Forum :: podrozerowerowe.info :: wyprawy, trasy, sprzęt
Wyprawy i wycieczki rowerowe => Na sportowo => : Werrona w 8 Gru 2014, 15:17
-
Grzecznie się pytam, czy kto się na Masakrę nie wybiera? Nie szukam kompana do jazdy (bo postanowiłam sama się zamęczyć, zamarznąć i zaginąć w ciemnym lesie) ale podwózki z okolic W-wy.
-
Jedziemy z Turystą, ale niestety z przeciwnego kierunku..
-
Jedziemy z Turystą, ale niestety z przeciwnego kierunku..
To się widzimy na starcie! Jak Was rozpoznać?
-
My rozpoznamy Ciebie:)
Jedziesz 200?
My też jedziemy osobno (chyba) żeby się nie spowalniać nawzajem :)
-
My rozpoznamy Ciebie:)
Jedziesz 200?
My też jedziemy osobno (chyba) żeby się nie spowalniać nawzajem :)
Tak na 200. Zapisałam się na 100, ale pomyślałam, że przy takiej pogodzie jak teraz i braku śniegu to się za mało umęczę. Więc zmieniłam na 200. Raczej mnie dystans powali, ale kto wie :D - właśnie o tę walkę ze sobą mi przecież chodzi.
Talent do błądzenia mam wielki (jeżdżę teraz wieczorami z mapą, ścieżkami które znam a i tak błądzę) , ale mam nadzieję, że po śladach Waszych kół dotrę gdzie trzeba. Oby tylko śnieg już był :P
Co do rozpoznania - no tak, zdaje się że jestem na razie jedyną samicą :). Ale mam dobre maskowanie ;).
-
zdaje się że jestem na razie jedyną samicą
Myślę że nie będziesz jedyna.
Parę dziewczyn pewnie się czai poza listą startową ;)
-
przy takiej pogodzie jak teraz i braku śniegu to się za mało umęczę. Więc zmieniłam na 200.
mam nadzieję, że po śladach Waszych kół dotrę gdzie trzeba. Oby tylko śnieg już był
Nie nadążam za kobiecą logiką. Rozumiem że celem jest się zmęczyć lub zgubić ??? ;)
-
Nie nadążam za kobiecą logiką. Rozumiem że celem jest się zmęczyć lub zgubić ??? ;)
[/quote]
hahaha, oczywiście że chodzi o przygodę (zmachać się i zabłądzić)! Ale fajnie by było przynajmniej mniej więcej próbować podążać wcześniej wytyczonym szlakiem, czyli od czasu do czasu odnaleźć się w terenie. I zobaczyć z bliska jakiś PK. I tu liczę na ślady kół ;). Szkoda tylko, ze nie będzie widać, w którą stronę prowadzą ;).
-
Chciałbym tylko napomknąć, że na skali trudności lokalizacji punktów na jednym skraju jest Harpagan (zwłaszcza ostatni - dzień, łatwe punkty, namioty, obsługa, ogniska, kamizelki) na drugim Nocna Masakra (noc, zima, teren, błoto, lampiony od niewidocznej strony drzewa). Byłem wprawdzie tylko na Grassorze, ale jest to niezły przedsmak Masakry.
A śniegu nie będzie!
-
Chciałbym tylko napomknąć, że na skali trudności lokalizacji punktów na jednym skraju jest Harpagan (zwłaszcza ostatni - dzień, łatwe punkty, namioty, obsługa, ogniska, kamizelki) na drugim Nocna Masakra (noc, zima, teren, błoto, lampiony od niewidocznej strony drzewa). Byłem wprawdzie tylko na Grassorze, ale jest to niezły przedsmak Masakry.
A śniegu nie będzie!
Nie będzie śniegu? No to nie znajdę żadnego PK - to właśnie jest przygoda :). Noc, błoto, przenikliwe zimno - tego lubię doświadczać. W tej zabawie chodzi mi o walkę z sobą, sprawdzenie swojego progu wytrzymałości. I o zatopienie się w noc ;).
-
że na skali trudności lokalizacji punktów na jednym skraju jest Harpagan (zwłaszcza ostatni - dzień, łatwe punkty, namioty, obsługa, ogniska, kamizelki) na drugim Nocna Masakra
Nie strasz, nie jest tak źle. Wystarczy dokładnie czytać opisy (rzadko zdarzają się pomyłki), czasem trzeba "wyobrazić sobie" przecinkę istniejącą tylko na mapie.
Chociaż, jak pomyślę, to kilka trudnych punktów z Grassora bym sobie przypomniał.
Na Masakrach (dwóch, na których byłem), problemu z odnalezieniem raczej nie było.
-
A było tak:
http://wronabez.blogspot.com/2014/12/nocna-masakra-czyli-podroz-po.html
-
Przyznam szczerze, że trudno mi się przebić przez poetykę Twojego stylu, ale dokonania rowerowe podziwiam i bardzo zazdroszczę odwagi. Pisałaś kiedyś, że nie masz w sobie strachu... ile to rzeczy musi w życiu ułatwiać. Ja śpię z głową pod poduszką po seansie Harrego Pottera, a ty się rozbijasz po nocnym lesie z uśmiechem na ustach. Zawsze najbardziej lubiłam Tygryska, ale łączy mnie z nim tylko skłonność do gaf i nieumiejętność myślenia przed działaniem czy mówieniem, poza tym jestem tchórz jak Prosiaczek. Piękne, trafne fragmenty z Milne (Milnego?)
-
Dla mnie natomiast wcale niezrozumiałe. Nie styl pisania. Zachowanie.
1. Nie lubisz się ścigać.
2. Kompletnie nie potrafisz czytać mapy.
3. Lubisz jeździć sama.
To po co startujesz w zorganizowanej imprezie gdzie należy czytać mapę i gdzie ma być sporo ludzi ścigających się? Jakąś karę sobie wyznaczyłaś? Jest dużo lasów w których można pojeździć w nocy, w dzień, mieć sporo przygód, ujechać się.
-
Tak, to rzeczywiście brzmi dziwnie :)
To mój drugi start w życiu na takich zawodach. Pierwszy to był Harpagan. Namówił mnie znajomy. Zostałam wtedy niechcący sama. I odkryłam, że nie interesuje mnie ściganie. Ale jednocześnie znalazłam coś dla siebie:
1. Mam wyznaczoną trasę. I mimo błądzenia próbuję się odnaleźć. Uczę się. Przede wszystkim cierpliwości :)
2. Punkty wyznaczane są w ciekawych miejscach. Jeśli tam dotrę, to nie będę żałowała.
3. Uwielbiam dziką przyrodę. Oczywiście mogłabym sama wyznaczyć sobie trasę, albo podróżować z wiatrem. Dlaczego jednak (od czasu do czasu) nie skorzystać z tego, co ktoś zaplanował?
Reasumując: chyba polubiłam takie zawody. Ale z innych powodów niż pozostali. I chyba nie ma w tym nic złego :D
-
Pewnie że nie ma w tym nic złego :) a relacja dla mnie bardzo ciekawie napisana! Zawsze podziwiam umiejętność takiego wplatania cytatów :)
-
Złego nic nie ma w jeździe. Chodzi o relację. Jakoś nie wynikało z niej, że chcesz się uczyć czytania tych map. Często też słyszę od ludzi, ze ściganie to nie, nie, nie - nie dla nich, oni tylko dla satysfakcji jeżdżą. No to po co na zawodach?
Poza tym nie chcę na Ciebie napadać. Masz jeździć tak jak lubisz :D
-
Dla przyjemności, sprawdzenia jak sobie człowiek radzi w innej sytuacji chociażby. Zdarzyło mi się jechać zawody jeździeckie dwukrotnie - ani przez chwilę się nie stresowałam, czym zadziwiłam trenera. Ale czym się stresować, jeśli się jedzie dla przyjemności, dla testu, nie dla wyniku! :) czasem też warunki (np w kolarstwie zabezpieczenie trasy, punkty żywieniowe itd) kuszą, by wystartować.
-
No to po co na zawodach?
Marku, jeśli chodzi o imprezy na orientację to niektórzy jeżdżą wyłącznie dla przyjemności (taki powrót do podchodów w harcerstwie). Sam tak na początku jeździłem. Po kilku zawodach to się zmieniło i do przyjemności doszedł aspekt współzawodnictwa.
Werona może się kiedyś nauczy czytania mapy i rzadszych odpoczynków jeśli będzie miała ochotę (bo z tym jest u Niej słabiutko), ale chyba już nie pod moim kierownictwem bo ja wybieram jednak wersję zawodów z akcentem sportowym :D
-
Zawody, impreza to po prostu dobry pretekst by ruszyć tyłek :P Przykładowo - tak samemu z siebie to 500 km byłoby mi ciężko zrobić. Ale maraton, nawet najbardziej towarzyski to już jest powód by wziąć udział i ten dystans przejechać, a wcześniej by też coś jeździć, "no bo trzeba się przygotować".
Także co osoba, psychika, to inna motywacja by brać udział w zorganizowanych imprezach. I póki sprawia to przyjemność to powód do startowania i rezultat tego startowania nie mają znaczenia ;-)
-
No, jeżdzić na zawody, żeby oglądać gwiazdy to jednak jest dla odbiorcy duże wyzwanie interpretacyjne ;D Ja się cieszę, że Transatlantyk zadał to pytanie, było równie ciekawe jak odpowiedź Werrony.
-
Wiadomość usunięta.
-
Dla wszystkich, których coś tam uwiera i nie przekonuje:
1. Nie jestem Kubusiem Puchatkiem, nie byłam w Stumilowym Lesie. I nie było tam Prosiaczka ;).
1. Jechałam z Michałem. Zapytajcie go, jak tam moja wola walki i "spinka" :)
2. Po co w ogóle jeżdżę? Myślę, że powodów jest wiele. Poczytanie mojego bloga wyjaśnia sprawę.
3. Rozumiem, że niektórym się nie chce czytać. Podam więc im skróconą odpowiedź: Bo swędzi mnie tyłek.
4. Z tego właśnie powodu pojawię się też na MP.
-
Jeśli rzeczywiście nie lubisz się ścigać - to to samo miałabyś na trasie Krwawej Pętli dookoła Warszawy (a przypuszczam, że i trasa sporo ciekawsza i dużo bardziej urozmaicona), mogłabyś tam jechać sama, bez żadnej spinki czasowej, bez konieczności dojeżdżania przez pół Polski. Także i w Kampinosie jest sporo takich tras.
Bo jak się wyjdzie przed własną bramę i wytapla w błocie to ludzie powiedzą, że idiota. Jak się pojedzie z 300 km wytaplać w błocie to taaaaka zabawa.
-
Przechlapane. Bo moi sąsiedzi czytają mojego bloga, więc się dowiedzą. :icon_redface:
A zresztą i tak wiedzą, że coś ze mną nie tak- w zeszłym roku podczas gwałtownej ulewy moja ulica zamieniła się w wielki, ciepły basen. Założyłam wiec kostium i poszłam się kąpać :)
-
Moi sąsiedzi wiedzą, że jeżdżę "dziwnymi" rowerami. Na szczęście nie wiedzą gdzie jeżdżę i nie wiedzą gdzie jest to moje ulubione "błoto".
-
Wiadomość usunięta.
-
Ale napisałaś "Chcę jechać sama.
Też mnie to zdziwiło.
Myślałem, że skoro Werona wcześniej deklarowała że woli jechać samotnie, to prędzej czy później zasygnalizuje że woli zostać sama.
Też trochę mi się to nie zgadzało (nie zgadza). Również dziwi.
Ja wystartowałem z małym ciśnieniem na wynik(chciałem jechać sam),to prawda, ale głupio było zostawić Weronę samą gdzieś pośrodku trasy więc tak pozostało do końca.
A nawiązując do tego, co pisałeś o tzw krwawej pętli.
Na, nawet najbardziej wymagającej trasie, nie da się wyznaczyć sobie samemu punktów kontrolnych w ten sposób żeby mieć radochę z ich szukania :D
Myślę że o tę radochę właśnie Weronie chodziło.
-
Wiadomość usunięta.
-
frajda podobna, co za różnica czy szukamy punktów czy szlaku.
To ogromna różnica. Nie ściemniaj ;) Sam o tym wiesz bo startowałeś kilka razy w zawodach na orientację.
Szlak na wycieczce jest z góry znany i można nauczyć się go na pamięć.. Na zawodach o położeniu punktów dowiadujesz się 5 minut prze startem.
-
Wiadomość usunięta.
-
To zależy od szlaku.
Tak?
To na krwawej pętli łosie z Kampinosu siedzą i kombinują jakby tu zmienić szlak kolejnemu przejeżdżającemu rowerzyście? :D
Przecież doskonale wiesz że to dwie zupełnie inne sprawy więc po co się upierasz?
-
Wiadomość usunięta.
-
A żebyś wiedział, byłem tam 4 razy i za każdym razem przejazd detalami się różnił
Kilka osób bywało na tych samych zawodach (może i na Masakrze również) też kilkukrotnie.
Trasa nie różniła się tylko detalami. Za każdym razem teren jest zupełnie inny nie mówiąc już o PK.
Wilk. Szukanie PK to nie to samo co szukanie sporadycznych "objazdów" na trasie z góry przez siebie założonej.
Ale przecież Ty o tym doskonale wiesz ;)
Wiem że wiesz ;)
-
Rany boskie, jaka zadyma....
Michał - przepraszam, że nie zrezygnowałam z Twojego towarzystwa. Jechałam sama, zaproponowałeś wspólną jazdę. Było mi bardzo miło, nie czułam potrzeby "odłączania". Jeśli Ty taką miałeś- na samym wstępie powiedziałam, że jak Ci się znudzi to możesz się odłączyć...
Jest dziwnym, że chcę jeździć sama? Skoro doszukujecie się w tym jakiegoś szwindla (że niby co? Jadę sama a tak naprawdę marzę o towarzystwie?? Czy może chcę pokazać co to nie ja? Nie wiem jakie mogłaby jeszcze mieć "nieczyste"powody?) to opowiem Wam moją krótką historię:
Zwykle jeżdżę sama. I na tych codziennych wyjazdach i na tych dłuższych (Wyjątkiem są oczywiście wakacje, które spędzam rodzinnie na dwóch kółkach). Ten codzienny czas rowerowania jest dla mnie jedyną "moją" chwilą w ciągu dnia - dużo pracuję, mam liczną rodzinę..
Przechodzę teraz szczególny czas- w tym roku tragicznie umarli moi dwaj młodsi bracia. Jeden zimą, drugi we wrześniu. Z trudem łapię oddech po tych wydarzeniach. Jakoś dochodzę do siebie właśnie dzięki samotnym wycieczkom. Tym długim i tym krótkim.
Nigdy nie interesowały mnie zawody, Pojechałam na Harpagana z kolegą, bo był to powód do ruszenia tyłka i myśli w inne rejony. Tak było i z Masakrą - dowiedziałam się przypadkiem, że coś takiego istnieje i się spontanicznie zapisałam :). Chciałam sama....tak jak już pisałam to mnie leczy ze smutku. I pojechałabym sobie sama, gdyby nie zjawił się Michał. Nie odmówiłam, bo padał deszcz i nie było za miło ;).
Zakończmy więc ten temat, proszę.
Życzę Wam Wesołych Świąt!
I przesyłam Wam taką oto Opowieść Wigilijną:
http://wronabez.blogspot.com/2014/12/opowiesc-wigilijna.html
-
Michał - przepraszam, że nie zrezygnowałam z Twojego towarzystwa. Jechałam sama, zaproponowałeś wspólną jazdę. Było mi bardzo miło, nie czułam potrzeby "odłączania". Jeśli Ty taką miałeś- na samym wstępie powiedziałam, że jak Ci się znudzi to możesz się odłączyć...
Nie przepraszaj bo nie ma za co.
Zaproponowałem bo widziałem że sobie nie radzisz.
Towarzysko mi również dobrze się jechało :D
Jeśli chciałbym się odłączyć to zniknąłbym Ci za pierwszym zakrętem.
-
Rany boskie, jaka zadyma....
Oj tam, nie takie zadymy tu bywały. Wywołałem to zamieszanie, bo nie zgadzało mi się to co robisz z tym co piszesz.
Bez obaw, nikt Cię tu nie chce pognębić. Pedałuj sama, albo nawet z nami jak przyjdzie ochota. Sporo pracy przed Tobą, bo tegoroczny Maraton Podróżnika w wersji 500 km to nie będą żarty. Wesołych Świąt. :D
-
Sporo pracy przed Tobą, bo tegoroczny Maraton Podróżnika w wersji 500 km to nie będą żarty.
Oj, nie ma co za bardzo straszyć. Ja Rajd Wyszehradzki przejechałam kompletnie bez przygotowania. Było 500km w poziomie i 4,5km w pionie i doba na to. Zmieściłam się, a po drodze miałam i sensacje żołądkowe (zaszkodził mi nadmiar sztucznego żarcia) i były problemy z GPSem. A o imprezie dowiedziałam się jakoś tak miesiąc przed. Początek roku miałam fatalny wtedy - miałam tak ostrą infekcję dróg oddechowych, że dostałam 2 serie antybiotyków. Potem były jeszcze powikłania. Ruina nie organizm. Przed startem nie miałam (w tamtym roku) na koncie ani jednej dwusetki, ba ani jednej 150! Wystartowałam w zwykłych butach, a były to gumowe klapki Crocsa. No i dałam radę. Długie trasy to często nie kwestia nóg, lecz głowy.
Tak więc droga Werrono - niczym się nie przejmuj - wierzę w Ciebie! :)
-
Jednakowóż maraton to nie krzyżówka i w nogach też trochę trzeba mieć. Lepiej niech się dziewczyna przejmie i popracuje. :)
Tylko może kolejnej zadymy Werronie nie zróbmy. :)
-
Pedałuj sama, albo nawet z nami jak przyjdzie ochota. Sporo pracy przed Tobą, bo tegoroczny Maraton Podróżnika w wersji 500 km to nie będą żarty. Wesołych Świąt. :D
O! Właśnie chciałem zapytać do jakiego dystansu się Werrono przymierzasz? (rok temu przy liście obecności się chyba deklarowało, dobrze mówię? trochę tego brakuje)
Oj, nie ma co za bardzo straszyć. Ja Rajd Wyszehradzki przejechałam kompletnie bez przygotowania. Było 500km w poziomie i 4,5km w pionie i doba na to.
Każdy inaczej znosi takie obciążenia, ale na mnie 12 tys. rocznie przebiegu w tym roku Werrony robi wrażenie, nawet jeśli to było przejechane tempem spacerowym. Najgorsza na tej trasie jest końcówka, szczególnie że zaczyna się "wić" (psychika!) zbierając co lepsze podjazdy.
-
Tak?
To na krwawej pętli łosie z Kampinosu siedzą i kombinują jakby tu zmienić szlak kolejnemu przejeżdżającemu rowerzyście? :D
A żebyś wiedział, byłem tam 4 razy i za każdym razem przejazd detalami się różnił. To szlak terenowy ogromnej długości i zawsze się coś na nim dzieje. Tu zrobią skrót, tam trzeba objechać bagno, to znowu wybudują dom itd., tu przebudowują szosę katowicką, tam budują A-2; ten szlak niejako żyje wraz z okolicą.
Za którymś przejazdem znasz już jego główne "kruczki", ale jadąc po raz pierwszy to jest niezła zabawa, ja się nakołowałem i z gps, z samą mapą (w kluczowych rejonach słabo aktualną) zabawy byłoby jeszcze więcej, szczególnie grudniową nocą.
Wilku, kochanie ty moje, mógłbyś mi przybliżyć przebieg owej "Krwawej Pętli" (zapis *.gpx). Chciałbym dokonać samounicestwienia.
Werrona, dziewczyna mazowiecka, radę da. Co by nie miała dać. Kciuki trzymał będę. Co komu pisane tak będzie. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego, obfitującego w satysfakcjonujące wyniki Nowego - 2015 - Roku życzę Tobie i Wam. Do odważnych Świat należy, przecie to wiecie.
-
Wiadomość usunięta.
-
Dzięki Michał, rośnij w siłę. Teraz sobie przypominam, że kiedyś o tym szlaku słyszałem. Ale jako odludek, nie znałem tej nazwy - potocznej zapewne - w światku rowerowym. Pozdrawiam
-
Najgorsza na tej trasie jest końcówka, szczególnie że zaczyna się "wić" (psychika!) zbierając co lepsze podjazdy.
Ja za to mam zupełnie odwrotnie. Najgorszy jest początek. Gdy wszyscy rwą do przodu. Gdy nie wiem jak będzie się jechało. Pierwsza połowa dystansu jest najtrudniejsza. Po połowie trasy, ciśnienie uchodzi. Wiem już ile mam sił, jaką dyspozycję dnia. A skoro dojechałam do połowy, to dojadę i do samego końca. A końcówki są właśnie najfajniejsze. Gdy już się wie, że to już, że to zaraz! Lubię końcówki :)
-
Wiadomość usunięta.
-
I mnie sporo bardziej bawi taka nawigacja w realnym świecie niż zawody na orientację.
Ale nie o Tobie tutaj mowa...
, spora część poprawnej nawigacji to umiejętność wcześniejszego przygotowania się do pokonywanej trasy.
W zawodach na orientację trasy niestety nie jesteś w stanie przewidzieć....
-
Wiadomość usunięta.