)

A to bajoro to i w dzień było upiorne:

Tagi:
 




Organizujemy







Partnerzy

Patronat






Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum